Szkoła dam

Dziewczęcy chór katedralny istnieje od 30 lat. W tym czasie wychował kilkaset dziewcząt.

Reklama

Dla mnie czymś fascynującym jest obserwacja, jak dziewczęta się rozwijają, jak rosną im skrzydła, kiedy słyszę, że, przychodząc do chóru mają przeciętne głosy, a później zaczynają przepięknie śpiewać – mówi Aleksandra Topor, zajmująca się emisją głosu i przygotowaniem wokalnym zespołu. Na koncertach wykonuje ponadto solowe partie sopranowe z towarzyszeniem chóru. Pracy nad głosem dziewcząt towarzyszy nieodłącznie ich wychowywanie.

– Niezwykłe jest to, że w chórze dziewczynki wyrastają na wrażliwe, dobre dla siebie i innych, bardzo kulturalne kobiety. Ogromnie się cieszę, że tworzymy grupę osób, które bardzo siebie szanują – dodaje pani Aleksandra.

Porażki i smak sukcesu

Dziewczęta śpiewające w Puellae Orantes mają być elitą. – Solą ziemi. I to jest dla nas główny cel, żeby wychowywać ludzi mających silną osobowość, mocny kręgosłup moralny, właściwy świat wartości, żeby dzięki temu zmieniać otoczenie, żeby nie poddawać się głównemu nurtowi, którym płynie bez celu wielu młodych ludzi – wyjaśnia pani Aleksandra. Tak przygotowane do życia dziewczęta są małymi ziarenkami wysyłanymi w świat.

– Mamy sygnały, bo przychodzą do nas absolwentki chóru, że ciężka praca dała efekty, z których jesteśmy bardzo dumni – cieszy się wychowawczyni wielu pokoleń chórzystek. Owszem, zdarzają się porażki, kiedy postawa dziewcząt mija się z wysokimi wymaganiami stawianymi przez kierownictwo chóru. – Gdyby wszystko gładko szło, to człowiek by się nie zatrzymał, nie pomyślał, czy wszystko dobrze robi. Porażki są trudne, bolesne, ale paradoksalnie są cenniejsze niż sukcesy. Gdyby nie porażki, człowiek nie czułby smaku sukcesu. I tak jest również w naszym chórze – przyznaje pani Aleksandra.

Grzeczne dziewczynki

Nauka śpiewu wcale nie jest najtrudniejszym zadaniem dla osób odpowiedzialnych za utrzymanie wysokiego poziomu wokalnego. Okazuje się nim właśnie wychowanie. Do chóru przychodzą dziewczęta bardzo wrażliwe, delikatne, ale i z charakterem. – Dziewczęta są w bardzo różnym wieku, wiele z nich w tak zwanym „trudnym”, czyli gimnazjalnym. Bywa, że dziewczęta wchodzą w zupełnie inny świat w nowych szkołach, który jest diametralnie różny od świata kreowanego w chórze i my musimy dużo energii włożyć w pracę wychowawczą – mówi ks. Władysław Pachota, założyciel chóru, jego dyrektor i dyrygent. Zły „świat” oczywiście nie pomaga, kusi, by być jak inni, by dostosowywać się do mierności, nijakości.

– Opłaca się być tak zwaną grzeczną dziewczynką, a zarazem kimś silnym wewnętrznie, pewnym swoich racji, wartości. To jest bardzo trudne, żeby nad tym zapanować, jeśli ma się po opieką kilkadziesiąt młodych osób. Trzeba być bardzo czujnym, w porę zauważyć zachowania, które nie licują z byciem w zespole, i reagować. Chór jest szkołą dam – podkreśla pani Aleksandra.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama