Pocieszenie w jego wierszach

– Zawsze się pisze z tęsknoty – powiedział mi Adam Zagajewski. Odkąd zmarł 21 marca br., czytanie jego poezji jest próbą zmniejszenia tęsknoty za poetą, który już nic nie napisze.

Teraz nastał czas, żebyśmy z większą intensywnością szukali pocieszenia w pięknie jego wierszy. Sam radził: „Tylko w cudzym pięknie/ jest pocieszenie,/ w cudzej muzyce i obcych wierszach/ tylko u innych jest zbawienie”. Z jednym zastrzeżeniem – nie są to już wiersze cudze, ale nasze, bo odnajdujemy w nich własne tęsknoty, przeżycia, wspomnienia. Choć w jednej z naszych rozmów zamieszczonych GN podkreślał, że pisanie wierszy jest czynnością prywatną i nikomu nic do tego, obserwując smutek i żal po jego śmierci, widzę, że tak wielu ma „coś” do jego poezji. Może dlatego, że konsekwentnie zajmował się opiewaniem naszego okaleczonego świata. Zachęcał do jego afirmacji w słynnym wierszu „Spróbuj opiewać okaleczony świat” wydrukowanym w „The New Yorker” po ataku na World Trade Center, jako jedyny tekst poetycki numeru. – Paradoksalne połączyłem w nim impuls opiewania świata z żałobą – wyjaśniał. – Dla mnie on jest zawsze trochę okaleczony przez komunizm i – wcześniej – przez wojnę i różne niedostatki historyczne.

Dzisiaj w świecie okaleczonym przez pandemię, ale i przez śmierć Zagajewskiego, płynące z jego tekstów pocieszenie może ocalić. Choć już nigdy nie wybrzmi tym jego głosem, który oczarowywał słuchaczy niby mimochodem, śpiewnie, jak w jakiejś liturgii.

Poetyckie ciotki

Urodził się 21 czerwca 1945 r. we Lwowie. Mieszkał tam 4 miesiące, a potem wraz z rodzicami został przesiedlony do Gliwic. Kiedy wracał do rodzinnego miasta, czuł się, jakby leciał na Marsa. – Człowieka zawsze fascynuje miejsce, gdzie wyłonił się z kosmosu – opowiadał mi. – To ważne metafizycznie. Myślę, że są tam moi przodkowie, ich całe pokolenia. Oni tam na mnie czekają, krążą z sokiem drzew. To jest moment eschatologiczny.

Odwiedzał dom, w którym się urodził, przy niedużej ulicy Piaskowej. – Liczą się konkrety z przeszłości – stara klamka, brama kamienicy – podkreślał. Przyznał, że na jego wyobraźnię jak waleriana na kota działa świadomość, że są takie miasta jak Wilno, Wrocław, Gdańsk i jego Lwów, które zaginęły jak Atlantyda. Czuł, że ma za zadanie zachowanie ich w pamięci pokoleń. – Jest coś porywającego w tym, żeby uratować coś z tego, co kompletnie zginęło – powiedział mi. Ratował pamięć o zmuszonych do repatriacji do Krakowa ciotkach, utrwalając ich piękne życie: „Nie zapominały o woreczku z lawendą/ który zamieniał szafę z bielizną w łąkę” („Ciotki”). – Lawenda jest dowodem na istnienie piękna w ich praktycznym świecie – opowiadał mi. – Moje ciotki, boginie domowego ogniska, pięknie prowadziły dom, dbały o świętowanie. Świat staje się okaleczony, kiedy zapominamy o świętach. Jak mówił Hölderlin, poetycko mieszkały na tej ziemi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama