To Bóg jest silny

O nowej płycie i o tym, po co Panu Bogu nasze uwielbienie, mówi Mateusz „Mate.O” Otremba.

Szymon Babuchowski: Rok temu spotykaliśmy się przy okazji płyty „Pieśni naszych ojców”, muzycznie i tekstowo wychylonej ku przeszłości. Teraz nagrałeś album „Król Wszechświatów” – bardziej nowoczesny, pełen rockowych, ale też elektronicznych brzmień. Czyżby uwielbienie nie znało muzycznych granic?

Mateusz „Mate.O” Otremba: Uwielbienie jest ponadczasowe. W Apokalipsie św. Jana czytamy, że przed Bożym tronem cały czas jest oddawana cześć, a my, ludzie, przywróceni niebu dzięki Chrystusowi, mamy ten przywilej, że możemy się do tego uwielbienia przyłączyć. „Pieśni naszych ojców” były odkrywaniem Bożej historii zapisanej w pieśniach różnych tradycji i narodów. W tym sensie płyta „Król Wszechświatów” jest kontynuacją, ale muzycznie rzeczywiście jest bardziej współczesna i „dzika”.

W nazwie projektu Mate.O/TU dwie ostatnie litery są skrótem od „Totalnego Uwielbienia”. Co to znaczy, że uwielbienie jest „totalne”?

Dwadzieścia lat temu zatytułowałem tak swój pierwszy album. Dla mnie, młodego chłopaka, „totalne” oznaczało pełne, całościowe, kompletne. Przeczuwałem wtedy, że to uwielbienie będzie miało znacznie szerszy kontekst niż wychwalanie Boga przez muzykę. I dzisiaj bym to potwierdził. Jesteśmy nie tylko homo sapiens, ale przede wszystkim homo adorans, czyli ludźmi wielbiącymi, dziękującymi, sławiącymi Boga oraz widzącymi świat tak, jak widzi go Bóg. Celem naszego stworzenia, naszego powołania do życia przez Boga jest właśnie oddawanie Jemu chwały w każdym aspekcie naszej egzystencji. Przez pryzmat tego wielbienia mamy pojmować siebie i świat, bo „przez Niego i dla Niego wszystko zostało stworzone”. To jest dla mnie ta totalność, kompletność.

Ale czy „totalność” wielbienia jest w ogóle możliwa tu, na Ziemi, gdzie wszyscy jesteśmy skażeni grzechem, egoizmem, interesownością?

Na pewno to, że żyjemy w ciele i w grzesznym świecie, powoduje, że jesteśmy permanentnie w stanie walki i zmagania. Ale to Chrystus przywrócił nas do tego miejsca, gdzie możemy oddawać Bogu chwałę, z nadzieją przyszłości, która nas czeka. On po zmartwychwstaniu udał się do nieba i króluje stamtąd, a my oczekujemy pełni, gdy będziemy mogli przyłączyć się do Niego w wieczności. Oczekujemy tego, zmagając się i widząc ciągle naszą marność bez Boga. Ale już jako odzyskani, a nie jako sieroty.

Po co nasze uwielbienie Bogu, który jest pełnią?

Można spytać, czy ono jest potrzebne Bogu, czy może jednak bardziej nam. Ale na dzisiaj rozumiem to tak, że Bóg stworzył nas z pragnieniem, aby podzielić się z nami swoją chwałą, udzielić nam jej. Tak, abyśmy mogli się Nim cieszyć i przy Nim być zaspokojonymi. W Piśmie Świętym jest napisane, że „wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej”. Myślę, że za tą chwałą każdy z nas tęskni. Każdy też próbuje ją jakoś zaspokoić bez Boga, skupiając się na sobie. Jeżeli nasze życie koncentrujemy i budujemy wokół osoby Boga, to wtedy już nie musimy zaspokajać tej chwały w taki sierocy i ułomny sposób. Chrystus w centrum naszego życia zaspokaja nasze potrzeby, nasze pragnienie życia. Oczywiście dzieje się to na drodze, czyli w procesie.

Czy da się i czy powinno się „naginać” swoje serce do wielbienia, kiedy wszystko w nas narzeka i płacze?

Tak, powinniśmy wielbić w każdych okolicznościach. Bo jeżeli uwielbienie nie jest skoncentrowane na nas, tylko na Bogu, to to czyni zasadniczą różnicę. Tu nie chodzi o to, jak my się czujemy, ale jak wierzymy, Komu ufamy. A to jest niezależne od boju, który toczymy w naszym umyśle; od naszych emocji i okoliczności. Napisane jest, że można dziękować w każdym czasie. Bo w każdych okolicznościach, bez względu na to, jak trudne one są dla mnie, mogę dziękować np. za to, że Bóg jest wierny, że mnie nie opuści. Mogę wychwalać Go za to, że jest wszechmocny, wszystko wie, wszystko widzi; że trzyma moje życie w swoich rękach i nic nie może uciec Jego uwadze. Wydaje nam się to dziwne, dopóki stawiamy siebie w centrum naszego życia i uważamy się za pępek świata. Ale kiedy uznajemy Boga za źródło wszelkiego życia, za wysoką i bezpieczną skałę, na której mogę budować – wtedy staje się to możliwe.

Doświadczyłeś tego?

Cały czas doświadczam, że to jest najważniejsza rzecz w moim życiu: żeby w każdych okolicznościach mieć tę niegasnącą potrzebę i w taki sposób do Boga się zwracać. Kiedy stawiam Go w centrum moich myśli i dążeń, kiedy Go wychwalam – to zmienia to również mój sposób postrzegania i odczuwania. Oczywiście to wszystko jest mi darowane przez Jego łaskę – przecież ja nie mogłem sobie w żaden sposób na to zasłużyć. Wiara opiera się na faktach, nie na przypuszczeniach. Na tym, kim jest Bóg, co powiedział, co obiecał.

Śpiewasz: „Pamiętam dzień, cudowny dzień, gdy zabiegłeś mi drogę i życie. Znalazłeś mnie na grzechu dnie i poszedłem ku Tobie w zachwycie”. Rzeczywiście pamiętasz ten pierwszy zachwyt Panem Jezusem?

Pamiętam ten dzień i okoliczności, w których w sposób świadomy, osobisty, zaufałem Chrystusowi. Zostałem wychowany w rodzinie chrześcijańskiej, blisko Kościoła, i to miało ogromny wpływ na moje życie. Miałem bowiem wielki przywilej posiadania przykładu żywej wiary w codziennym życiu. Byłem młodym chłopakiem, w wieku, w którym jest obecnie mój starszy syn, kiedy przyszła do mnie świadomość, że wiara musi być osobistą odpowiedzią na wezwanie Chrystusa. Że moje wychowanie, moja obecność w Kościele – to są wszystko dobre rzeczy, ale jest potrzebny w moim życiu osobisty akt wiary, wejścia w indywidualną relację, więź z Bogiem. Czyli zrozumienie Bożej łaski, dzieła Jezusa Chrystusa na krzyżu dla mojego oczyszczenia z grzechów i ułaskawienia, i osobista odpowiedź na wezwanie do przyjaźni z Bogiem. Ewangelia, którą wtedy zrozumiałem, jest fundamentem mojego życia.

Nie miałeś od tamtego czasu momentu zawahania? Czy to doświadczenie było tak silne, że trzyma Cię dotąd na tej drodze?

Miałem wiele upadków i okresów lekceważenia tego, co Bóg mówi. Nie sądzę też, żeby to doświadczenie duchowego odrodzenia było tak silne samo w sobie. To Bóg jest tak silny. To On zadziałał. Prosiłem Go, żeby zdeterminował moje życie, żeby się mną zajął i mnie prowadził. Przez te wszystkie lata widzę Bożą wierność w moim życiu. Gdyby ta więź miała opierać się na tym, czy ja dotrzymuję słowa, to byśmy się już dawno rozstali. Ale przez to, że Bóg jest wierny, to ja mogę przy Nim trwać. Więc tym bardziej w moim życiu wdzięczność i zaufanie do Boga wzrastają. On mnie nie odrzucił, chociaż człowiek pewnie by odrzucił. Bo zawiodłem.

W innym miejscu śpiewasz: „Na rękach nosił, szanował każdy mój krok, przecierał mi szlak i karczował las”. Masz doświadczenie takiego noszenia na rękach?

Tak, to są właśnie te momenty słabości, w których człowiek nie ma swoich argumentów, wizji, nie stawia żadnych warunków. Słabości, a nie bezradności – bo człowiek wierzący nie jest osamotniony w beznadziei, tylko oczekujący Bożego wspomożenia. Pismo Święte jest pełne opisów stanów ludzkiej duszy w tym kontekście – w psalmach jest tego szczególnie dużo. A te słowa, który zacytowałeś, napisała do mojej muzyki Beata Mencel. To ostatni tekst, który powstał na tę płytę. Większość utworów jest tam napisana przeze mnie, poza właśnie tym tekstem oraz piosenką „Nie bój się”, zamykającą płytę. To z kolei tekst i kompozycja Jadzi Kłapy-Zareckiej.

Co byś powiedział tym, którzy tego noszenia na rękach jeszcze nie doświadczyli?

Przypomina mi się taki fragment z Pisma: „Oczy Pana obiegają całą ziemię, by wspierać tych, którzy mają wobec Niego serce szczere” (2 Krn 16,9). Pan Bóg zaprasza nas, abyśmy doświadczyli Go i spotkali się z Nim – takim, jakim On jest naprawdę. I pozbyli się różnych złudnych wyobrażeń o Nim. Ostatnio czytałem w Liście do Hebrajczyków, że Boga nikt nigdy nie widział. On jest Bogiem niewidzialnym, który przybliżył się ku nam w osobie Jezusa Chrystusa. Na wiele różnych sposobów mówił do ludzi przez wieki, ale w końcu przemówił w taki zrozumiały i namacalny sposób. I kiedy Chrystus przyszedł na ziemię, to chodził ulicami i wołał: przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy źle się macie. Którzy jesteście spracowani, obciążeni, a Ja dam wam ukojenie. Zachęcam wszystkich tych, którzy nie doświadczyli takiego kojącego działania Boga w swoim życiu, aby wrócić do słów Ewangelii. Do słów Chrystusa, który określa samym sobą, czym jest Boża miłość, czym w ogóle jest miłość. I czym jest Boża przychylność, Boża dobroć dla nas. Jest napisane, że nie ma takich rzeczy, których On nie mógłby współczuć i współodczuwać z nami. Bo On, będąc w postaci ludzkiej, doświadczył wszystkiego, czego może doświadczyć ludzka dusza. Choć sam nigdy nie zgrzeszył, dobrowolnie wziął na siebie cały brud grzechu każdego z nas, doświadczył ciemności odrzucenia i ohydy grzechu, abyśmy my nie musieli go dźwigać i za niego płacić. Jest napisane, że On wypił kielich Bożego gniewu, abyśmy my nie musieli ponosić konsekwencji naszego odstępstwa. W taki kosztowny sposób przywrócił nas Bogu. Spotykając się z nami, ludźmi, mówi: „Nie bój się”. Tylko wierz. Nie bój się, zaufaj. Dlatego zachęcam, aby otworzyć Ewangelię i zwrócić się ku Niemu modlitwą swojego serca: chcę Ciebie spotkać, chcę Ciebie poznać.

Myślisz, że w niebie będzie totalne uwielbienie?

W niebie będzie coś nie z tej ziemi. Trudno mi to ogarnąć moim ograniczonym umysłem. Ale w Piśmie Świętym czytamy, że to będzie miejsce naszego pełnego poznania, nieustannego oddawania chwały, świętowania i cieszenia się Bogiem.

Mateusz „Mate.O” Otremba - wokalista, gitarzysta, kompozytor, autor tekstów, fotografik. Prywatnie mąż wokalistki Natalii Niemen oraz ojciec Bronisława i Wincentego. Najnowsza płyta jego projektu Mate.O/TU, zatytułowana „Król Wszechświatów”, ukaże się 9 czerwca.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg