Nie boję się żyć

O długim czekaniu na przebój, dojrzewaniu na pielgrzymkach i skakaniu przez kłody mówi Antek Smykiewicz.

Szymon Babuchowski: Co czuje młody człowiek, który, skacząc po kanałach radiowych, co chwila natrafia na swoją piosenkę?

Antek Smykiewicz: Kiedy jedziesz samochodem i widzisz na radiowym wyświetlaczu swoje nazwisko, to na pewno jest to miłe. Dla mnie także niespodziewane, bo sporo czasu upłynęło, nim wydałem pierwszy album, „Nasz film”. Spełniłem tak swoje marzenia, więc czuję wdzięczność.

Ale masz poczucie, że to wypracowałeś, czy po prostu – samo tak się zdarzyło?

Gdyby to się stało na samym początku – po programach muzycznych, w których brałem udział – to na pewno byłoby to coś, co się „zdarzyło”. Ale skoro to nastąpiło pięć lat później, mogę powiedzieć, że jest to coś wypracowanego. Bardzo wiele zależało ode mnie: często musiałem mocno postawić na swoim i jeszcze ciężej pracować. Natomiast jest to taki mały cud, że to w ogóle wyszło.

Wybrałeś dość popularną obecnie drogę – przez talent show.

Już jako nastolatek chciałem iść do talent show, ale najpierw byłem za młody, a potem po prostu odpadałem w eliminacjach. Jurorzy mówili wtedy, że jestem za mało profesjonalny jako wokalista. Dopiero później zacząłem wygrywać: zająłem pierwsze miejsce w Karaoke MAXXX Festiwalu, drugie w „The Voice of Poland”, w końcu trafiłem do „Must Be the Music”, gdzie dostałem się do półfinału.

Nie było w Tobie frustracji, że za tymi wygranymi nie szedł żaden „dalszy ciąg”?

Gdybym nigdy nie wkurzył się na to, że mi nie idzie, byłbym chyba nienormalny. Każdy się buntuje, kiedy z ciężkiej i długiej pracy nic nie wynika. Pamiętam, że po „The Voice of Poland” miałem żal o to, że ludzie, którzy obiecali mi pomoc, nagle zniknęli. Ale to był ułamek sekundy, bo cały czas pracowałem dalej. Miałem cover band, miałem też zespół Ściana Wschodnia, w którym zresztą nadal śpiewam, piszę muzykę i teksty. Więc faktycznie było trochę frustracji, ale na pewno nie zwątpienie.

W międzyczasie uczyłeś się profesjonalnego śpiewania czy jesteś samoukiem?

Jak słychać, jestem samoukiem. (śmiech) Ale staram się to robić każdego dnia coraz lepiej. Czytam dużo o tym, jak śpiewać, i słucham tych, którzy śpiewają na światowym poziomie. Chciałbym być w tym chociaż w połowie tak dobry jak oni.

W którym momencie Twoje starania wreszcie „zaskoczyły”?

Było kilka momentów zwrotnych po drodze – takich szczebli drabiny, po której się wdrapywałem. Po „The Voice of Poland” zagrałem trzydzieści koncertów z Andrzejem Piasecznym i zobaczyłem, na czym polega praca na scenie. Ale momentem decydującym był ten, w którym postawiłem wszystko na jedną kartę. Po prostu przyszedłem do wytwórni Universal Music Polska i powiedziałem: „Słuchajcie, jeżeli coś mogłem zrobić przez ostatnie pięć lat, to zrobiłem to dwa razy. Naprawdę mam wielkie serce do śpiewania. Napisałem kilka świetnych numerów, kilka innych zrobiłem z Markiem Kościkiewiczem – pomóżcie mi to wydać”. Usłyszałem: „Super, wchodzimy w to”. I tak powstał pierwszy teledysk – do piosenki „Pomimo burz”.

To chyba nagroda za wytrwałość?

Chyba tak. „Pukajcie, a otworzą Wam”… (śmiech)

W Ścianie Wschodniej grałeś nieco ostrzejszą muzykę od tej, którą wykonujesz teraz solo. Masz duszę rockowca?

Tak, choć Ściana Wschodnia to melodyjny rock i nie słychać tam wielkiego „darcia gęby”. Natomiast faktycznie mam dwoistą naturę muzyczną: jestem bardzo liryczny i lubię też użyć silniejszych emocji przy śpiewaniu. Dlatego uwielbiam tworzyć muzykę z chłopakami. Nie mamy na to tyle czasu co wcześniej, ale koledzy grają ze mną w solowym projekcie. Jesteśmy pod tym względem ewenementem. W moim zespole nie ma muzyków sesyjnych, tylko kumple, którzy jak czegoś nie umieją, to dla mnie się tego nauczą.

Nie boisz się, że wejście w świat wielkich koncernów i producentów muzycznych wygładzi i przytnie Twój wizerunek na miarę oczekiwań rynku?

Do tej pory jeszcze nie odczułem, żeby ktoś mi podcinał skrzydła. Mogę – oczywiście w granicach zdrowego rozsądku – robić to, co chcę. Sam nie jestem specem od PR-u ani od budowania wizerunku. Więc jeśli ktoś proponuje mi wizerunek, z którym się zgadzam, a przy okazji koryguje moje niedoskonałości, to czemu z tego nie skorzystać? Na razie nikt mnie jeszcze młotkiem nie wali i nie każe na siłę niczego zmieniać.

W życiu prywatnym jesteś grzecznym chłopcem czy raczej łobuziakiem?

Na pewno nie jestem „zamuloną” postacią, która tylko siedzi i duma. Moi przyjaciele, z którymi uwielbiam spędzać czas, wiedzą, że nie boję się żyć i zawsze jestem gotowy do działania. Lubię podróżować, gotować, majsterkować. Wszędzie mnie pełno.

Wiem, że chodzisz regularnie na pielgrzymki. Czy to one Cię ukształtowały?

Nie wiem, jak by się potoczyło moje życie, gdyby nie te pielgrzymki. Wiem za to na pewno, że to miejsce, w którym jestem teraz, to dar od Boga. Bo wprawdzie sam przez pięć lat robiłem wszystko, żeby mi się udało, ale nie zawsze jest tak, że wypracujesz sobie sukces i od razu dostajesz nagrodę. Czasem zamiast tego otrzymujesz „chłostę śmiechu i zabójstwo na śmietniku” – jak pisał Herbert. Pamiętam, jak w zeszłym roku w sierpniu przeżyłem na pielgrzymce moment zawahania. Klip do „Pomimo burz” był już wtedy nakręcony, ale piosenka nie miała jeszcze wzięcia w radiu. Szedłem i modliłem się: „Boże, skoro nie mam śpiewać, to co mam robić? Pokaż mi tę moją drogę”. I miesiąc później miałem już pierwszy milion odsłon klipu na YouTubie. A potem drugi, trzeci, czwarty, dwudziesty. To niesamowite, że wszystko się tak przede mną otworzyło. Po prostu poprosiłem i dostałem.

Co Ci daje pielgrzymowanie?

Kiedy idziesz w pielgrzymce, uczysz się być lepszym każdego dnia. Po drodze spotykasz siebie i Boga. Uruchamia się w tobie niesamowita szczerość, wrażliwość w odbieraniu świata. Nieraz jest tak, że nie napiszę żadnej piosenki przez trzy tygodnie, a na pielgrzymce mogę napisać trzy w dwie godziny.

Jest jakiś osobny, „pielgrzymkowy” nurt Twoich piosenek?

Tak, na pielgrzymkach piszę dużo piosenek – dla ludzi, którzy idą ze mną w grupie. Zazwyczaj są to rzeczy religijne, wynikające z głębi moich przekonań – o Bogu, w którego wierzę, i o tym, co Mu zawdzięczam. Kiedyś napisałem też piosenkę, w której świat widziany jest oczami dziecka znajdującego się w brzuchu mamy. Pisały później do mnie matki, że właśnie dzięki tej piosence zdecydowały się urodzić swoje dziecko. Piękna sprawa! Jest to zupełnie inna twórczość, ale po każdej pielgrzymce zauważam też zmiany w swojej twórczości komercyjnej. Teksty stają się dojrzalsze, bardziej przemyślane, znajduję inne metafory, inne słowa, żeby określać ważne dla mnie rzeczy.

Skąd wzięły się te pielgrzymki w Twoim życiu?

Na początku była tradycja rodzinna – rodzice zabierali nas co roku ze sobą. Cieszę się, że miałem normalny dom, pełen miłości. Pochodzę z dużej rodziny, mam dziewięcioro rodzeństwa. Moi rodzice akurat tak postanowili swoją rodzinę zaplanować, po Bożemu. I chwała im za to, że się udało. Mieliśmy duży dom, więc było to możliwe. Ja nie jestem tak odważny – jak na razie nie zdecydowałem się na cokolwiek. (śmiech) Ale oni są naprawdę bohaterami.

Wiara była ważną częścią Waszego życia?

Nie byliśmy jakimiś dewotami, ale mama i tata pilnowali naszej modlitwy. Moi rodzice każdego dnia rano są w kościele i dopiero potem planują sobie dzień. Podziwiam to, że zawsze razem potrafili zgiąć kolano przed Kimś większym od siebie. I tego nas nauczyli. Największym darem, który nam przekazali, jest wiara w to, że jest Ktoś, kto nas nie odtrąci, kto nas kocha i w kim możemy złożyć wszystkie swoje problemy, nadzieje i lęki. To jest coś, czego nie ma większość moich rówieśników.

Nigdy się nie buntowałeś?

Buntowałem! W wieku osiemnastu lat miałem bardzo buntowniczy okres życia. Zostawiła mnie wtedy dziewczyna, z którą spotykałem się od kilku lat. W tym czasie nie chciałem w ogóle iść na pielgrzymkę, mówiłem sobie: kurczę, po co mi to wszystko, ten cały Bóg? Ale w końcu poszedłem i… nawróciłem się. I nigdy tego nie straciłem – wiary w to, że „większy jest we mnie Ten, który mnie umacnia”.

Czy na tej pielgrzymce wydarzyło się coś szczególnego?

Byłem u spowiedzi i ksiądz, który mnie spowiadał, powiedział mi parę mądrych słów. Na koniec przytulił mnie, a ja rozpłakałem się jak dziecko. To było jak w tej scenie, w której Jezus podnosi z ziemi kobietę przyłapaną na cudzołóstwie i mówi: „Ja cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej”. Zrozumiałem wtedy, że żywy Bóg jest pośród nas; że to jest także Człowiek, bardziej ludzki niż my wszyscy. Ma większą od nas wrażliwość, większe zrozumienie dla naszych spraw. Stał się człowiekiem, został za nas ukrzyżowany i zmartwychwstał.

Trudno jest człowiekowi wierzącemu w świecie show-biznesu?

Trudno to było chrześcijanom, jak ich lwy rozrywały. A my w naszych czasach możemy się przyznać albo nie. Jak na razie nikt mnie jeszcze nie prześladował za to, że jestem katolikiem. Chociaż nie zawsze to jest wygodne, żeby przyznawać się do wiary w świecie medialnym. Kiedyś powiedziałem, że idę do kościoła, a jeden z bardzo znanych polskich muzyków zapytał mnie: „I ty w to wierzysz?”. Ja mówię: „Tak”. A on na to: „No trudno, ktoś musi za nas umierać, idź”. Wtedy mnie to trochę ubodło, ale potem pomyślałem: „W sumie – czemu nie?”.

Kłód pod nogi Ci z tego powodu nikt nie rzuca?

Nawet jeśli rzuca, to umiem wysoko skakać.•

Antek Smykiewicz

Rocznik 1987. Piosenkarz, kompozytor, tekściarz. Laureat „The Voice of Poland” i uczestnik „Must Be the Music”. W maju br. Wydał debiutancki album „Nasz film”, z którego pochodzi m.in. piosenka „Pomimo burz” - najczęściej grany przebój radiowy w listopadzie 2015 r. podczas tegorocznej gali eska music awards zdobył nagrodę w kategorii najlepszy radiowy debiut roku.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość
    07.10.2016 13:41
    Wspaniały, mądry i dobrze wychowany młody człowiek. Gdy się na niego patrzy, widać dobro bijące z twarzy;) Życzę dalszych sukcesów!
  • Świadectwo
    07.10.2016 14:38
    Ma Pan prawych Rodziców. Kiedy Was rodzili i wychowywali nie było specjalnej pomocy ze strony państwa dla rodzin wielodzietnych. Z tego co pamiętam Ojciec Pański b. dużo pracował, a i Mama robiła co mogła. Wytrwali dzięki modlitwie i przylgnięciu do Boga, który nie zawodzi. Mam wyraziste fotografie moich dzieci wykonane przez Smykiewicza seniora, który jak sam przyznał, z upodobaniem uwieczniał maluchy. Życzę błogosławieństwa Bożego na dalsze dni wszystkim w Państwa rodzinie.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.