Wierszem o najważniejszym

– A co, jeśli Boga nie ma? – zapytał nagle ktoś z sali. I sprowokował ożywioną dyskusję, w której padały niemodne słowa: duchowość, zbawienie, wiara. Kto dziś tak mówi o literaturze? Takie rzeczy tylko na Festiwalu Poezji w Sopocie.

Dawno nie było tak pięknej plejady – chciałoby się sparafrazować słowa Czesława Miłosza o skamandrytach i… odnieść je do uczestników Festiwalu Poezji w Sopocie. Bo tam właśnie pojawiła się w tym roku prawdziwa plejada twórców. Poetów, których łączy coś więcej niż sam tylko fakt pisania wierszy. Choć posługują się bardzo różnymi środkami językowymi, różni ich też doświadczenie i wyobraźnia, to jednak wszyscy chcą mówić o rzeczach najważniejszych.

Poezja to sprawa sensu

„O rzeczach najważniejszych” – takie właśnie hasło przyświecało 9. już Festiwalowi Poezji w Sopocie. Odbywającej się co dwa lata imprezie od początku szefuje Krzysztof Kuczkowski, redaktor naczelny „Toposu”. Na literackiej mapie kraju sopocki dwumiesięcznik od lat jest jednym z najjaśniejszych punktów – nie tylko ze względu na zawartość samego pisma, ale także z powodu dołączanych do niego tomików. Publikowali już tam m.in. tacy poeci jak Krzysztof Koehler, Krzysztof Karasek, Zbigniew Jankowski, Tadeusz Dąbrowski, Przemysław Dakowicz, Wojciech Kass czy Jarosław Jakubowski.

Tym jednak, co z całą pewnością odróżnia „Topos” od dziesiątek podobnych pism, są poważne pytania, które stawia literaturze. – Poezja powinna mówić o rzeczach najważniejszych, bo jest sprawą sensu – twierdzi Krzysztof Kuczkowski. – Kiedyś takie stwierdzenie nie było wcale kontrowersyjne, ale okazuje się, że dzisiaj jest kontrowersyjne. Dziś mówi się raczej, że poezja jest sprawą języka, estetyki, intensywności wyrażania itd. Czyli rzeczy abstrakcyjnych. To wszystko, co do czegoś zmierza, próbuje coś ustalać – nie znajduje posłuchu wśród ludzi zajmujących się literaturą. Bo, jak twierdzą niektórzy z nich, prawda jest ruchoma. Jednak pozostając przy samym języku i przy samej estetyce, stajemy się owadami próbującymi krążyć wokół środka, którego nie ma.

Powiedz, co ważne

„Nie wikłaj prawdy w estetykę. Powiedz wprost, co ważne” – te zdania z wiersza Macieja Krzyżana można by śmiało potraktować jako motto tegorocznego festiwalu. – Czytam wiele wierszy, w których podziwiam ekwilibrystykę słowną, ale za nią jest nic, pustka – tłumaczył autor, który był jednym z bohaterów spotkania „Nowe, nowsze, najnowsze…”. – Przeestetyzowanie jest dzisiaj zmorą literatury. Żyjemy w czasach, kiedy powinniśmy mówić o podstawowych prawdach.

Krzyżan wyznaje, że spotkanie ze środowiskiem „Toposu” było ważne dla jego drogi poetyckiej. – Zdałem sobie sprawę, że istnieje w Polsce grupa ludzi, którzy odczuwają podobnie, podążają podobną drogą, w stronę Tam pisanego wielką literą – mówił podczas spotkania.

Dało się zauważyć, że wielu autorów prezentowanych podczas festiwalu to ludzie, dla których chrześcijaństwo stanowi ważne źródło inspiracji. – A co, jeśli Boga nie ma? – padło nagle pytanie z sali. I, trzeba przyznać, bardzo ożywiło dyskusję. Jeden z poetów, Maciej Bieszczad, wyznał w odpowiedzi, że sam przez wiele lat był osobą niewierzącą, ale dzisiaj może powtórzyć za św. Pawłem, że wiara jest dla niego „pewnością tego, czego się spodziewamy”.

– Usłyszałem dziś od redaktora naczelnego pisma literackiego w innym mieście: „U nas taka rozmowa by nie była możliwa – o rzeczach pierwszych, o Bogu. Macie tutaj jakieś wyjątkowe środowisko”. Z kolei inny z bohaterów festiwalu pytał mnie: „Powiedz mi, czy ja nie za dużo mówiłem o Bogu, o swoim doświadczeniu religijnym, duchowym? Może nie powinienem mówić aż tak dosłownie?”. Odpowiedziałem: „Powinieneś”. Musimy się wreszcie odważyć mówić wprost o swoim doświadczeniu duchowym. Jeżeli to jest nasze życie, nie możemy tego ukrywać – komentował zaraz po spotkaniu Krzysztof Kuczkowski.

Zaufać słowu

Centralnym wydarzeniem festiwalu była prezentacja tomu „Konstelacja Topoi. Wybór tekstów krytycznych”. To kontynuacja wydanej przed dwoma laty antologii „Konstelacja Toposu”, zawierającej wiersze autorów skupionych wokół sopockiego czasopisma. Słowo „konstelacja”, pochodzące z posłowia prof. Jarosława Ławskiego do pierwszego tomu, dobrze oddaje istotę relacji między poszczególnymi autorami. Nie są oni przecież grupą połączoną wspólnym programem poetyckim. – Każdy z was świeci własnym światłem, a jednak coś was łączy – mówił podczas spotkania autor tego określenia. – Jesteście konstelacją poetów metafizyków.

– Patrząc na stan dzisiejszej kultury, moglibyśmy dojść do wniosku, że taka książka w ogóle nie powinna się ukazać – komentował prof. Wojciech Kudyba, również jeden z autorów, którego teksty pomieszczono w antologii. – Kultura nie chce dziś niczego definiować, nie chce mówić, kim jest człowiek. W poezji postępuje proces standaryzacji. Tendencja naśladowcza zastępuje samodzielne myślenie. Z drugiej strony mamy wśród poetów do czynienia ze specyficzną formą autyzmu, której wyrazem jest „nieprzysiadalność” z wiersza Marcina Świetlickiego. Poeta bywa jak dziecko, do którego nie można się przysiąść, bo wszystko odbiera jako zagrożenie. Istnieją też wiersze autystyczne: zamknięte w języku i nieodnoszące się do żadnej rzeczywistości poza słowami. Taka twórczość niespecjalnie nas pociąga.

– Awangarda rodziła się z nieufności do słowa, natomiast ta antologia jest świadectwem odnowy zaufania do słowa – dodał prof. Zbigniew Chojnowski, literaturoznawca obecny w książce.

Zmęczeni banałem

Festiwal Poezji cieszył się w tym roku dużym zainteresowaniem. Na wszystkich spotkaniach widownia była wypełniona niemal do ostatniego miejsca. – Mam takie spostrzeżenie z dwóch ostatnich festiwali: im poważniej mówimy, tym więcej ludzi przychodzi słuchać. Dziwne, prawda? – uśmiecha się Krzysztof Kuczkowski. – Wydawałoby się, że w takich czasach jak dzisiejsze powinno być zupełnie odwrotnie. Tymczasem ludzie są już tak zmęczeni banalizacją wszystkiego, powierzchownością, że kiedy się dowiedzą, że mówi się o rzeczach ważnych, chcą tego posłuchać.

Jeśli coś mogło zmartwić w tegorocznej imprezie, to stosunkowo mały odsetek ludzi młodych wśród słuchaczy. A przecież w programie festiwalu, oprócz wydarzeń stricte literackich, pojawiły się imprezy łączące poezję z innymi sztukami. Występ Andrzeja Seweryna czytającego Wielką Improwizację z „Dziadów cz. III” Adama Mickiewicza dosłownie wbił publiczność w fotel. Podobnie jak koncert Trio Targanescu, łączącego muzykę etniczną z awangardowym podejściem do dźwięku. Dużym zainteresowaniem cieszył się też występ zespołu Dylan.pl, podczas którego znany dziennikarz i aktor Filip Łobodziński wykonywał piosenki Boba Dylana. – Przyznanie Dylanowi literackiego Nobla uważam za uhonorowanie najstarszej formy literatury, jaką jest pieśń – mówił Łobodziński.

Istotą tego święta poezji było jednak czytanie wierszy. Prezentowali je m.in. laureaci tegorocznej edycji Konkursu Poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego (Grand Prix zdobył Paweł Tański z Torunia), a także autorzy wydanych niedawno tomików. Bardzo udane spotkanie Małgorzaty Lebdy, autorki nagrodzonego laurem Orfeusza zbioru „Matecznik”, zakończyło się wyznaniem: – Dawniej, kiedy ktoś mówił mi o wenie, uśmiechałam się. A przy pisaniu tego tomu budziłam się w nocy, żeby zapisywać wiersze – mówiła. Tak to właśnie jest, kiedy dotyka się rzeczy najważniejszych.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg