Kod Rajmunda

Czy Bóg bawił się zabawkami? Czy rozwiązaniem zagadki może być kod zaszyfrowany w tajemniczym rękopisie templariusza?

Nie jest to jednak kod à la da Vinci. Formalnie rzecz biorąc, książka Tadeusza Biedzkiego „Zabawka Boga” mieści się w kategorii sensacyjno-fantastyczno-historycznych czytadeł, wykorzystujących wątki ewangeliczne. Wpłynęły one zresztą na sukces powieści Dana Browna.

Biznes nie jest moją pasją

Jednak „Zabawka Boga” napisana została z zupełnie innych pozycji, a na polskim rynku stanowi ewenement. Czytając ją, odnosimy wrażenie, że o jej wartości nie stanowi zręcznie skonstruowana intryga, rozgrywająca się na przestrzeni dwóch tysiącleci. Takich rozwiązań znajdziemy we współczesnej literaturze historyczno-sensacyjnej wiele. Uderza natomiast znajomość realiów i miejsc związanych z akcją książki. I nic dziwnego. W przeciwieństwie do autorów wielu powieści o podobnej tematyce, autor „Zabawki Boga” odwiedził każdą z opisywanych w niej miejscowości osobiście. A przecież jej akcja toczy się na Bliskim Wschodzie, w Europie i Afryce. Nie każdy twórca może sobie pozwolić na luksus wyprawy śladami swoich bohaterów, tak jak zrobił Tadeusz Biedzki.

Autor książki nie jest zawodowym pisarzem. Jest biznesmenem, który odniósł sukces i dzisiaj może sobie pozwolić na wyprawy w odległe rejony świata, nie licząc na przykład na granty czy stypendia. Wcześniej był dziennikarzem. – Dziennikarzem nie byłem z przypadku. To była moja pasja. Zająłem się biznesem z konieczności. Musiałem zadbać o siebie i swoją rodzinę – wyjaśnia Tadeusz Biedzki. – Teraz nie muszę swoimi firmami zarządzać na bieżąco, mam dobrych menedżerów. Wychodzę jednak z założenia, że nie mogę obudzić się, zjeść śniadania i powiedzieć, że już jestem po pracy. Więc wróciłem do tego, co jest moją pasją – dodaje. Na pytanie, czy do napisania książki opartej na motywach zaczerpniętych z Ewangelii zainspirowały go wydawane licznie książki o zbliżonej tematyce, autor „Zabawki Boga” odpowiada przecząco. Zainspirowały go podróże. Przede wszystkim po krajach Trzeciego Świata. – Kiedyś wybrałem się w długą podróż od Izraela przez Syrię aż do Efezu w Turcji. Przez tereny, które dwa tysiące lat temu należały do Cesarstwa Rzymskiego. Pomyślałem, że przecież w tamtych czasach ludzie też podróżowali. Oczywiście nie w celach turystycznych, ale na przykład handlowych – tłumaczy. – Doszedłem do wniosku, że warto byłoby napisać książkę o takiej podróży sprzed dwóch tysięcy lat. Porównać ją z podróżą współczesną. By było to interesujące, wymyśliłem fabułę, pewien klucz, który spiął podróż współczesną i tę sprzed dwóch tysięcy lat. Do środka wstawiłem sensacyjną intrygę, pewien kod, szyfr. Trzeba go złamać. Nie jest to kod da Vinci, pisałem tę książkę z innych pozycji, chrześcijańskich – mówi.

Dwie podróże

Bohaterami książki są postacie autentyczne, znane z Ewangelii i czasów późniejszych, i fikcyjne. – Wybrałem osoby, które wydawały mi się szczególnie ciekawe i ważne w tym czasie. No i przełomowy moment w historii cywilizacji. Czas, w którym rodzi się chrześcijaństwo. Czyli była to inspiracja ewangeliczno-historyczna. Chrystus i narodziny chrześcijaństwa zdecydowały o tym, co stało się później – mówi autor. „Zabawka Boga” jest swojego rodzaju hybrydą gatunkową. Jest powieścią i jednocześnie reportażem z przeszłości i teraźniejszości. Znaczącą rolę odgrywają w niej listy. – Odbyłem wiele podróży po tych terenach. Ale musiałem też odbyć podróż w głąb historii. Przestudiowałem bardzo dokładnie Ewangelię i wiele pozycji naukowych. Również takich, które pokazywały, jak wtedy żyli ludzie. Zależało mi bardzo, by wszystko związane z historią było prawdziwie. By moi bohaterowie historyczni, którzy spotykają się w tej książce z fikcyjnymi, mogli się spotkać w tym miejscu i czasie. Nie chciałem narazić się na zarzuty, że św. Jana, św. Pawła czy Maryi, Matki Jezusa, w tym czasie  mogło tam nie być. Bardzo dokładnie sprzetudiowałem ich biografie, co też nie było łatwe. Są przecież niepełne. Często powstawały kilkaset lat po ich śmierci. Musiałem także sprawdzać, jak wówczas wyglądały miasta, na przykład Antiochia, jedno z trzech miast cesarstwa, których ulice były oświetlone. Kiedy Jan i Maria zbliżyli się wieczorem do Antiochii, myśleli, że coś się pali. Był to dla nich szok, bo nigdy nie widzieli oświetlonych ulic. Sprawdzałem dokładnie ówczesne realia, jak chociażby sposób, w jaki przewożono wino. Przecież nie używano wtedy siarczanów czy innych konserwantów. Wino w amforach zalewano z wierzchu oliwą, potem czopowano sosnowym kołkiem i zalewano żywicą – opowiada Tadeusz Biedzki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości