Tacy sami

Skoro mamy wszystko, dlaczego jesteśmy tak nieszczęśliwi? – pytają Europejczycy. Dobrobyt i indywidualizm, które miały być wyznacznikami „nowego lepszego świata”, stały się jego przekleństwem. Stary Kontynent staje się wyspą samotnych ludzi.

Zwana jest powszechnie dżumą XXI wieku i nie jest to określenie na wyrost. „Życie na wyspie” – nazwa naszego ubiegłorocznego wakacyjnego cyklu pasuje do tematu jak ulał. „Skąd biorą się ci wszyscy samotni ludzie?” – pytali w piosence „Eleanor Rigby” Beatlesi. Z roku na rok pytanie staje się coraz mniej retoryczne. Statystyki są zatrważające. Europa staje się wyspą zamkniętych w czterech ścianach ludzi, którzy nie mają się do kogo odezwać.

W ubiegłym tygodniu wspominaliśmy, że brytyjska premier Theresa May powołała właśnie ministra… do spraw walki z samotnością. Podjęła tę decyzję po lekturze wyników sondaży przeprowadzonych w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii. Wynika z nich, że z samotnością boryka się ok. 15 proc. ludności Zjednoczonego Królestwa, aż 9 milionów Brytyjczyków doświadcza jej skutków, a ponad 200 tysięcy starszych osób w ciągu miesiąca nie przeprowadziło z nikim żadnej rozmowy. Około 5 milionów dorosłych Brytyjczyków nie ma żadnych bliskich przyjaciół, a ich kontakty z rodziną są niezwykle sporadyczne. Samotność najbardziej doskwiera młodym ludziom między osiemnastym a trzydziestym piątym rokiem życia. Liczba osób mieszkających w pojedynkę podwoiła się od początku lat siedemdziesiątych XX wieku.

Już przed ośmiu laty „Daily Mail” alarmował, że o 140 procent wzrosła sprzedaż naczyń kuchennych przeznaczonych na pojedynczą porcję. Talerzyki na grzankę, maleńkie patelnie na jedno jajko i dzbanuszki na herbatę należą do najczęściej kupowanych przyborów kuchennych i są papierkiem lakmusowym pokazującym kondycję społeczeństwa, w którym aż 80 procent obywateli powyżej 85 lat mieszka samotnie. Anglia nie jest jednak samotną rekordzistką…

Nie ma dzieci w Bullerbyn

Z badań Eurostatu wynika, że jedna trzecia gospodarstw domowych w Unii Europejskiej prowadzona jest przez osoby żyjące samotnie. Największy odsetek jednoosobowych gospodarstw domowych zanotowała Szwecja. W kraju ABBY i sieci IKEA funkcjonuje aż 52 proc. takich gospodarstw. Co to oznacza? W co drugim szwedzkim domu mieszka… zaledwie jeden lokator. Możliwe, że w napisanych na nowo po 71 latach „Dzieciach z Bullerbyn” we wszystkich trzech zagrodach słynnej wioski mieszkałyby raptem trzy osoby. Polska w badaniu Eurostatu zajęła jedno z ostatnich miejsc: jednoosobowo prowadzone jest co piąte gospodarstwo domowe.

Oglądałem sporo filmów skandynawskich. Wspólny mianownik? Refren, który powraca jak bumerang? „Skoro mamy wszystko, dlaczego jesteśmy tacy nieszczęśliwi?”. Najmocniejszym obrazem jest bez wątpienia film Erika Gandiniego „Szwedzka teoria miłości”. Obnaża on podstawy funkcjonowania państwa opiekuńczego. Punktem wyjścia scenariusza jest manifest z 1972 roku, w którym rządzący Szwecją socjaliści naszkicowali obraz społeczeństwa przyszłości. Idealna Szwecja miała być zbiorem niezależnych jednostek, społeczeństwem indywidualistów, których nie łączą już więzy i zobowiązania rodzinne, ale nawiązane przypadkowo relacje. Efekt? Samotne, zagubione społeczeństwo, które nie ma do kogo wpaść na popołudniową kawę.

„Cała ludzkość jest wyalienowana wtedy, gdy powierza się tylko ludzkim projektom, fałszywym ideologiom i utopiom” – słowa Jana Pawła II idealnie podsumowują ten społeczny mechanizm.

Co czwarty Szwed umiera samotnie. Szwedki nie widzą potrzeby wiązania się z życiowymi partnerami i stanowią największą grupę wśród klientek banków nasienia (jak w mantrze powtarzają: „chcę dziecko, nie partnera”). Nie ma potrzeby nawiązywania relacji, bo w państwie, w którym socjal rozwinięty jest do absurdu, losem samotnych zajmują się odpowiednie instytucje (to na jednostkach samorządowych spoczywa obowiązek pochówku w przypadku, gdy nie zajmuje się nim rodzina). Bulwersujący film dokumentalny „Postęp po szwedzku” rozpoczyna się od opowieści Boerrie Ollsona, dyrektora technicznego sztokholmskiego krematorium: „W stolicy Szwecji 90 procent zmarłych jest poddawanych kremacji. Aż 45 procent urn z prochami zostaje nieodebranych przez rodzinę. Świadczy to o ogromnej samotności i kompletnym zaniku relacji”.

− Współcześnie człowiek wielokrotne sam sobie funduje przejście w niebyt. W Pradze około 90 proc. prochów nie jest odbieranych, w Kopenhadze – 70–80 proc. Powodowane jest to dramatycznym rozluźnieniem więzów emocjonalnych i rozczarowaniem ludzkimi relacjami. Umierający człowiek nie chce, żeby po nim coś zostało, żeby nie „sprawiać kłopotu rodzinie”. Najbliżsi to potwierdzają, bo nie są zainteresowani szczątkami zmarłego − wyjaśnia ks. prof. Piotr Morciniec z Uniwersytetu Opolskiego.

Problem nie dotyczy jedynie Skandynawii, ale dotyka większości rozwiniętych społeczeństw zachodniego świata. Robert Putnam, socjolog z Uniwersytetu Harvarda, w książce „Samotna gra w kręgle” alarmował: „Dopada nas społeczna apatia”.

Samotność w sieci

Internet, który miał był cudownym panaceum na samotność, jedynie pogłębił ten stan. Okazał się zwykłym erzacem, oszustwem. Zalogowani obywatele nawiązują wirtualne „relacje”, robią w sieci zakupy, uczą się języków, oglądają filmy, słuchają muzyki i pracują… w pojedynkę. Ellen Goodman, felietonistka „Boston Globe”, rzuciła sarkastycznie: „Wchodząc do kawiarni Starbucksa, widzimy, że jedna trzecia klientów przyszła tam na randkę ze swoim laptopem”.

„Czy możliwe jest życie bez netu?” „Tak! 14 681 osób »lubi to«”. To oczywiście żart, choć temat jest niezwykle poważny. I dotyka przede wszystkim młode pokolenie. We „wszystkomających” smartfonach młodzi mają cały świat: filmy, kontakty, mapy, newsy, zdjęcia, komentarze, muzykę, piłkę nożną, gry i rozkład jazdy autobusów na najbliższym przystanku. I setki „znajomych” na Facebooku. „Internet nie jest już dla młodych narzędziem pracy. To kontynent, na którym żyją” – powiedział niedawno abp Rino Fisichella, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji.

Efekt? Aż 66 proc. amerykańskich nastolatków rozmawia ze swoim ojcem mniej niż godzinę w tygodniu. Z telefonem mogą „pogadać” 24 godziny na dobę, aż do wyczerpania baterii. Świat wirtualny oszukuje i sprawia, że ostatecznie człowiek pozostaje zamknięty w czterech ścianach.

Niepokojące jest również to, że coraz mocniej zaciera się granica między tym, co realne, a tym, co wirtualne. Z sondaży wynika, że niemal jedna czwarta współczesnych Amerykanów nie ma z kim porozmawiać (w 1985 r. odsetek ten wynosił jedynie osiem procent). I nie chodzi jedynie o osoby w podeszłym wieku: aż jedna trzecia badanych w wieku od czterdziestu pięciu do czterdziestu dziewięciu lat twierdzi, że nie ma się komu zwierzyć.

Gorzka zapłata

– Liczy się „tu i teraz”. Ważny jest tymczasowy dobrobyt. To zdumiewające: nie widzimy już związku między dzisiejszym egoizmem (inwestowaniem, lokowaniem w siebie) a życiem przyszłych pokoleń – stawia trafną diagnozę ks. Robert Skrzypczak, wykładowca teologii dogmatycznej. – Wszystko staje się nietrwałe, kruche, tymczasowe. Młodzi, decydując się na związki partnerskie, czyli pewne antropologiczne upośledzenie (maksimum praw przy minimum odpowiedzialności), odkładanie urodzenia dziecka na później, nie wiążą tych decyzji z tym, że przełożą się one na ich bezpieczeństwo ekonomiczne. A przecież, „by urosło, trzeba zasiać”! Młodzi ślepo wierzą we wszechpotęgę państwa, w to, że zapewni im ono bezpieczeństwo… Nie zapewni. Zapłatą za egoizm jest samotność.

− Posiadanie rzeczy prowadzi tylko do osamotnienia – nie miał wątpliwości żydowski teolog i filozof Abraham Joshua Heschel. – Jesteśmy samotni wśród ludzi, wśród rzeczy, wśród naszych własnych żądz. Religia nie jest „czymś, co człowiek robi ze swoją samotnością”. Religia jest tym, co człowiek robi z obecnością Boga. A duch Boży jest obecny zawsze, kiedy tylko chcemy Go przyjąć. To prawda, że w naszych czasach Bóg ukrywa swoje oblicze, ale ukrywa się, ponieważ Go unikamy. Pragnienie towarzystwa, które tak często sprawia, że błądzimy, i wtrąca nas w tarapaty, wskazuje na głęboką samotność będącą naszym cierpieniem. Jesteśmy samotni nawet wśród przyjaciół. Ta odrobina zrozumienia, jaką ma do zaoferowania istota ludzka, nie wystarcza, by zaspokoić naszą potrzebę empatii. Oczy ludzkie widzą pianę, ale nie widzą wrzenia na dnie. W godzinie agonii jesteśmy sami. Takie właśnie poczucie osamotnienia podpowiada sercu, by szukało towarzystwa Boga. Tylko On zna motywy naszych działań; tylko Jemu można naprawdę zaufać. Ponieważ człowiek nie potrafi być sam, nieuleczalna, nieutulona samotność zmusza go do poszukiwania rzeczy jeszcze nie zdobytych, ludzi jeszcze nie poznanych. Człowiek często biegnie za ochłapem, by wkrótce popaść w niezadowolenie i zrezygnować z wszelkiej fałszywej czy kiepskiej przyjaźni. W ślad za takim wycofaniem może pojawić się modlitwa.

Jak na lekarstwo

„Czy jesteśmy skazani na całkowitą samotność?” – pytał Benedykt XVI w swej znakomitej encyklice „Spe salvi”. I od razu odpowiadał: „Modlący się nigdy nie jest samotny. Niezapomniany kardynał Nguyen Van Thuan, który spędził w więzieniu 13 lat, z czego 9 w izolacji, pozostawił nam cenną książkę »Modlitwy nadziei«. Tam, w sytuacji wydawałoby się totalnej desperacji, słuchanie Boga, możliwość mówienia do Niego dawały mu rosnącą siłę nadziei, która po uwolnieniu pozwoliła mu stać się dla ludzi całego świata świadkiem nadziei – tej wielkiej nadziei, która nie gaśnie nawet podczas nocy samotności. Jeśli nikt mnie już więcej nie słucha, Bóg mnie jeszcze słucha. Jeśli już nie mogę z nikim rozmawiać, nikogo wzywać, zawsze mogę mówić do Boga. Jeśli nie ma już nikogo, kto mógłby mi pomóc – tam, gdzie chodzi o potrzebę albo oczekiwanie, które przerastają ludzkie możliwości trwania w nadziei – On może mi pomóc” – pisał papież senior.

– Problem polega na tym, że żyjemy w świecie, w którym coraz bardziej osłabia się międzyludzkie relacje. Trzeba sobie jednak powiedzieć jasno, że nowe brytyjskie ministerstwo ds. samotności zostało powołane nie ze względów sentymentalnych, lecz dlatego, że osoby samotne są dla społeczeństwa obciążeniem finansowym − tak prezes Papieskiej Akademii Życia abp Vincenzo Paglia skomentował decyzję premier May o utworzeniu nowego resortu. − Życie w pojedynkę jest droższe niż życie w rodzinie. Ale światu trudno zrozumieć, że warto być razem. Świat, w którym relacje są kruche, jest światem niebezpiecznym dla wszystkich, a w szczególności dla najmniejszych, ubogich i osamotnionych.

Bóg określany w Biblii jako Ehad (słowo to oznacza nie tylko „jedyny”, ale i „samotny”) znalazł panaceum na doskwierającą człowiekowi pustkę. Podzielił się z ludźmi samym sobą. Dał Syna, który ofiarował swe ciało za życie świata (J 6,51). Jak aktualnie brzmią dziś słowa Jana Pawła II: „Jeśli czujesz się samotny, postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny”.

− Wiesz, dlaczego naprawdę robiłem co roku Lednicę? – rzucił kiedyś dominikanin o. Jan Góra. – Ludzie marzą, by ktoś w końcu zwrócił na nich uwagę. Potwornie boją się samotności. Boją się samotnie żyć, kochać, umierać. Dlatego na Lednicy chcemy przełamać tę paraliżującą samotność i lęk przed odrzuceniem. Mówimy im: „Nie musisz mnie naśladować, nie musisz podzielać moich poglądów: idź po prostu obok mnie. To wystarczy. Nie bój się, nie musisz przy tym rezygnować z siebie”. Zależy mi na tym, by młodzi dostrzegli innych, którzy idą obok nich, a przede wszystkim, by zobaczyli Jezusa, który towarzyszy im na każdym kroku i w każdej sytuacji. Nazywa ich przecież swoimi przyjaciółmi!•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • TomaszL
    26.03.2018 08:42
    Jedno co daje się wyczytać to próby idealizowania przeszłości pomieszane z obwinianiem rzeczy za samotność ludzi.
    Internet, smartfon, telewizor czy inne przedmioty nie są winne ludzkiej samotności. One po prostu tę istniejącą już samotność wypełniają. Jeżeli dziecko nie ma kontaktu z ojcem, to nie jest winny temu internet. Bo przed epoką internetu pewnie tego kontaktu tez by nie miało. W ilu domach kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu ojcowie rozmawiali z dziećmi godzinami? A w ilu te rozmowy sprowadzały się do prostych komunikatów i ewentualnie egzekwowania posłuszeństwa. Wystarczy zapytać się ludzi starszych.

    Ludzie bywają samotni tez w rodzinach, w małżeństwie. Często małżeństwa funkcjonowały na zasadzie więzi ekonomicznej a nie tak dziś opiewane "miłości". I mało kto przejmował się dziećmi w sensie jakiś zbędnych dyskusji, rozmów etc. Dziś nie ma potrzeby ekonomicznej do zawierania małżeństw, więc jest ich mniej. Do tego wymyślono sobie jakiś nieistniejący ideał miłości oparty o uczucia, stąd trwałość małżeństw jest powoli marginalna.

    A co do obecnych czasów - trzeba się nauczyć korzystać z rzeczy. Starsze pokolenia żyją często w serialach tv, obowiązkowych wiadomościach o 19.30, a młodsze maja smartfony. W ilu domach jest jeszcze czas czytania gazety przy śniadaniu, czy przy obiedzie? Oczywiście zanika, bo dziś czyta się w smartfonie w kawiarniach. Czy jest tutaj jakaś różnica oprócz medium?

    A na koniec najlepsze - przecież większość z nas głosuje na partie socjalne. Bez względu jak się one nazywają. Większość z nas tęskni wręcz za socjalizmem, za bezpieczeństwem pracy zapewnionej przez państwo, za "darmową" edukacją, służba zdrowia, opieką socjalną.
    I co ciekawe tą socjalistyczną mentalność opiekuńczego państwa przekładają też na swą wiarę. Bo jedne co faktycznie się zmienia to wzrasta infantylność u dorosłych (metrykalnie) ludzi. Zanika pojęcie odpowiedzialności za siebie, swoje czyny, za rodzinę, za innych. Dla wielu i państwo i bozia ma im dać, bo im się to należy. Jak małemu dziecku.
  • E
    26.03.2018 10:30
    A mnie ciekawi co to nowe brytyjskie ministerstwo ma robić? Będá wysyłać urzędników 2 x tygodniu do osób samotnych na pogawędkę??
  • m
    26.03.2018 11:52
    Kiedy masz wszystko to tak, jakbyś nie miął NIC. Jak cię stać na wszystko to tak, jakby nie było cię stać na NIC.
  • Ppp
    04.04.2018 16:02
    Mam inne skojarzenia, niż autor.
    Skoro mamy wszystko, dlaczego jesteśmy tak nieszczęśliwi?
    Po pierwsze – nie wszystko.
    Po drugie – jeśli niewielka korzyść jest okupiona niewspółmiernie dużym wysiłkiem, to trudno się cieszyć.
    Po trzecie – niektóre rzeczy posiadane są zamiennikami czegoś innego, “nagrodami pocieszenia”, a upragnione są nadal nieosiągalne.
    Po czwarte – inflacja. Wymarzone 100.000zł/E/$ po dziesięciu latach ma o wiele mniejszą wartość.
    Po czwarte – brakuje poczucia bezpieczeństwa. Posiadanie sporego majątku TERAZ nie gwarantujhe, że będziemy go mieli do końca zycia.
    Pozdrawiam.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości