Blizna na całe życie

Odkrycie, że w jego własnej rodzinie poddano przymusowej sterylizacji aż czterech krewnych, było jak grom z jasnego nieba. Choć Kjell Sundstedt, szwedzki scenarzysta i dramaturg, prawie w ogóle nie widzi, przekopał archiwa, aby opowiedzieć światu tę historię.

Gdy wchodzi do auli Instytutu Dramatycznego, podpierając się białą laską dla niewidomych lub w towarzystwie psa przewodnika, budzi ogromne zdziwienie. Studenci nerwowo sprawdzają, czy trafili na właściwy wykład. Spuszczają wzrok i z lekkim zażenowaniem pytają siedzących obok: jak niewidomy może nauczyć nas pisać scenariusze? On zupełnie nie przejmuje się tą falą szeptów. – Kiedyś przyjechałem na galę filmową specjalnym samochodem, który dowozi osoby niepełnosprawne. Czerwony dywan, błysk fleszy, największe sławy. Ludzie musieli mieć niezłe miny, gdy wysiadłem z niego – śmieje się. Choroba zaatakowała w 1989 r. Scenariusze pisał już kilka lat wcześniej. Żaden z nich nie znaczył jednak dla niego tyle, co ten do filmu „Den nya människan” („Nowy człowiek”). Podejmując temat przymusowych sterylizacji, musiał zmierzyć się z historią własnej rodziny, rozgoryczeniem i wstydem.

Owiane tajemnicą

Zaczęło się od rozmowy z mamą. Opowiadała mu o jego dziadkach, którzy byli prostymi ludźmi. Mieli dziesięcioro dzieci. Pracowali w różnych gospodarstwach. Co roku zmieniali gospodarza. Gdy mama Kjella miała 15 lat, jej mama (babcia Kjella) zmarła na raka. Opieka nad dziećmi spadła na ojca. Ponieważ część obowiązków w gospodarstwach wykonywały kobiety, było mu teraz o wiele trudniej znaleźć równie dobrze płatną pracę. Musiał zgłosić się po zasiłek. Gmina nie była zbyt zamożna. Podjęto decyzję, że ojciec jest niezaradny życiowo i dzieciom będzie lepiej w specjalnych ośrodkach. Dostali metkę „biedna i opóźniona w rozwoju rodzina”. Łatwo było to udowodnić. Dzieci co roku zmieniały szkołę. Nie były prymusami. – Podejrzewam, że dziadek nie był przygotowany do tego, żeby opiekować się dziesięciorgiem dzieci. Urzędnicy nazwali go imbecylem. Co to mogło oznaczać w tamtych czasach? Że czuł się przytłoczony natarczywą obecnością urzędników w swoim domu. Patrzył w podłogę i był małomówny – mówi Kjell. Mama Kjella robiła, co mogła, aby nie rozdzielano rodzeństwa. Dzieci zostały jednak wysłane do różnych ośrodków. Kontakt z niektórymi urwał się. Inne pisały do siebie listy. – Pewnego dnia mama zdradziła mi, że moja ciocia została w jednym z tych ośrodków poddana zabiegowi sterylizacji. Nie mogłem w to uwierzyć. Nikt w rodzinie nigdy o tym nie rozmawiał. To bardzo bolesne i intymne sprawy – wspomina scenarzysta. Kjell postanowił sprawdzić dokumentację, którą zgromadzono w archiwach na temat jego rodziny. – Znalazłem notatkę, w której napisano, że rodzina mamy składała się z 10 dzieci i wszystkie były opóźnione w rozwoju. Jak to wszystkie? Co do jednego? – pytał. Wtedy pojawiły się obawy. Skoro wysterylizowano jedną dziewczynę, co stało się z resztą? Kjell nie chciał grzebać w życiorysach osób żyjących. Skupił się na krewnych, którzy już nie żyją. Poszukiwania w archiwum przyniosły przerażającą odpowiedź. Okazało się, że aż czworo z rodzeństwa zostało w latach 40. poddanych sterylizacji, ponieważ zagrażali „zdrowiu rasy”.

Państwo jak dobry ogrodnik

Choć dziś trudno w to uwierzyć, Szwecja była pierwszym krajem, który nadał eugenice status oficjalnie uznanej dyscypliny naukowej. Właśnie tam w 1921 r. powołano pierwszy na świecie państwowy instytut biologii rasy. Ponieważ obawiano się, że osoby „nierozgarnięte” będą zagrażać higienie rasy, zaproponowano ich sterylizację. Szwedzka ustawa sterylizacyjna weszła w życie w 1935 r. Państwo, niczym dobry ogrodnik, starało się wyplewić chwasty z rabat – raz na zawsze, by znowu nie wzeszły. Uważano, że są ludzie o lepszych i gorszych genach. Próbowano oczyścić społeczeństwo z tych najsłabszych. Ubogie rodziny miały dużo dzieci. Mówiono, że chce się ratować tych ludzi przed biedą, że są tak słabi, że sami nie mogą siebie uratować. Praktykowano przymusową sterylizację nieobyczajnych kobiet, uznawanych za nieodpowiedni materiał na matki. Podobnie traktowano m.in. „osoby niedorozwinięte”, epileptyków, „idiotów”, „aspołecznych” i innych. Podobne praktyki stosowano z różnym nasileniem m.in. w Danii, Norwegii, Niemczech, Finlandii, Szwajcarii, Islandii, USA i Japonii. – To, co jest szokujące, to fakt, że najwięcej sterylizacji w Szwecji przeprowadzono już po II wojnie światowej. Nie możemy tłumaczyć się, że to dlatego, że tak bardzo baliśmy się nazistów. Dopiero w 1976 r. zakończono ten proceder – zwraca uwagę Kjell. – Choć budowano państwo opiekuńcze, dominowało przekonanie, że pewnej grupie ludzi nie sposób pomóc. Czy aby na pewno? Popatrz na mnie. Jestem scenarzystą, prowadzę wykłady. Najbliższy będzie w Poczdamie. Odniosłem sukces, mimo iż moim przodkom nie wróżono najlepiej. Kjell ma 4 dzieci i 5 wnuków. Jeden z nich śpiewa w operze. – Ciężko myśleć o tym, że mogłoby ich dzisiaj nie być – mówi. Naukowcy szacują, że łącznie w Szwecji poddano sterylizacji ok. 63 tys. osób. Mniej więcej połowa przypadków to była przymusowa sterylizacja. Ta liczba może być jednak większa. Wiele osób podpisało zgodę na zabieg tylko po to, aby móc opuścić zakład. Była to częsta praktyka.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg