Książki naszego dzieciństwa

Redaktorzy „Gościa Niedzielnego” przedstawiają swój prywatny ranking książek dla dzieci.

Choć dziś nie chce się w to wierzyć, my też kiedyś byliśmy dziećmi. Były to czasy, kiedy dzień nie upływał na siedzeniu przed komputerem czy tabletem. Dużo czasu spędzaliśmy na podwórku, grając w piłkę albo skacząc w gumę, ale życia uczyli nas też bohaterowie książek, które czytaliśmy z wypiekami na twarzy. Z okazji Dnia Dziecka chcemy przypomnieć sobie niektóre z tych lektur, zachęcając także rodziców do podsunięcia ich swoim pociechom. Półki księgarskie uginają się dziś wprawdzie od pięknie ilustrowanych pozycji dla dzieci, ale wybierając je, trzeba rozważnie oddzielać ziarna od plew. My postanowiliśmy sięgnąć po sprawdzone przez nas pozycje, które z czystym sumieniem możemy polecić. Oto nasz subiektywny kanon.•

Poleca Andrzej Grajewski

Książkę Adama Bahdaja czytałem wielokrotnie. Wartka akcja z opisami meczów (barwniejszymi, aniżeli mogłem wówczas znaleźć w prasie sportowej) zawierała również sporo obserwacji dotyczących życia naszych rówieśników. Bahdaj stworzył w powieści bogatą galerię postaci, przypominających moich kolegów z podwórka i klasy. To był mój świat i moje emocje. Podobnie jak bohaterowie książki tworzyłem drużynę, która startowała w turnieju dzikich drużyn w Tychach. Lokalna gazeta odnotowała, że strzeliłem bramkę w wygranym przez naszą „Silesię” meczu z „Walecznymi” Kobiór. Piłka nożna była dla nas – podobnie jak dla bohaterów książki Bahdaja – nie tylko sportem, rozrywką, ale i sposobem na życie. Na kartach tej powieści poznawałem także Warszawę, jej dzielnice oraz drużynę czarnych koszul – Polonię. Od razu ją polubiłem, w przeciwieństwie do Legii, i tak pozostało do dzisiaj.

Poleca Szymon Babuchowski

Pierwsze dwa tomy „Opowieści z Narnii” znalazłem pod choinką i początkowo odłożyłem na półkę. Sięgnąłem po nie dopiero z zazdrości – gdy zaczął je czytać i zachwalać mój Tata. Tak się wciągnąłem, że na każdy następny tom czekałem już z wypiekami na twarzy. Otworzyły się przede mną drzwi tej szafy, do której weszła Łucja Pevensie, i stałem się jeśli nie mieszkańcem, to przynajmniej częstym gościem w Narnii.

Nie do końca chyba uświadamiałem sobie wtedy, że poznaję w ten sposób najważniejsze prawdy chrześcijaństwa. Narnia ma bowiem swoją własną historię zbawienia – moment stworzenia, grzech, odkupienie. Dreszcz przechodzi czytelnika, kiedy Wielki Lew Aslan umiera na Kamiennym Stole, by uratować Edmunda, który zdradził najbliższych za… ptasie mleczko. Po tej lekturze dziecku dużo łatwiej zrozumieć, o co chodzi w ofierze Pana Jezusa.

Poleca Barbara Jaworska

Jeśli ktoś myśli, że to J.K. Rowling wymyśliła pocztę, w której korespondencję dostarczają ptaki, to się grubo myli. Poczciwy doktor Dolittle co prawda nie korzystał z usług sów, ale sprawnych jaskółek… O tej niezwykłej poczcie opowiada tylko jedna z wielu (Lofting napisał ich w sumie dwanaście) książek o Johnie Dolittle, który znał język zwierząt.

Któż z nas nie kochał zwierzątek jako dziecko (niektórym to zostało)! Co prawda dzisiaj mylą mi się już imiona pupili doktora, bo jakoś wydają mi się za bardzo do siebie podobne (np. kaczka Dab-Dab, świnka Geb-Geb, sowa Tu-Tu), ale klimat tej książki pozostał we mnie na zawsze. A te przygody! Ratowanie małp w Afryce, podróż na dno oceanu, ucieczka foki Zofiji z cyrku czy schronisko dla emerytowanych koni… Dzieciństwo bez tych książek wydawałoby mi się mocno okaleczone.

Poleca Dobromiła Salik

Emocje towarzyszące lekturze „Winnetou” drzemią we mnie do dziś. Pamiętam nawet egzemplarz tej książki pożyczony od kolegi – w trzeciej czy czwartej klasie podstawówki. Był oprawiony w niebieski papier pakunkowy! Bohaterowie – tytułowy Indianin i jego przyjaciel Old Shatterhand – byli moimi idolami przez kilka dobrych lat, a kiedy poszłam do kina, Pierre Brice – filmowy Winnetou – zauroczył mnie. Nie pamiętam już dokładnie fabuły. Ale jedną scenę – tak. W trzeciej części książki (i filmu) umierający bohater szepcze: „Winnetou jest chrześcijaninem”. Zrozumiałam wtedy, że wiara jest bardziej sprawą serca niż ust. I że bardzo ważna w życiu jest przyjaźń. Pewnie dlatego tak bardzo zależało mi, by moje dzieci przeczytały moją ukochaną książkę. Niestety, ani córki, ani nawet synowie – mimo że ich namawiałam – nigdy po nią nie sięgnęli… Liczę jeszcze na wnuki!

Poleca Katarzyna Grygierczyk

Wszystkie dzieci – prócz jednego – dorastają. Tego nauczyło mnie pierwsze zdanie „Przygód Piotrusia Pana”. Cała reszta książki – że wszystkie dzieci mają prawo do odrobiny smutku. Oczywiście, jest w tej powieści wszystko, czego młodemu czytelnikowi do szczęścia potrzeba – są potyczki piratów z Indianami, zazdrosne syreny i obrażalskie wróżki, psy służące za niańki i laguny przelatujące nad flamingami (nie pytajcie). Wszystko oprószone jest magicznym pyłem, który pozwala unieść się w powietrze i pofrunąć ku przygodzie, jednak doprawione jest także szczyptą goryczy, która pozwala bezpiecznie zejść na ziemię.

Do dziś nie wyobrażam sobie lepszego powrotu z Nibylandii. A może jest tak, że teraz, kiedy już dorosłam, tak jak pani Darling mam w prawym kąciku ust coś, co nie pozwala mi mówić brzydkich słów o Piotrusiu…

Poleca Edward Kabiesz

Dosyć wcześnie nauczyłem się czytać, właściwie jeszcze zanim poszedłem do szkoły. Trudno mi wyróżnić jakiegoś konkretnego autora, bo praktycznie czytałem wszystko, co wpadło mi w ręce, korzystając ze skromnych zasobów szkolnej biblioteki. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie „W pustyni i w puszczy”. Powieść fascynowała egzotyką, a przygody bohaterów rozjaśniały szarą rzeczywistość. Po lekturze Sienkiewicza powieści Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego wydały mi się schematyczne i bez życia. Bohaterowie książek Sienkiewicza byli barwnymi postaciami, pełnymi życia, w lekturze nie przeszkadzały mi nawet przydługie opisy przyrody. Sienkiewicz potrafił pisać o przyjaźni, lojalności, miłości i poświęceniu bez patosu i zadęcia, poprzez działania bohaterów. Nic więc dziwnego, że po lekturze „W pustyni i w puszczy” z zapałem i bez przymusu zabrałem się do Trylogii.

Poleca Adam Śliwa

Dwie osoby sprawiły, że zostałem historykiem – tata opowiadający o historii na naszych rodzinnych wycieczkach i Pan Samochodzik. Moją ulubioną książką z dzieciństwa była właśnie seria o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego, a zwłaszcza część o templariuszach. Trudno powiedzieć, co w sobie miał ten bohater, że od książek nie mogłem się oderwać. Nie miał supermocy, nie był wysportowany, a jego bronią była wiedza historyczna i brzydki samochód skrywający potężny silnik i możliwość pływania. Poza rozrywką, jakby tylnymi drzwiami, wkradała się nauka, a wiele opisów zamków czy postaci historycznych zostawało w głowie.

Dziś, poza świetną fabułą, uwielbiam klimat świata współczesnego dla książek, a dla nas już historycznego. PRL lat 60. z syrenkami na drogach czy ośrodkami wypoczynkowymi jest zabawny, barwny, choć dla dzisiejszych dzieci pewnie już trochę niezrozumiały.

Poleca Barbara Gruszka-Zych

To opowieść nie tylko o Mary Lennox, ale także o dziewczynce ukrytej w każdej z nas. Stale tęsknimy, żeby wejść do tajemniczego ogrodu i rozkwitnąć całą urodą jak jego róże. Do tego potrzeba czułości, uwagi, czyli miłości. (Na marginesie: to nie jest lektura tylko dla dziewczynek, ale też historia o stawaniu się silnym mężczyzną). A tajemniczy ogród jest za murem codzienności i rutyny, trzeba tylko go odkryć. Bohaterka powieści, osierocona Mary, przyjeżdża do posiadłości wujka. Gdyby nie współczująca Marta, służąca, byłaby tu osamotniona, bo wuj podróżuje, uciekając od chorego syna Colina. Ale od iskry uczuć, które w miejskich dzieciach rozbudzają wiejskie – zmienia się ich świat. Wszyscy spotykają się w tajemniczym ogrodzie, żeby odkryć najważniejszą tajemnicę – miłość.

opracował Szymon Babuchowski

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg