Katolickie kicze?

Wydaje się, że producenci niektórych filmów domagaliby się wprowadzenia swoich dzieł na indeks dzieł zakazanych, gdyby taki istniał.

Powszechnie wiadomo – twierdzą mainstreamowe media – że filmy dzielą się na katolickie i artystyczne. Te pierwsze to oczywiście kicze. Bez wyjątku. Natomiast filmy artystyczne to takie, które bezwzględnie rozprawiają się z błędami i prawdziwymi czy domniemanymi przewinieniami Kościoła katolickiego. W tych filmach Kościół urasta do wymiaru instytucji niemal totalitarnej, której celem jest tłamszenie indywidualności i wolności jednostki.

Przyda się skandal

Te filmy sięgają zarówno do historii, przypominając tzw. czarne karty Kościoła, czyli inkwizycję, procesy czarownic czy wytępienie Indian w czasie kolonizacji Ameryki, jak i do współczesności. Tu ulubionym tematem jest pedofilia czy homoseksualizm księży. Z kolei głośna obecnie „Tajemnica Filomeny” Stephena Frearsa opowiada o zamykaniu niezamężnych matek w klasztorach i zmuszaniu ich do oddawania dzieci do adopcji. Niezależnie od wartości artystycznej tych filmów można założyć, że zawsze mogą one liczyć przynajmniej na zainteresowanie mediów głównego nurtu. Co więcej, producenci i dystrybutorzy wszelkimi sposobami starają się pobudzić to zainteresowanie, prowokując przedstawicieli Kościoła do wypowiedzi o określonym, jednoznacznym charakterze. Wydaje się, że sami domagaliby się wprowadzenia swoich dzieł na indeks filmów zakazanych, gdyby formalnie istniał. Twórcy nominowanej do Oscara „Tajemnicy Filomeny” usiłowali niejako wymusić obejrzenie filmu na papieżu Franciszku. W prasie pojawiły się nawet informacje, że obejrzy go on na specjalnym zamkniętym pokazie w Watykanie. Można się domyślić, jaki był cel tych enuncjacji. Chodziło o pobudzenie zainteresowania nagradzanym w Wenecji filmem, zanim Oscary zostaną rozdane. Ks. Federico Lombardi, dyrektor Biura Prasowego Watykanu, określił doniesienia producentów jako próbę wciągania osoby ojca świętego do strategii rynkowych promujących film. Spośród chóru peanów filmowych krytyków nad filmem Stephena Frearsa wyłamał się Kyle Smith z dziennika „New York Post”. „Jeżeli film chociażby w połowie tak ostro rozprawiał się z judaizmem czy islamem, oczywiście nie zajmowałby czołowego miejsca w rankingach, ale spotkałby się z potępieniem” – zauważył Smith w recenzji zatytułowanej „Filomena, czyli jeszcze jeden nienawistny i nużący atak na katolików”. Skutki skandalu bywają czasem odwrotne do zamierzonych, czego najlepszym przykładem historia nominowanej, a następnie wykluczonej z biegu po Oscary piosenki z filmu „Samotny, ale nie sam”, o której pisaliśmy w ubiegłym numerze GN.

Gdyby nie wrzawa wokół piosenki, mało kto zainteresowałby się produkcją niewielkiej wytwórni, a clipu na YouTube nie obejrzałoby tylu widzów. Oczywiście wzrosło też zainteresowanie filmem, który z braku środków nie miał szans na kosztowną promocję. Wśród filmów z wyraźnie wyeksponowanymi wątkami katolickimi, czy szerzej –chrześcijańskimi, nie brakuje słabych artystycznie. Poczesne miejsce zajmują wśród nich ekranizacje oparte na wątkach zaczerpniętych ze Starego i Nowego Testamentu oraz biografie świętych. Często są to dosłowne ilustracje biblijnych opowieści realizowane dla telewizji, szczególnie we Włoszech i USA. Można je nazywać kiczami czy „kinem z kruchty”, ale nie można zapominać, że pełnią one znaczącą rolę popularyzatorską i cieszą się ogromną widownią.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gut
    16.03.2014 12:43
    Światowe ośrodki ideologiczne nie pozwolą na to, aby jakiś >katolik< zmieniał >wiodący paradygmat< w świecie, które same stworzyły.
  • gkur
    16.03.2014 14:16
    Już w pierwszych zdaniach PT Autor formułuje tezę "Powszechnie wiadomo – twierdzą mainstreamowe media – że filmy dzielą się na katolickie i artystyczne. Te pierwsze to oczywiście kicze."

    Nietety tej tezy nie dowodzi. Omawia raptem kilka filmów: "Pasję", "Apocalypto" i "Christiadę", które nie spotkały się z jednomyślną oceną krytyki. Zważywszy, że są to głośniejze filmy, które powstały na przetrzeni ostatniej dekady, to zarzut Autora, że "mainstreamowe" media zawsze przykleją do chrześcijańskich produkcji etykietę "kicz" jest po prostu IDIOTYCZNE. Autor posługuje się wyrwanymi z kontekstu zdaniami wyselekcjonowanych recenzentów. Byłbym wdzięczny za bardziej rztelene, rzeczowe i odideologizowane podejście do tematu - chociżby podanie listy wartościowych zdaniem Autora produkcji o charakterze chrześcijańskim. Chętnie takie pozycje obejrzę i podzielę się uwagami.

    Cel artykuliku jest jednen - potwierdzić tezę, że trwa jakaś walka z kulturą chrześcijańską (a dokładniej katolicką). I to jest żenujące.

    P.S. Wczoraj w TV TRWAM natknąłem się na biadolenie, że w polskiej kinomatografii nie ma ani jednej pozycji (!), która afirmowałaby RODZINĘ. Więc pytam Was, katolicy, czy faktycznie nie macie zdolnych reżyserów, gotowych udżwignąć taki temat, czy może trafiłem na typową propagandówkę katolickiej telewizji, która bożym owieczkom ma zrobić wodę z mózgu?
  • Grzegorz
    16.03.2014 20:11
    Obok "Układu zamkniętego" jest też bardzo interesujący thriller "Uwikłanie"
  • M.R.
    24.03.2014 01:43
    Ja nie wiem co to są za tezy. Oczywiście nie sposób się z nimi nie zgodzić i nie sposób zgodzić. Problem w tym, że tzw. kino religijne to także wiele innych filmów, np. "Dotyk Anioła" w zasadzie New Age, "Autostrada do nieba" czy "Domek na prerii", historie o ks. Brownie, znana seria z Fernandelem, czy ekranizacje jak "Krzyż i sztylet", ale także film ewangelizacyjny "Jezus", oraz filmy wielkie jak choćby "Szkarłat i czerń", ostatnie ekranizacje "Władcy pierścienia", o "Narni" nie wspominając, czy niezapomniana "Misja" (szkoda, że nie doczekała się podobnej ekranizacji historia ewangelizacji Chin, czy historia męczenników japońskich). Problem w tym, ze wśród kiczu zdarzają się knoty jak Wizje św. Hildegardy, przesympatyczna historia Józefa z Kupertynu, czy "Karol, człowiek, który został papieżem". Pomijam "Quo wadis", "Szatę" i wiele innych. Kino religijne niejedno ma imię, a autor skupił się na ostatnich i głośnych produkcjach, dosyć wybiorczo i jednostronnie podchodząc do tematu. Przecież i wśród filmów świeckich jest morze tandety i zaledwie kilka filmów wybitnych. Problem nie w religijności dzieła, tylko w tym kto i jak to robi.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości