Fallaci Waleczna

Dwóch wywiadów nie udało jej się przeprowadzić: z Osamą ben Ladenem i… z Jezusem Chrystusem. „Ach, gdyby tak zatrzymać Jego głos, myśli, słowa na dyktafonie!” – pisała o Jezusie Oriana Fallaci. Mówiła o sobie ateistka-chrześcijanka. Nie bała się nikogo i niczego.

Fallaci nie żyje od sześciu lat. Pokonał ją rak. Tymczasem rynek księgarski zasypują wciąż lawiny jej książek. Wywiady i reportaże włoskiej dziennikarki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Właśnie w Polsce ukazała się wydana pośmiertnie pasjonująca saga rodziny Fallaci pt. „Kapelusz cały w czereśniach”. Włoszka pracowała nad prawie tysiącstronicowym tomem ponad 10 lat. Pisanie zawiesiła dokładnie o godz. 9.02 11 września 2001 roku, kiedy w World Trade Center uderzyły kierowane przez islamskich terrorystów samoloty. Wtedy spod jej palców wyszedł najbardziej antyislamski tekst. Fundamentaliści grozili jej za to kulą w głowę. Ona krzyczała: Nie boję się! Nikomu z dziennikarzy nie udało się dotrzeć do tylu przywódców politycznych XX wieku. Interesowali ją, jak pisała, „ci, których odcienie szaleństwa decydują o losach świata” (Arafat, Husajn, Chomeini, Kaddafi) i politycy z pierwszych stron światowej prasy (Andreotti, Wałęsa, Kennedy, Szaron). Próbowała dotrzeć do labiryntów ich myśli, rozszyfrować kody, które uruchamiają ich decyzje. Kim była i jak pracowała najsłynniejsza dziennikarka świata? Jak zakończyło się jej mocowanie z Bogiem? O co walczyła?

Łzy

25 września 1943 r. Sobotni ranek. Alianci bombardują Florencję. Zamiast jednak trafić w dworzec kolejowy, którego Niemcy używają do transportu broni i wojska, niszczą przypadkowo dzielnicę przy Piazza Donatello. Oriana ma 14 lat. Razem z ojcem przechodzi koło kościoła Santissima Annunziata, trzysta metrów od bombardowanego placu. Edoardo Fallaci uciekając, wpada z córką do świątyni. Tu rozegra się scena, która zaważy na całym życiu Oriany. „Przy każdym wybuchu bomby grube mury Santissima Annunziata trzęsły się jak drzewa zaatakowane przez burzę, szyby wylatywały, podłoga podskakiwała, ołtarz kołysał się, ksiądz wrzeszczał »Jezu! Pomóż nam, Jezu!«” – wspomina dziennikarka. Ciekawe, bo scena ta pojawia się nie gdzie indziej, jak we wstępie do jej późnego, acz przełomowego dzieła „Wściekłość i duma”, paszkwilu na przemoc islamu. 14-letnia dziewczynka w Santissima Annunziata zaczyna płakać. Trzęsie się. Ale Edoardo Fallaci reaguje nieoczekiwanie. „Dał mi potężnego klapsa, spojrzał mi w oczy i powiedział: »dziewczynka nie może, nie powinna płakać«. Więc od 25 września 1943 r. nie płaczę”. Do łez Fallaci wraca w wielu tekstach. Pisze o szlochu wewnętrznym, duszonym. „W głębi duszy płaczę więcej niż ci, którzy płaczą łzami” – twierdzi. Przez resztę życia Oriana swoje emocje okazuje jedynie za pomocą maszyny do pisania. Wylewa je na papier. Poza tym jest dumna i twarda. Zresztą wystarczy przyjrzeć się jej zdjęciom. Wysoka i szczupła, przystojna kobieta. Duże piwne, zawsze podkreślone czarną kredką i cieniem do powiek oczy (często kryła je za ciemnymi okularami), których spojrzenie jednak przeszywało jej rozmówców na wylot. Surowy, skupiony wyraz twarzy stawiał na baczność przeciwnika. Kontrastował z biżuterią, którą zawsze nosiła – nawet pisząc w mieszkaniu. Od taty i dziadka Oriana uczy się, że w życiu nie ma miejsca na sentymenty. Że jedyny sposób na przetrwanie to walka. Jako nastolatka jest wciągnięta przez ojca do ruchu oporu. Dostaje w ręce karabin. Jej matka Tosca udziela schronienia alianckim partyzantom, narażając życie rodziny. Fallaci są wrogami Mussoliniego. Edoardo jest więc na celowniku faszystów. W czasie przerzutu broni do jednej z kryjówek na Monte Giove wpada w ich ręce. Trafia do więzienia tajnej policji w Villa Triste. Tu, po miesiącach poszukiwań, odwiedza go żona z córkami: Orianą i Nereą. Nie poznają ojca – ma wybite zęby i zmasakrowaną twarz. Kolejny raz Oriana sieje w sobie ziarno wściekłości.

Na ringu z Bogiem

Dziadek Oriany, Antonio, każdej niedzieli chodzi na Mszę. Każdego wieczoru odmawia Różaniec. – Dlaczego, dziadku, dlaczego? – pyta go pewnego dnia. – Bo istnieje coś, co nazywa się wyrzutem sumienia – odpowiada Antonio. Oriana wraca do tej sceny w „Kapeluszu…”. Już jako nastolatka czyta świętego Augustyna. Świetnie zna rozprawy teologiczne, Ewangelie. Ale mówi o sobie z przekonaniem: ateistka-chrześcijanka. Co kryje się w tym przewrotnym stwierdzeniu? Może to, że Fallaci mocowała się całe życie z Bogiem. Z samą sobą. „Nie wierzę w Boga” – pisze w „Liście do nienarodzonego dziecka”. Jest rok 1975. To zresztą jedno z najbardziej wstrząsających dzieł Fallaci. Włoszka utraciła dziecko w ciąży. Nic więcej na ten temat nie wiadomo.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg