Po klapie jaką okazała się „Śmierć na Nilu”, twórczo uwspółcześniona wątkami i postaciami, jakich nie znajdziemy w powieści Agaty Christie, na ekrany wszedł właśnie kolejny film Kennetha Branagha. „Belfast” jest filmem znakomitym i jak najbardziej zasługuje na Oscara.
Reżyser sięgnął do wspomnień z dzieciństwa spędzonego w stolicy Północnej Irlandii, w okresie nazwanym później „kłopotami”, gdzie w krwawym konflikcie zginęło około 4 tys. osób. Wydarzenia, jakie rozgrywają się w Belfaście w tym czasie oglądamy z perspektywy dziecka. Film nie zajmuje się politycznymi czy społecznymi aspektami konfliktu.
Branagh, pokazując wydarzenia z perspektywy rodziny protestanckiej, przedstawia jednocześnie sposób, w jaki byli przez nich odbierani katolicy. Podobnie jak Buddy, reżyser również wychował się protestanckiej rodzinie i w dzielnicy, w której katolików było niewielu. Był świadkiem podobnych wydarzeń, a losy jego i całej rodziny niewiele różnią się od tego, co spotkało rodzinę filmowego bohatera.
Czarno-białe zdjęcia wydarzeń rozgrywających się w przeszłości nadają filmowi odcień nostalgicznej tęsknoty za czasem, który minął. „Belfast” Branagha jest także filmem znakomitych kreacji aktorskich, a z pewnością na wyróżnienie zasłużyli Jude Hill w roli Buddy’ego i Caitriona Balfe jako jego matka.
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...
Odkrywanie wieczności przez autora głośnych wywiadów z Benedyktem XVI.
Ma przynieść ludziom pocieszenie, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.