Opętany… rapem

To film o ludziach, którzy zawarli pakt przy dźwiękach głośnika.

Niespecjalnie lubię chodzić do kina na film, który „muszę” zobaczyć. Ale medialna kampania rozpoczęta jeszcze przed zdjęciami do filmu, a która przed premierą sięgnęła apogeum, nie pozostawiała właściwie wyboru. „Paktofonikę” Leszka Dawida trzeba zobaczyć. Gdyby nie film, mało kto, z wyjątkiem fanów zespołu, wiedziałby, kim był „Magik” i Paktofonika. Jak ten cały marketingowy zgiełk przyjąłby główny bohater filmu, Piotr „Magik” Łuszcz, jeden z założycieli legendarnego hiphopowego zespołu? Hip-hop funkcjonował poza głównym nurtem popu i, przynajmniej na początku, w czasie, kiedy w Polsce się rodził, pozostawał do niego w opozycji. Po latach, a nie minęło ich znów tak wiele od rozwiązania Paktofoniki, sytuacja się zmieniła.

Zresztą, czy długo można rapować, znajdując coraz większą publiczność, by nie zauważył tego przemysł rozrywkowy. Zawodowo buntować się, rapując i prowadząc luksusowe auto, można przecież nawet do emerytury, a nawet już na niej. Rap w powszechnej opinii nie kojarzy się zbyt dobrze i nie dotyczy to wyłącznie gangsta rapu, szokującego gangsterskimi klimatami, wyjątkowo nawet jak na ten gatunek nasyconego wulgaryzmami.

Śląski rap

Jednak wyprawy na film Leszka Dawida nie żałuję. Reżyser ma wyjątkowy talent do chwytania rzeczywistości na gorąco, czego przykładem „Ki”, jego filmowy debiut nagrodzony na kilku festiwalach filmowych. W swoim drugim filmie sięgnął w nieodległą przeszłość, do końcówki lat 90. ub. wieku. Właściwie do tej pory to pierwszy film rozgrywający się w realiach tych lat. Wcześniejsze, a nie było ich za dużo, opowiadały najczęściej o początku lat 90., czasie gwałtownych przemian społecznych i ekonomicznych. I w tym filmie Dawid posługuje się sprawdzoną w „Ki” metodą opisu rzeczywistości i działania swoich bohaterów. Chwilami wydaje się, że oglądamy swego rodzaju filmowy hip-hop.

Film rozpoczyna się w roku 2003, a więc już po śmierci „Magika”, wielkim koncertem Paktofoniki w katowickim Spodku, a następnie przenosi widza do roku 1998, kiedy zespół powstawał. Wybierając się do kina, warto zapoznać się z podstawowymi przynajmniej faktami dotyczącymi działalności zespołu. Grupę założyli Piotr „Magik” Łuszcz, Sebastian „Rahim” Salbert i Wojciech „Fokus” Alszer w 1998 r. w Katowicach. Łuszcz, znany w kręgach fanów pod pseudonimem „Magik”, w odróżnieniu od kolegów był już postacią popularną w hip-hopie jako lider katowickiej grupy Kaliber 44. Co prawda cała trójka znała się wcześniej na gruncie towarzyskim, ale dopiero po odejściu „Magika” z zespołu Kaliber 44 zaczęli wspólnie myśleć o nowym projekcie muzycznym. Tak narodziła się Paktofonika, co – jak tłumaczy w filmie „Magik” – oznacza pakt zawarty przy dźwiękach głośnika.

Swoje trzy pierwsze piosenki wydali i nagrali w tym samym roku, a kiedy okazało się, że bez żadnej promocji zyskują popularność wśród rówieśników, otrzymali propozycję nagrania płyty. Po dwóch latach pracy płyta wreszcie się ukazała. Miała premierę w grudniu 2000 roku. 8 dni po premierze „Magik” popełnił samobójstwo, skacząc z okna swojego mieszkania. Pozostali członkowie zespołu po okresie przerwy zaczęli na nowo grać koncerty, a partie „Magika”… odtwarzano z taśmy. W kwietniu 2002 r. grupa została nagrodzona Fryderykiem w kategorii Najlepsza Płyta Hip-hop. W marcu 2003 r. Paktofonika zagrała swój ostatni, pożegnalny koncert w Spodku.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Więcej nowości

Reklama