Co z tym postmodernizmem?

W literaturze moda na postmodernizm chyba się już skończyła. Zresztą czasem ma się wrażenie, że i sama literatura kończy się na naszych oczach. Zostały już tylko czytadła?

Jak tak dalej pójdzie z tym AI, to właśnie sztuczna inteligencja będzie nam masowo wypluwać kolejne romanse, kryminały, czy inksze „młode adulty”. W te akurat klocki AI naprawdę jest dobra.

To co już było x razy (proza gatunkowa), potrafi przemielić raz jeszcze (i jeszcze, i jeszcze), a potem zaserwować nam kolejny mix stereotypowych zwrotów akcji i bohaterów, udając, że to coś świeżego, oryginalnego, bo jednak jakoś się to różni od mało oryginalnych oryginałów, na których się wzorowała.

Czy o takim postmodernizmie marzył John Fowles – twórca genialnej „Kochanicy Francuza”? Śmiem wątpić. Fowles bowiem nie tylko kapitalnie rozpracował oryginały (XIX-wieczne romansidła w stylu Jane Austen), ale potem bawił się nimi, inteligentnie i z humorem żonglując rozwiązaniami fabularnymi, a i puszczając co jakiś czas oko do swoich czytelników, dając znać, że to tylko fikcja. Że jest też jej autor, który, a to się męczy, a to nudzi i w ogóle jest przecież z zupełnie innej epoki, więc nie przesadzajmy z tymi wiktoriańskimi kostiumami i obyczajami. Choć z drugiej strony tak bardzo kochamy przecież uciekać i idealizować przeszłość.

AI samo na coś takiego nie wpadnie. Zna tylko klisze i schematy, które może powtarzać i przetwarzać w nieskończoność. Postmodernizm dla ubogich? Chyba tak właśnie można nazwać jej odtwórczą „twórczość”. Póki co nic wielkiego z tego nie wynika.

Tym bardziej więc szkoda, gdy przychodzi się żegnać z przykładem postmodernizmu… ludzkiego, porządnego, właściwego, choć tym razem akurat nie literackiego, a architektonicznego.

Mowa oczywiście o dworcu w Częstochowie, który ilustruje niniejszy tekst, a który właśnie przestaje istnieć. Budynek z 1996 roku, zaprojektowany przez Ryszarda Frankowicza, był jednym z nielicznych, udanych przykładów architektonicznego postmodernizmu w Polsce.

Pogoń za nowoczesnością nie zawsze się u nas w tej dziedzinie udawała (najczęściej unowocześniano na siłę, było więc pstrokato, kanciato lub w kratkę). Tymczasem Frankowicz udowodnił, że można w tym stylu i z tych materiałów zbudować coś naprawdę solidnego, a może i imponującego?

Tak, to dobre słowo. Ten dworzec naprawdę robił wrażenie. Więc szkoda. Wielka szkoda, że już po nim. Że nie było na niego pomysłu. Podobnie jak na inny nieistniejący już zabytek, czyli brutalistyczny dworzec w Katowicach.

Nie potrafimy obronić, ochronić takich obiektów, za to chcemy odbudowywać starocie (Pałac Saski, ratusz w Bytomiu).

Kto bogatemu zabroni?

No właśnie. Kto?

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Więcej nowości