Mąż zuchwały

1 maja o trzeciej nad ranem zmarł Tomasz Burek. Całe życie płacąc za swoje wybory, dawał świadectwo. Udowadniał, że można, jak pisał Zbigniew Herbert w „Panu Cogito”, „być wiernym i iść”. Miał 79 lat.

Był wybitnym i przenikliwym krytykiem i historykiem literatury, jej prawdziwym miłośnikiem. Pisał świetne teksty o książkach, eseje będące arcydziełami gatunku, a więc i sam tworzył najwyższej klasy literaturę. Najuważniej czytał aktualną produkcję literacką, a potem na podstawie lektury i analizy zachowań polityków diagnozował czasy, w których żył, bo na sercu leżało mu dobro ojczyzny. Swoimi tekstami ustawił myślenie „prawej strony” polskiej inteligencji. Jednak, przede wszystkim, był dobrym człowiekiem, delikatnym i czułym nie tylko wobec piszących. Kiedy mówił tym swoim rozumiejącym innych głosem, było się pewnym, że jest czysty jak łza. Jednak dlatego, że szedł pod prąd, a poza tym przybywało mu lat i nie miał już sił na aktywne mierzenie się ze światem, czasem czuł się wykluczony. – Mówi się o bezdomnych, ale ja też czasem jestem bezdomny mentalnie – powiedział mi kiedyś, bynajmniej nie skarżąc się na samotność, bo przyjaciół miał dużo, ale oficjalnego wsparcia „z góry” – niewiele. – Każdy z nas znajduje się czasem na jakimś śmietniku, traci dach, wywiewa mu namioty. To nie jest esej, to jest westchnienie – usprawiedliwiał się.

Autorytet

Swoim pisaniem oświetlał drogę innym, wskazując dzieła traktujące o czymś więcej niż przyziemność. Wśród nich na pierwszym miejscu wymieniał Biblię. Nie zapomniał też, że „Ziemia jałowa” Eliota to utwór pasyjny. „Ten sam kwiecień; ten sam kryzys człowieka i świata, (…) ten sam zamęt ducha tracącego oparcie w prawdach wiecznych” – zanotował w „Dzienniku kwarantanny”, opisując aktualny stan świadomości społecznej. Nie ograniczał się do analizy i oceny dzieł, ale stawiał podstawowe pytania – o sens istnienia, możliwość zbawienia, przeznaczenie. Mimo że doceniano jego talent i kompetencje, przez ostatnie lata drukowano go wyłącznie w prasie usytuowanej po „prawej stronie”. Kiedy w 1998 r. publicznie przyznał się do szacunku wobec polskiej endecji i krytycznie ocenił poczynania Adama Michnika, spotkał się z atakiem „Gazety Wyborczej”. Piotr Bratkowski na jej łamach napisał, że Burek przestał być dla niego autorytetem intelektualnym. Autor „Żadnych marzeń” przyjął odrzucenie przez środowisko, które dotąd go chwaliło, i konsekwentnie pozostał przy swoim. Dlatego autorka eseju o nim – Małgorzata Juda-Mieloch, nazwała go „mężem zuchwałym”. Bo trzeba zuchwałości, żeby trzymać się metafizyki, kiedy inni dryfują na obszary nicości. „Żyjemy we wnętrzu epoki, która cierpi na ogólne rozluźnienie i zachwianie kryteriów” – ostrzegał. Na szczęście przez ostatnie 20 lat można było go słuchać w radiowej Dwójce, gdzie z Matywieckim i Smolką prowadził „Tygodnik Literacki”.

W pierwszym dziesięcioleciu III RP współpracował z wieloma czasopismami, Radiem Wolna Europa, Radiem Bis i Programem Pierwszym TVP. Potem zaczął być oszczędniejszy w wypowiedziach. W 2001 r. w szkicu otwierającym książkę „Dzieło niczyje” nazywa rzecz po imieniu – literatura stała się, jak w tytule książki – dziełem niczyim. Odcięła się od Boga osobowego. Po reaktywowaniu III RP powiedział, że powinno się zburzyć Pałac Kultury, bo to pieczęć Moskwy na tym mieście. Twierdził, że tylko znikoma część współczesnych pisarzy rozebrała go symbolicznie w literaturze. Lubił twórczość z zadaniem, przesłaniem, sensem, takich patriotów jak Jan Lechoń, Kazimierz Wierzyński, ale też zapominany dziś Stefan Żeromski.

Niepokorny

Urodził się 7 marca 1938 r. w Warszawie. W listopadzie 1939 r., kiedy miał półtora roku, rodzice zdecydowali, że przenoszą się do Sandomierza. Jego ojciec Wincenty też był pisarzem, patriotą, który podczas wojny działał w Batalionach Chłopskich. Miał 6 lat, kiedy w 1944 r. do ich domu przyjechał Jerzy Putrament, chcąc ściągnąć ojca do Lublina, gdzie organizowała się nowa władza. Ojciec stanowczo odmówił. W 1946 r. został aresztowany przez UB. Podczas odwiedzin Putramenta mały Tomek zapytał go, czy może założyć jego płaszcz majora I Armii Berlinga. Wszedł na krzesełko, a Putrament okrył go płaszczem. – Wtedy nie wiedziałem, czym różni się mundur polski od polsko-sowieckiego – opowiadał. W 1955 r. pojechał do Warszawy na studia. Chciał zgłębiać filozofię, jednak skończył dziennikarstwo.

W 1976 r. podpisał protest przeciw planowanym zmianom w Konstytucji PRL, tzw. Memoriał 101. Od tej pory mocno angażował się w działania opozycji. Wykładał na Uniwersytecie Latającym i w Towarzystwie Kursów Naukowych. W 1980 r. głodował w kościele w Podkowie Leśnej w obronie opozycyjnych wydawców. – Po tym tygodniu poczułem, jak smakuje herbata i chleb – wspominał. W 1970 r. rozpoczął pracę naukową w Instytucie Badań Literackich PAN. Za niepokorność zwolniono go w 1985 r., ale ponownie przyjęto w 1989 r.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg