Moda klasy zero

Gdzie wymalowane na różowo Christiny Aguilery spotykają się z pomalowanymi na czarno Marilynami Mansonami? W prawie każdej polskiej placówce oświatowej.

Reklama

Pierwszego września ulice Warszawy zapełniły się tłumami młodzieży. Po wypełnieniu szkolnego obowiązku towarzystwo wyległo na ulice, skwery oraz wbiło się do miejskiej komunikacji. Do autobusu linii 520, którym jechałam, wbiegło kilka 15-latek. Wracały z rozpoczęcia roku szkolnego, o czym świadczyły rozmowy o „upierdliwej matematycy, która niestety wróciła po macierzyńskim, i zajefajnym kolesiu z II b”. Niewątpliwą królewną wśród dziewcząt była śliczna, zgrabna brunetka: otoczona koleżankami, radośnie paplała, nie schodząc z wysokiego C. Ale nie wysokie C zwróciło moją uwagę. Dziewczę ubrane było w granatowo-białą suknię. Suknia zakrywała nieco pupę i wcale nie zakrywała pleców oraz ramion. Wdzięku tej szkolnej stylizacji dodały wieczorowy makijaż i dwucentymetrowe paznokcie. Gdy dziewczę napotkało moje zdumione spojrzenie, wydęło czerwone wargi i zrobiło minę, która znaczyła: „jeny, ale stary zgred”. Racja. Osobniki po trzydziestce to z definicji stare zgredy i gatunek wymierający.

Rok modny 2009/2010
Mijał wrzesień. Zgred obserwował młodzież wychodzącą z podstawówek i gimnazjów. I już wie: w sezonie szkolnym 2009/2010 dominują dwa style. Pierwszy charakteryzuje się biustonoszami i pępkami na wierzchu. Z jasnych względów wybierany przez dziewczęta sprawia, że po szkołach paraduje cała armia sobowtórów Christiny Aguilery. Kicz i obciach. Drugi styl, skrajnie różny, nazwijmy roboczo „demonicznym”. W wersji light składa się z wymemłanych, opiętych do bólu (istnienia) jeansów, obszarpanych trampek i rozchełstanych koszul. Całości dopełnia odpowiednia fryzura, czyli włosy zasłaniające całą niemal twarz. W wersji hard styl ten przybiera postać rodem z horroru: czarne krechy wokół oczu, nienaturalnie biała twarz i pomalowane na czarno paznokcie. Młodociane Marilyny Mansony obu płci. Skąd nastolatki czerpią inspiracje do swych „oryginalnych” strojów? Czy należy się lolitkami i mansonami w szkole przejmować? Młodzież zawsze przecież (zgred pamięta te zamierzchłe czasy) próbowała szokować strojem. I trudno nie zgodzić się z tymi rodzicami, którzy twierdzą, że najdziwniejsza nawet nastoletnia moda, jak młodzieńczy trądzik i ospa, kiedyś przejdzie.

Okiem stylistki
Julita Wudarczyk jest stylistką gwiazd, kobiet biznesu i ludzi sukcesu z dziedzin wszelkich. Poproszona o krótką charakterystykę stylów dominujących wśród młodzieży, z grubsza potwierdza umowną, modową klasyfikację starego zgreda. Ale uwagę, że styl „na lolitkę” to zwykły kicz i obciach, komentuje ostro: – Młode dziewczyny (dziewczynki!) nie zdają sobie sprawy, że ubierając się wyzywająco, nie są ani kobiece, ani bardziej wyemancypowane. Wypaczają raczej kobiecość i prowokują, żeby traktować je jako obiekt seksualny.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama