Fallaci Waleczna

Dwóch wywiadów nie udało jej się przeprowadzić: z Osamą ben Ladenem i… z Jezusem Chrystusem. „Ach, gdyby tak zatrzymać Jego głos, myśli, słowa na dyktafonie!” – pisała o Jezusie Oriana Fallaci. Mówiła o sobie ateistka-chrześcijanka. Nie bała się nikogo i niczego.

Spekulacje, jakoby dokonała aborcji, są niesłuszne, niepotwierdzone. „List do nienarodzonego dziecka” Włoszka dedykuje wszystkim kobietom. Zaczyna się tak: „Dziś w nocy dowiedziałam się, że jesteś: kropelka życia, która wymknęła się nicości. (…) Stanęło mi serce”. Fallaci zarzuca nas pytaniami, jakie mogą tlić się w umyśle kobiety nieprzekonanej do ciąży. Lęki, obawy, czy da radę. „Życie to nieustanna wojna. Czy mam Cię na nią skazywać?” – pisze do maleństwa. Zaraz na początku pojawia się wstrząsające zdanie. „Widzisz, moja mama mnie nie chciała. Moje życie zaczęło pulsować przez pomyłkę, z roztargnienia. Każdego wieczoru mama siadała przy stole i w szklance wody rozpuszczała lekarstwo. Wypijała do dna, zanosząc się od łez. Robiła tak aż do chwili, kiedy z całych sił wymierzyłam jej kopa w brzuch. Uniosła szklankę do ust. Szybko jednak wylała jej zawartość na podłogę. Po kilku miesiącach śmiałam się do rozpuku w świetle słońca. Czy to dobrze czy źle? Już nie wiem. Zależy od chwili”. W dalszej części listu Fallaci podejmuje decyzję: urodzę cię. List jest poruszający. Nie jest on jednak tylko literacką fantazją dziennikarki. Wątpliwości na ten temat rozwiał, jak się wydaje, w nocie do wydania pośmiertnej sagi „Kapelusz...” Edoardo Perazzi, krewny pisarki. Pisze on: „Moja ciotka Oriana zawsze odwoływała się do własnych przeżyć, nawet jeśli nie robiła tego otwarcie, tak jak na przykład w »Liście do nienarodzonego dziecka«”. Co ciekawe, od czasu publikacji listu Fallaci staje się zagorzałą przeciwniczką aborcji i eutanazji. „Słowo »eutanazja« jest dla mnie przekleństwem, obrazą boską i bestialstwem, masochizmem. Nie wierzę w słodką śmierć, w śmierć, która wyzwala od cierpienia. Śmierć to śmierć i basta” – pisze Fallaci w chwili, kiedy oczy świata zwracają się ku Ameryce i pogrążonej w stanie wegetatywnym Terry Schiavo. Przed referendum, które ma zadecydować o dopuszczaniu embrionów do celów badawczych we Włoszech, Fallaci publikuje tekst w prasie: „Jeśli w miejsce Birkenau czy Dachau postawić instytuty naukowe, gdyby w miejsce bliźniaków wiwisekcjonowanych przez Mengelego postawić ludzkie płody, śpiące w zamrażalnikach, nic się nie zmieni. Naukowcy pozwalają, by komórki tych nowych myszek laboratoryjnych wzbogacały firmy farmaceutyczne, których cynizm przewyższa cynizm handlarzy bronią. Ratzinger ma rację! Ma rację, kiedy mówi, że w imię Nauki zadaje się coraz głębsze rany prawu do życia. Ma rację, kiedy mówi, że eksperymenty z ludzkimi embrionami prowadzą do obrazy praw człowieka, do ich negacji!”.

Wysadzę meczet w powietrze

11 września 2001 r. 9 rano. Kluczowy dla ostatnich pięciu lat twórczości Fallaci moment. Pisarka jest w swoim mieszkaniu na Manhattanie. Potężny huk zrywa ją na równe nogi. Z okna widzi gęste kłęby dymu i płonącą jak zapałka jedną z wież World Trade Center. Wybiega z domu. Biegając wśród tłumu, robi notatki. „Spadały na papier jak łzy, których nie można zatrzymać”. Widzi wypadających jak marionetki z wysokich pięter ludzi. „Dziesiątkami. Wolno poruszali ramionami, płynęli w powietrzu (…) koło 30. piętra przyspieszali (…) i trach”. Ten obraz przeszyje Fallaci. Jako korespondentka wojenna widziała nieraz śmierć. Krwawą. Ale, jak pisze, wtedy ludzie zabijali ludzi. Tu, w Nowym Jorku, ludzie zabijali się sami. Nagle na telebimach nowojorskich pojawia się przekaz z Palestyny: dziesiątki wznoszących okrzyki radości islamistów: „Zwycięstwo, zwycięstwo!”. W Fallaci rośnie nienawiść do islamu. Sześć dni później na Manhattanie dziennikarkę odwiedza redaktor naczelny jednej z największych gazet włoskich. „Przyjechał mnie prosić, żebym przerwała milczenie”. Dziennikarka rzuca przed nim notatki z 11 września. „Natychmiast się zapalił, jakby zobaczył Gretę Garbo, która odrzuca swe ciemne okulary i paraduje po scenie La Scali, wykonując lubieżny striptiz”. Fallaci tego samego dnia znowu siada do maszyny. „Mój wewnętrzny płacz stał się krzykiem wściekłości i dumy” – wyznaje. Nie je, nie wychodzi z domu. Jest jak w transie. Zamiast tekstu do gazety, powstaje książka.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama