Starsza pani na spacerze

Anna Kańtoch bawi się zasadami kryminału. Zamiast oczekiwanego opisu martwego ciała czytelnik jest świadkiem spotkania z osobą jak najbardziej żywą.

Tyle tylko, że żyjący zaginął wiele lat temu i większość myślała, że jest martwy. Powieść detektywistyczna przyzwyczaiła nas też do męskiej postaci, która ma tak samo twarde pięści jak niezniszczalną wątrobę. Literacki detektyw zawsze żyje na bakier ze swoim przełożonym, a w życiu rodzinnym mu się nie układa. Kańtoch jednak umiejętnie odwraca te zasady. Bohaterem „Wiosny zaginionych” jest Krystyna Lesińska: 73-letnia wdowa, która miała dwóch mężów (z czego jednego naprawdę kochała, jak zaznacza). Ma dwójkę dzieci, jest także babcią. Zanim przeszła na emeryturę, była milicjantką, później policjantką. Teraz dokucza jej biodro, pije ziółka i pakuje się w kłopoty…

Podoba mi się bohater odpowiadający rzeczywistości, w której żyjemy, niekopiujący bohaterów skandynawskich czy amerykańskich. Śledztwo toczy się w rytm spaceru z kijkami, a nie przy kuflu piwa w barze. No i rozwiązanie zagadki kryminalnej dokonuje się bardziej dzięki intelektowi niż pościgom samochodowym, strzelaninie i twardym pięściom. Intryga też skrojona jakby pod wymiar polski: Lesińska spotyka przypadkowo człowieka, który miał zaginąć wiele lat temu, a okazuje się, że mieszka po sąsiedzku. Pech chce, że nazywa się teraz zupełnie inaczej i zdaje się nie poznawać bohaterki. Mężczyzna był ostatnim, który widział żywego brata Lesińskiej, gdy ten wyruszał w góry… Co się wydarzyło dawno temu, gdy Krystyna Lesińska była nastolatką? Co z tego jest przywidzeniem, co pragnieniem zemsty, a co starczą demencją? Gdy Lesińska udaje się na rozmowę, aby otrzymać odpowiedzi, znajduje już tylko zwłoki.

„Wiosna zaginionych” to kryminał niespieszny, z gęstą aurą tajemnicy. Na równych prawach ze starszą panią bohaterem staje się Śląsk, jego krajobraz przeniknięty historią. Mimo odwrócenia zasad kryminału jedno pozostaje niezmienne: ostatnie strony to błyskotliwe zakończenie, którego nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock.

Marcin Cielecki

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama