Słabi z mocą

Mogliby siąść i płakać. A oni siedzą, bo większość nie jest w stanie chodzić, i chwalą Boga, robiąc teatr „Exit”. Ten teatr to wyjście dla tych, którzy, wydawałoby się, nie mogą wyjść do ludzi.

Widzisz boleść naszą, Panie! – Joanna Sych, po dziecięcym porażeniu mózgowym, mieszkająca od 30 lat w jednym z krakowskich domów pomocy społecznej, w spektaklu „Hiob” śpiewa Psalm 10, pieśń uciśnionych. Nikt z oglądających nie ma wątpliwości, że Pan ją słyszy. Podobnie jak zanoszone przez cały zespół wołanie: „Nakłonisz swego ucha i pokornym dasz moc!”. Oglądając oparte na tekstach biblijnych przedstawienia teatru „Exit”, nie można mieć wątpliwości, że ich wykonawcy są właśnie pokornymi, którzy dostali tę moc. Widać ją w pozornie bezradnych ciałach aktorów, nie mogących o własnych siłach stawać na głowie, ale stawiających na głowie cały świat, kiedy wbrew jego logice krzyczą mu w twarz: „Jesteśmy szczęśliwi!”. Tworzący „Exit” są dowodem na istnienie szczęścia, bo sprawia im ogromną radość to, że mogą się spotykać, cieszyć się sobą, interpretowanym tekstem. Bo mają przekonanie, że znaleźli sens życia.

W spektaklu „Genezis”, według Księgi Rodzaju, którego premierę planują na marzec, jest scena, kiedy na wózkach wjeżdżają do arki Noego. – Oni są wyzwaniem dla współczesnego świata, który przez aborcję czy eugenikę chętnie by się ich pozbył – mówi założyciel teatru Maciek Sikorski. – Mnie są niezbędni do życia. Kiedy się spotykamy, zdaję sobie sprawę, że podlegam zmiennym humorom, żyję wyimaginowanymi problemami i że moja pełnosprawność często staje pod znakiem zapytania.

Podziw

– Moje życie składa się z tony cudów – zwierza się Maciej Sikorski, człowiek orkiestra, sam po życiowych przejściach. W listopadzie 2016 zaczął prowadzić warsztaty terapii zajęciowej z niepełnosprawnymi w Katolickim Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych „Klika”. Natychmiast zamienił je w profesjonalny teatr. W reżyserii pomaga mu Tadeusz Dylawerski (także aktor), oprawą plastyczną zajmują się Viola i Olgierd Chmielewscy, a muzyczną – Adam Szewczyk. Dziś jego aktorzy są znani dzięki przejmującej etiudzie filmowej „Hiob” i dwom przedstawieniom: „Exit” oraz „Jazda na Moskwę”, które prezentowane były także poza Krakowem. – Nikogo z nich nie zamieniłbym na zawodowego aktora, są wybitni – chwali podopiecznych. – Pokochałem ich od pierwszego wejrzenia.

Powstanie teatru uważa za cud. Mogą to potwierdzić widzowie, kiedy oglądają jego zespół, śpiewający z cudowną, promieniującą na wszystkich radością: „Śpiewajcie Panu »Alleluja, potężna jest Jego moc!«”. Gołym okiem widać, że to nie zajęcia resocjalizacyjne, ale prawdziwa sztuka. Dla Macieja Sikorskiego cudowne było też to, że dzień przed otrzymaniem propozycji tej pracy powierzył swoje życie na maksa Bogu, bezczelnie prosząc Go o znak: „Już nie chcę po swojemu, ale niech będzie po Twojemu”. Odpowiedź dostał ekspresowo. – Chciałbym, żeby ludzie nas podziwiali – mówi szczerze Tomasz Balon, przejmujący Hiob w spektaklu pod tym tytułem. Na skutek dziecięcego porażenia mózgowego może ruszać tylko jednym palcem i najlepiej czuje się w wózku ustawionym w pozycji leżącej. No to podziwiam ich jak umiem, pisząc każde zdanie tego tekstu. Jestem pewna, że chorzy, cierpiący, mający naturalną skłonność do użalania się nad sobą, powinni przynajmniej raz w tygodniu spotykać się z ludźmi z „Exitu” – Joanną Sych, Beatą Nowosielską, Marcinem Konikiem, Tomaszem Balonem, Zbyszkiem Łuczyńskim i Ryszardem Waligórą.

Pogoda

– Staram się żyć, jakbym był zupełnie zdrowy, przeciwstawiam się myśli, że jestem niepełnosprawny – opowiada Marcin Konik. – Nie myślę o moim wózku, ale pokonuję trudności, żeby pokazać, że wszystko w życiu może się udać. Tylko trzeba mieć trochę samozaparcia.

Marcina nazywają najbardziej pogodnym człowiekiem na świecie. Przeszedł dziecięce porażenie mózgowe, ma niedorozwój i ciężką wadę wzroku, uniemożliwiającą czytanie, ale za to posiada fenomenalną pamięć. Kiedy Maciej Sikorski dwa razy przeczyta mu tekst, już go świetnie pamięta. Dlatego uruchomili w necie autorski program Marcina: „Końska dawka poezji”, w którym aktor prezentuje wiersze polskich poetów. Słuchający jego interpretacji nie potrafią powstrzymać wzruszenia. Kiedy w spektaklu „Exit” grał dwie role naraz – Pana Boga i Faraona – widzowie chwalili go, że nawet Holoubek by tego nie udźwignął. W jego wykonaniu Bóg napominający demona przemawia głosem pełnym miłości. – Bo Marcin jest taki delikatny – komentuje Maciej Sikorski.

– Czy Wasz teatr to udawanie czy prawda? – pytam.

– Prawda – odpowiadają zgodnie.

Marcin każdą swoją rolą przekazuje widzom to, czym żyje: radość, czułość, delikatność. – To wychodzi z mojego wnętrza, z tego, że należę do wspólnoty, gdzie chwali się Pana Boga – zwierza się. – Wspierają mnie koledzy, ale największą ulgę otrzymuję od Pana Boga.

Każde spotkanie zaczynają od wspólnej modlitwy. – To mnie utwierdza w przekonaniu, że bez Boga nic się nie da zrobić – mówi.

Wzdychania

Aktor Zbyszek Łuczyński cierpi na schizofrenię, dodatkowo ma znacznie ograniczony kąt widzenia, co w pewnym stopniu utrudnia mu poruszanie się. Mieszka sam i nieźle sobie radzi w codziennym życiu, ale co kilka dni dogląda go kuzynka. Zbyszek ma również ograniczenia w mówieniu, dlatego bardzo odpowiada mu to, że występuje w teatrze cieni, gdzie gra ciałem. – Stoimy za ekranem i nie widać nas, ale nasze wózki i cienie – opowiada. – Ta forma sceniczna bardzo przypadła mi do gustu.

W „Exicie” zagrał Mojżesza. – Przecież on nie był Schwarze­neggerem – uśmiecha się Maciej Sikorski.

– Jest taka scena kiedy ja, jako Mojżesz, podnoszę rękę – opowiada Zbyszek. – To znak, że Izrael zwycięża. Dla mnie cały spektakl jest obrazem zawierzenia Panu Bogu.

– A Pan zawierzył Panu Bogu? – pytam.

– Tak – odpowiada bez namysłu. – Ten spektakl utrwalił we mnie przekonanie, że bez Niego nic nie można zrobić.

– Buntował się Pan kiedyś, że nie ma Pan lekko? – dopytuję.

– Ja się czasem buntuję, jak nie mogę sobie z czymś poradzić – wtrąca Joanna.

– Taka pokusa przychodzi, ale trzeba się starać ją pokonać – odpowiada Zbyszek. – Ja się nie buntuję. To trudno opisać, ale wewnątrz człowieka powstaje uczucie, że bunt to coś złego. Potem nie wiedziałbym, jak trzeba postąpić. Bo jak człowiek się zbuntował, to musi sam wybrać, a nie wypada mu wsłuchiwać się w to, co powie mu Pan Bóg.

– To, jak się czujesz, zależy od siły twojej woli – uzupełnia Joanna Sych. Przyznaje, że czasem w DPS-sie czuje się koszmarnie: – W pokoju mieszka nas cztery, ale już się do tego przyzwyczaiłem. Najgorzej, kiedy o wszystko muszę prosić innych: „A przyjdziesz? Ubierzesz mnie? Nakarmisz? Wyjdziesz ze mną na spacer?” – mówi. W dni, kiedy nikt jej nie odwiedza, czuje się zapomniana. Kilka razy powtarza, że trzyma ją ten teatr, do którego trafiła z widowni. Podczas spektaklu „Exit” Sikorski wybrał właśnie ją i poprosił, żeby zaśpiewała Psalm 10. Przypadły jej słowa: „Wzdychania uciśnionych usłyszysz, Panie”. Wykonała je tak rewelacyjnie, że nie było innego wyjścia jak tylko to, żeby została w zespole.

Kiedy pytam Joannę, czy czasem czuje się samotna, zmienia temat i proponuje: – A może lepiej coś zaśpiewamy? Bo ja bardzo lubię śpiewać. I intonuje: „Tylko w Bogu moja dusza znajduje ukojenie”. Od śpiewania robi się cieplej w niedogrzanej sali teatralnej salezjanów, gdzie spotykają się na próbach.

Wyjście

– Życie osoby niepełnosprawnej jest ciężkie, bo ciągle napotyka się przeszkody – opowiada Joanna. – Jak stoję przed schodami i nie mogę ich pokonać, to jest tragedia. Mam wózek elektryczny, ale nie mogę nim często wyjeżdżać, bo jest za duży i nie wszędzie się mieści.

W „Genezis” będzie grać Ewę, w „Hiobie” była żoną Hioba. – Też mi się ta rola podobała, bo ją czuję – mówi. – Teraz najważniejsza jest dla mnie praca w teatrze, spotykanie się z moim kolegą Ryszardem i kolegami w spektaklu „Exit”.

Rysiu, o którym wspomina, to Ryszard Waligóra, rodowity krakus, niewidomy od dzieciństwa. Skończył Państwową Szkołę Muzyczną średnią II stopnia przy ul. Basztowej w Krakowie i gra na klarnecie. Mieszka sam, bo rodzice zmarli kilka lat temu. – Trochę za bardzo mnie chronili, nie pozwolili mi samemu wychodzić – przyznaje. – Teraz staram się nadrabiać zaległości. Poruszam się po okolicy z białą laską.

Dwa razy w tygodniu opiekunka z MOPS pomaga mu w zakupach i czytaniu korespondencji. Na dalsze trasy wybiera się z osobą widzącą albo przemieszcza się przy pomocy firmy przewozowej dla niepełnosprawnych. Zaprzyjaźnił się z Joanną i często odwiedza ją w DPS-ie. Od niedawna gra folklor krakowski w zespole, który tam powstał i nosi wymowną nazwę „Słoneczni”. Sam ma w sobie słońce, bo często się uśmiecha. Jak potrafi, pomaga kolegom z zespołu – odpowiednio ustawia wózek Tomka, żeby mógł zmienić ułożenie ciała, zawiązuje śliniak na szyi Joanny i karmi ją. Widać, że zależy mu na niej, bo robi to ze szczególnym oddaniem.

Hiob – Tomasz Balon – mieszka z mamą i chwali się, że ma siedmiu braci. Sikorski od początku wiedział, że Tomasz zagra tę rolę. Na minietiudzie „Hiob” mówi do kamery głosem, którego nie da się zapomnieć: „Po co się daje życie strapionym? (…) Nagi wyszedłem z łona matki i nagi doń wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech imię Pańskie będzie błogosławione”.

Joanna, Beata, Marcin, Tomek, Zbyszek, Ryszard to Hiob, jego żona, Mojżesz, Faraon, Psalmista – cała plejada postaci z Biblii, przeniesionych do naszej rzeczywistości, żeby przypominać, że jej słowa żyją. – Mamy misję pokazywania, że człowiek jest zdolny do wyjścia z niewoli, że nie ma sytuacji beznadziejnych – opowiada Maciej Sikorski. – Dzisiejszy teatr oparty jest na dekonstrukcji, cynicznie odnosi się do człowieka. Nasz to szansa na budowanie widza. „Nie jestem każdym, ale jestem kimś. Nie mogę zrobić wszystkiego, ale mogę zrobić coś. I będę robił coś, żeby się kiedyś nie okazało, że skończyłem, nie robiąc nic” – mówi na reklamującym ich klipie Marcin Konik. Robi to tak, że nikt ze słuchających go nie może pozostać na te słowa obojętny. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.