Kanon katolika

Dziś rozpoczynamy kompletowanie biblioteczki pomocnej w pogłębianiu wiary. Zapraszamy Czytelników do współpracy.

Mój znajomy wszedł kiedyś do księgarni katolickiej w centrum Waszyngtonu i natrafił w niej na półkę z „lekturami obowiązkowymi” dla każdego chrześcijanina. Obok siebie leżały tam: katechizm, pisma ojców Kościoła, dzieła filozoficzne, świadectwa, powieści i poezje. Była to sporych rozmiarów biblioteczka, pomyślana jako pomoc dla wierzących, którzy pragną poznać nie tylko podstawy swojej wiary, ale chcą iść dalej w głąb. Którzy chcą zobaczyć, jak przez wieki wiara kształtowała życie ludzi i jak przyczyniała się do tworzenia dzieł stanowiących fundament naszej kultury. – Szkoda, że nikt takiego kanonu nie stworzył u nas, w Polsce – usłyszałem od kolegi.

W służbie słowa

Chrześcijaństwo, jako religia Słowa, przez wieki wyznaczało kanony w dziedzinie literatury. Najpierw działo się to dzięki średniowiecznym benedyktyńskim mnichom, którzy litera po literze przepisywali nie tylko słowo Boże, ale także świeckie księgi – antyczne dramaty czy pisma filozofów. To ich żmudnej pracy zawdzięczamy fakt, że dzieła te przetrwały do dziś. W tym samym średniowieczu, jakże niesłusznie uznawanym przez niektórych za „ciemne”, powstawały najwspanialsze dzieła filozoficzno-teologiczne, z „Summą teologiczną” św. Tomasza z Akwinu na czele. To przy kościołach powstawały pierwsze szkoły i uczelnie, a najstarsze zachowane dzieła literatury polskiej – „Bogurodzica” i „Kazania świętokrzyskie”– nieprzypadkowo są utworami religijnymi. W późniejszych czasach Kościół wspierał literaturę także przez mecenat. W renesansie nasi najwybitniejsi twórcy, jak Jan Kochanowski czy Klemens Janicki, mogli swobodnie pisać dzięki finansowemu wsparciu ze strony duchownych. Trudno też zapomnieć o samych piszących księżach. W polskiej literaturze różnych epok wystarczy wymienić ks. Piotra Skargę, biskupa warmińskiego Ignacego Krasickiego, a ze współczesnych – ks. Jana Twardowskiego. A to przecież tylko niewielka część tych postaci Kościoła, które przez wieki decydowały o kształcie literackiego kanonu. Dzisiejsza kultura zdaje się zapominać o tym, jak wiele zawdzięcza Kościołowi. Może dlatego, że sama odchodzi od słowa. Żyjemy w czasach migających obrazów. Medialny przekaz zatrzymuje naszą uwagę na kilka sekund, bo za chwilę jego miejsce zajmuje inny. Brakuje czasu na namysł, na wniknięcie w istotę sprawy. Dlatego coraz częściej ślizgamy się po powierzchni.

Potrzeba fundamentu

Dotyczy to, niestety, także nas, katolików. Zróbmy sobie mały rachunek sumienia: ile czasu w minionym roku przeznaczyliśmy na pobożną lekturę? Czy była to choć godzina? Z badania czytelnictwa przeprowadzonego niedawno przez Bibliotekę Narodową wynika, że 60,8 proc. Polaków nie czyta książek. Wśród tej grupy, co oczywiste, są także nasi bracia i siostry w wierze. „Wie ksiądz, mnie książki nie interesują. To strata czasu” – usłyszał znajomy kapłan podczas kolędy. A przecież wiara pozbawiona intelektualnych podstaw w chwili próby może okazać się niewystarczająca. Oczywiście wiara jest łaską, ale łaska buduje na naturze. Jeśli tą naturą są wyłącznie nietrwałe emocje, nie oprzemy na niej potężnego gmachu. Potrzeba solidnego fundamentu. Kto choć raz był w dużej bibliotece i widział półki uginające się od wiekowych tomiszczy, a szukając dla siebie informacji, poczuł zapach butwiejącego papieru, wie, o czym mowa. Dla pokolenia, które wszystko ma „na kliknięcie”, zaskoczeniem będzie zapewne fakt, że współczesne wydanie „Summy teologicznej” mieści się w 34 opasłych tomach. Oczywiście nie chcemy wszystkich czytelników namawiać do czytania od razu całej „Summy”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg