Filmy wszech czasów: Prawo Bronxu

Uczniowie przerośli mistrza?

To, że Martin Scorsese jest niekwestionowanym królem gatunku zwanego kinem gangsterskim, wiemy nie od dziś. „Chłopcy z ferajny”, „Kasyno”, serialowe „Zakazane imperium”… - można by jeszcze długo wymieniać jego dokonania w tej dziedzinie. A ilu innych twórców zainspirował i inspiruje do dziś? Przecież nawet polska produkcja „Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa” z 2020 roku pełna jest odniesień i „mrugnięć okiem” do tego, co Scorsese robił, przede wszystkim, w latach ’90.

To właśnie wtedy, konkretnie w roku 1993, powstało „Prawo Bronxu”. Scenariusz: Chazz Palminteri. Reżyseria: Robert DeNiro. A więc aktorzy, gwiazdy (przede wszystkim kina gangsterskiego!), którzy tym razem postanowili sami, po swojemu, nieco inaczej opowiedzieć to, o czym tak znakomicie, językiem filmu, opowiada Scorsese.

Znakomicie, ale i kontrowersyjnie. Bo często idealizuje w swoich filmach gangsterów. Widzowie utożsamiają się z nimi, kibicują im, a przecież to pospolici przestępcy. Ale ta refleksja nie zawsze odpowiednio wybrzmiewa u Scorsese. Ba, zamiast tego mamy jeszcze estetyzację przemocy. Kapitalna muzyka z epoki, piękne kadry, montażowe popisy – no to się ogląda! Co za kino! Co za film! – cmokamy z zachwytu. A tymczasem, na ekranie, zbrodnia goni zbrodnię…

W „Prawie Bronxu” inaczej. Od początku wiemy, że oglądamy dramat. Zwłaszcza dramat ojca - gra go sam Robert DeNiro - który nie potrafi odciągnąć syna od gangsterskich fascynacji (małemu imponuje, że może rzucać kośćmi w gangsterskich zakładach; że uczy się kolegami przestępczego slangu, póz, gestów).

Gdy dorośnie, będziemy mieli swoistą powtórkę z „Dawno temu w Ameryce” Sergio Leone (stylizowanie się na gangsterów) + oczywiście uatrakcyjnianie ścieżki dźwiękowej wielkimi przebojami. O ile jednak u Scorsese królował zazwyczaj zespół Rolling Stones, u DeNiro są to np. Beatlesi (kapitalne wykorzystanie w jednej z sekwencji utworu „Come Together), czy Jimmy Hedrix z „All Along the Watchtower”.

Ważnym wątkiem jest tu też love story między głównym bohaterem (Lillo Brancato) i czarnoskórą dziewczyną (Taral Hicks), a co za tym idzie, problem uprzedzeń. I tu niespodzianka: krystalicznie czysty dotąd ojciec okaże się być rasistą, zaś złowieszczy, gangsterski boss… nie będzie miał nic przeciwko takiemu związkowi.

Gdzieś tam w tle, w finale, pojawi się też Joe Pesci (kolejna ikona kina gangsterskiego), ale w jakim charakterze – tego już Państwu nie zdradzę. To trzeba zobaczyć samemu. Film zaś można oglądać w internecie. Jest dostępny w ofercie VOD TVP.        

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

W weekend w tv i na VOD: Prawo Bronxu

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama