Zagwozdka od św. Ludwika

Tego świętego jeszcze nie było. Tzn. nie było go w moim życiu. Chociaż… Chwileczkę!

Reklama

Kilka lat temu pisałem o nim do naszego portalowego działu „Święty na dziś”, ale najwyraźniej wtedy jakoś mi niy wloz. Nie wydał się ważny, nie poruszył. Dopadł mnie dopiero teraz. W Bytomiu. W stojącym przy rynku kościele Wniebowzięcia NMP. Tym samym, w którym znajduje się XV-wieczny cudowny obraz Matki Boskiej Bytomskiej, czy krypta grobowa magnackiej rodziny Donnersmarcków, trzęsącej niegdyś całym Górnym Śląskiem.

Zabytków i ciekawostek związanych z tą świątynia jest bez liku. Ale moją uwagę od razu przykuła niepozorna, znajdująca się na filarze, figura św. Ludwika IX. To „pod nim” najłatwiej mi dychnóńć duchowo

Ale na samym dychniyńciu, przyjściu do siebie, nabraniu sił, spotkanie z tym patronem się nie kończy. Bo mam wrażenie, spoglądając na jego oblicze, że ono… wzywa do wyprawy.

Wezwanie do wyprawy. To właśnie jeden z kluczowych momentów (etapów) słynnego, mitycznego schematu „wyprawy bohatera”, odkrytego przez religioznawcę Josepha Campbella. Hollywoodzcy scenarzyści korzystają z niego od dekad, tyle tylko, że w ich historiach, bohaterowie najczęściej wzywani są do walk z terrorystami, potworami i inkszymi bebokami. Do jakiej wyprawy mógłby wzywać mnie św. Ludwik?

Zaczynam kombinować. Być może wskazówką jest trzymana przez niego korona cierniowa? Z historii wiemy, że była jedną z relikwii, które posiadał w swoich zbiorach. Cierń, ciernie, korona cierniowa… - przed oczyma stają mi kadry z oglądanych w dzieciństwie filmów biblijnych (wtedy chyba sceny, w których pojawiał się „wieniec z ciernia”, robiły na mnie największe wrażenie). Ale czy to o nie właśnie chodzi?

Mam wrażenie, że nie. Więc sięgam do tekstów. Na moim biurku lądują kolejne leksykony oraz słowniki biblijnych znaczeń i symboli. Przekopuję też nasz portal, gdzie, znajduję takie oto wyjaśnienie księdza Tomasza Horaka. Jego zdaniem, w znaczeniu metaforycznym „cierniste krzewy symbolizują moralne zło, bywają określeniem ludzi zamkniętych na dobro, na Boże słowo, na wezwanie do przemiany życia”.

To prawda. Bardziej powinienem otworzyć się na dobro. Częściej czytać Biblię, żyć nią, by rzeczywiście przemieniła moje życie.

Ciekawie pisze też (na zadany mi przez św. Ludwika?) temat Leszek Śliwa. „Pod koniec średniowiecza, pod wpływem rozważań nad męką Pańską, prowadzonych zwłaszcza przez franciszkanów, zaczęto w przedstawianiu koronowania cierniem podkreślać fizyczny ból Jezusa. Jednocześnie zaczęła się rozwijać indywidualna pobożność, wiążąca się z potrzebą osobistej kontemplacji zbawczej Ofiary Jezusa”.

Osobista kontemplacja zbawczej Ofiary Jezusa. Więc może to o to chodzi? Miejsce do kontemplowania już mam. Pod świętym Ludwikiem. Teraz tylko siąść/klęknąć i tak porzóndnie, po ślónksu, wmodlić się.

Pytanie tylko, czy znajdę na to czas? A może znowu coś będzie od tego ważniejsze?

*

Tekst z cyklu Okiem regionalisty

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama