Tu można dotykać

Muzeum Pana Tadeusza pozwala poczuć epopeję narodową wszystkimi zmysłami.

Litwo Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;/ Ileś sercu potrzebna, ten tylko się dowie/ Kto cię stracił; dziś piękność twą w całej ozdobie/ Widzę, czuję, opiewam, bo tęsknię po tobie.

Zaraz, zaraz: „Ileś sercu potrzebna”? „Widzę, czuję, opiewam”? Brzmi to jakoś inaczej niż tekst inwokacji, którego uczyliśmy się w szkole… A przecież nie jest to fragment pisany na brudno, tylko rękopis, który stał się podstawą pierwszego wydania „Pana Tadeusza”. Wygląda na to, że wieszcz zmienił coś w ostatniej chwili!

Muzeum, które opowiada

Już nawet dla takiego odkrycia warto odwiedzić wrocławskie Muzeum Pana Tadeusza, będące częścią Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Warto zobaczyć, że Mickiewicz zapisał pierwsze trzy księgi w 48-kartkowym zeszycie, a resztę na 91 luźnych kartkach. I jeszcze przewertować rękopis, posługując się dotykowym ekranem umieszczonym po przeciwnej stronie sali. Ale powodów, by tu przyjechać, jest znacznie więcej.

Muzeum, mieszczące się w XVII-wiecznej kamienicy Pod Złotym Słońcem na wrocławskim Rynku, pozwala poczuć „Pana Tadeusza” wszystkimi zmysłami. Wprowadza nas nie tylko w historię, treść i recepcję tekstu, ale przedstawia całą epokę, w której powstawał. Poznajemy więc tło polityczne dzieła, realia kulturowe, w których zaistniało, a także biografię samego Adama Mickiewicza. A wszystko to w sposób niezwykle nowoczesny, przystępny także dla młodego odbiorcy. – To muzeum, które opowiada – podkreśla Paulina Szeląg, kierownik Działu Historii i Interpretacji „Pana Tadeusza”. I rzeczywiście: wędrówka przez kolejne sale sprawia, że zwiedzanie układa się nam w opowieść.

Zaczyna się od trzęsienia ziemi: satyryczny rysunek „Kołacz królewski” przedstawia zaborców rozrywających mapę Polski. Król Stanisław August Poniatowski podtrzymuje zsuwającą się z głowy koronę. Ale nie ustają próby ratowania, a potem odzyskania państwa. Konstytucję 3 maja, powstanie kościuszkowskie czy nadzieje związane z postacią Napoleona sygnalizują kolejne eksponaty. Z kolei o związku tych wydarzeń z epopeją Mickiewicza informują nas cytaty. „(…) a od czasów pana Tadeusza/ Kościuszki świat takiego nie miał genijusza/ Wojennego, jak wielki Cesarz Bonaparte” – czytamy w kąciku poświęconym Napoleonowi. Kto chce dowiedzieć się czegoś więcej, klika w szklany ekran. Dzieci, w specjalnie dla nich przygotowanej grze, kompletują elementy szkatuły zawierającej drogocenny rękopis.

Szlachecki pokaz mody

Trzeba przyznać, że autorom ekspozycji udało się zachować właściwe proporcje między multimediami a eksponatami, co nie jest wcale aż tak częste w nowoczesnych muzeach. – Zbiory Ossolineum są przebogate, co pozwala nam na wymienianie co sześć tygodni wszystkich obiektów wykonanych na papierze – podkreśla Paulina Szeląg. – Od kwietnia zeszłego roku wymieniliśmy ich już 286 i cały czas znajdujemy nowe. Proszę spojrzeć: tutaj jest opis kampanii przeciw Moskalom zapisany ręką Tadeusza Kościuszki. Całkiem niedawno prezentowaliśmy autograf Napoleona. O nowych odsłonach informujemy na bieżąco na naszym facebookowym profilu. Za każdym razem znajdzie się powód, żeby nas znowu odwiedzić.

Muzeum Pana Tadeusza to miejsce, gdzie – inaczej niż w podobnych placówkach starego typu – wielu rzeczy można dotknąć. Po wysunięciu szuflady na ekranie pojawia się informacja o jej zawartości. Znakomitym pomysłem jest „Biblioteka romantyka”, wypełniona reprintami dzieł mających wpływ na twórców epoki. Można tu sięgać po wszystkie książki stojące na półkach i bez obaw je przeglądać. Są też specjalne książki-ekrany, w których treść pojawia się dopiero po położeniu na pulpicie specjalnego czytnika. Kartki przewracamy bezdotykowo, machając ręką w powietrzu zgodnie z instrukcją.

Choć sercem wystawy jest rękopis „Pana Tadeusza” i jego historia, najbarwniejsze fragmenty ekspozycji dotyczą życia związanego z dworem szlacheckim. Oglądamy filmowy pokaz szlacheckiej mody, podziwiamy oryginalne strzelby z zamkiem skałkowym i kalendarze gospodarskie, w których zapisywano ważne informacje na temat zmieniającej się przyrody. Jest też cały dział poświęcony jedzeniu, bo przecież na kartach naszej epopei sporo się ucztuje. Wrażenie robi stół nakryty naczyniami z epoki. Wybieramy na pulpicie temat: „kawa” i już podświetla się ten fragment stołu, na którym stoi serwis kawowy, a my słuchamy ciekawej opowieści.

Sąd nad epopeją

Jak rękopis „Pana Tadeusza” trafił do Wrocławia? To też fascynująca historia. Za życia Mickiewicza był dwukrotnie sprzedawany – wykupywali go przyjaciele, ratując twórcę z opresji finansowych. Z czasem manuskrypt wrócił do poety jako dar nabywców. Sprzedał go za to syn Mickiewicza – Władysław, kiedy znalazł się w trudnej sytuacji po pożarze należącej do niego paryskiej kamienicy. Rękopis kupił od niego w 1871 r. historyk literatury prof. Stanisław Tarnowski, a z kolei jego syn sprzedał autograf wujowi Zdzisławowi Tarnowskiemu. Ten złożył go na zamku w Dzikowie, siedzibie rodu.

Wojnę rękopis miał przetrwać zdeponowany w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Lwowie, jednak w 1944 r., wobec zbliżającej się ofensywy sowieckiej, Niemcy postanowili wywieźć najciekawsze zbiory Ossolińskich w głąb Rzeszy. Nie zdążyli. Transport porzucili w Zagrodnie na Dolnym Śląsku. To tu, wśród wielu innych przedmiotów, ktoś rozpoznał bezcenny autograf Mickiewicza. Po wojnie, decyzją premiera Józefa Cyrankiewicza, trafił do Ossolineum, gdzie pieczołowicie uzupełniano go o rozproszone w historycznych zawieruchach fragmenty. Po upadku komunizmu przywrócono rękopisowi status depozytu Tarnowskich, by wreszcie w 1999 r., dzięki darowi rodziny, a także częściowemu sfinansowaniu zakupu przez gminę Wrocław, stał się on własnością Ossolineum.

Całą tę drogę śledzimy oczywiście na mapie, bo autorzy ekspozycji zrobili wszystko, by zadziałać na naszą wyobraźnię. Ale nie ograniczyli się do opowiedzenia historii. Muzeum Pana Tadeusza to także rozmowa o znaczeniu romantycznej epopei dla współczesności. W sali poświęconej recepcji dzieła toczy się swoisty sąd nad „Panem Tadeuszem”, odgrywany przez aktorów. Entuzjastyczne głosy zderzane są na ekranie ze zgoła innymi wypowiedziami, np.: „Kiepskie dialogi, ludzie dziś tak nie gadają”. Być może niejeden uczeń odnajdzie w nich swoje wątpliwości, ale to dobry punkt wyjścia dla nauczyciela do poprowadzenia lekcji.

Misja: Polska

„Pan Tadeusz” jest też we wrocławskim muzeum pretekstem do rozmowy o wolności, i to nie tylko tej, o której marzyli bohaterowie epopei. Egzemplarz dzieła wydany w zaborze rosyjskim, cieńszy o połowę, uzmysławia młodym ludziom, czym jest cenzura. – To są sprawy ciągle aktualne i staramy się to pokazywać – mówi Paulina Szeląg.

To właśnie wątek wolności łączy tę wystawę z drugą ekspozycją, zatytułowaną „Misja: Polska”. Opowieść o polskiej historii XX wieku oparta została na losach Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Władysława Bartoszewskiego. – Często ludzie pytają mnie, jaki jest związek między tymi dwiema częściami muzeum – zwierza się Mariusz Urbanek, kurator wystawy „Misja: Polska”. – A odpowiedź jest bardzo prosta: obaj bohaterowie byli przedstawicielami tego szczególnego pokolenia Polaków, któremu spełniło się marzenie bohaterów „Pana Tadeusza”. Dorastali już w wolnej Polsce i nagle wróciły do nich dylematy XIX-wiecznych powstańców: bić się czy nie bić.

Życiorysy Bartoszewskiego i Nowaka-Jeziorańskiego mogłyby stać się scenariuszem niejednego filmu sensacyjnego. Pierwszy przeżył Auschwitz i stalinowskie więzienie, a potem przez kilkadziesiąt lat walczył o pamięć o Armii Krajowej i Polskim Państwie Podziemnym. Drugi trzykrotnie przebijał się przez ogarniętą wojną Europę do władz Polski na uchodźstwie, a po wojnie przez ćwierć wieku kierował Radiem Wolna Europa. Zwiedzając wystawę, czujemy się trochę jak uczestnicy tych wydarzeń. Zaglądamy przez judasza do celi Bartoszewskiego, nasłuchujemy, jak spiker radiowy cieszy się z odejścia „Gruzina, który tyranizował całą ludzkość”, a po założeniu specjalnych okularów obserwujemy w trójwymiarze zrzut antykomunistycznych ulotek z balonów.

Z pewnością tak prezentowana historia zaciekawi nawet największych sceptyków. Słowo „muzeum” nabiera w XXI wieku zupełnie nowego znaczenia. To już nie jest zbiór gablotek, między którymi ślizgamy się w nałożonych na buty kapciach. – Jeśli chcemy zabić o kimś pamięć, najlepiej urządzić mu izbę pamięci – uśmiecha się Mariusz Urbanek. Na szczęście twórcy Muzeum Pana Tadeusza założyli sobie całkiem inny cel.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.