Autor pod ochroną

Od 100 lat ZAiKS broni interesów twórców kultury. Choć wzbudza kontrowersje, artyści chętnie korzystają z wypłacanych przez związek tantiem.

Niejeden z nas, biorąc do ręki okładkę płyty, zastanawiał się, co oznaczają tajemnicze litery: ZAiKS. Ci bardziej wtajemniczeni wiedzą, że ma to coś wspólnego z ochroną praw autorskich. Wielu zdziwiłoby się jednak, słysząc, że historia zrzeszenia, które kryje się za tym skrótem, liczy już 100 lat.

By artysta miał co jeść

Był marzec roku 1918. Polski nie było jeszcze formalnie na mapie Europy, ale w warszawskiej kawiarni „Udziałowa” niewielka grupa znanych polskich twórców, związanych głównie z muzyką rozrywkową, zakładała już Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych. Na jego czele stanął aktor, a jednocześnie autor utworów estradowych i teatralnych – Stanisław Ossorya-Brochocki. Wśród ojców założycieli ZAiKS-u były jednak znacznie bardziej znane nazwiska, m.in. poeci: Julian Tuwim, Jan Brzechwa czy Antoni Słonimski.

Ochrona praw autorskich nie była wówczas wcale czymś oczywistym, bo termin „własność intelektualna” po raz pierwszy został użyty w 1888 r., a szerzej zaczął funkcjonować dopiero od 1967 r., po utworzeniu agendy ONZ pod nazwą Światowa Organizacja Własności Intelektualnej. Zresztą do dziś termin ten budzi kontrowersje, bo pojęcie własności ściśle wiąże się z materią, więc można tu jedynie mówić o pewnych analogiach do prawa własności. Nie zmienia to jednak faktu, że prawa autorskie trzeba chronić. Przed czym? Po pierwsze, przed plagiatem i wykorzystywaniem dzieła wbrew intencji twórcy. Po drugie, chodzi o to, by za użytkowanie utworu autor otrzymał należne mu wynagrodzenie. Mówiąc krótko: by artysta miał co jeść. Wytwórca dóbr materialnych żyje ze sprzedaży wyprodukowanych przez siebie przedmiotów, i do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Ale z owoców pracy tych, którzy wytwarzają dobra niematerialne, też przecież korzystamy, np. słuchając muzyki czy oglądając spektakle. Dobrze więc, że ktoś występuje w ich interesie. – Od stu lat w ZAiKS-ie staramy się łączyć logikę myśli z logiką interesu – przekonuje fotografik Janusz Fogler, przewodniczący zarządu ZAiKS, w krótkim filmiku nagranym z okazji jubileuszu tej instytucji.

Lubiani i nielubiani

ZAiKS zajmuje się głównie ochroną praw autorskich, działa na rzecz rozwoju twórczości, prowadzi też działalność socjalną na rzecz swoich członków. Broni interesów twórców z różnych dziedzin sztuki, jednak najczęściej słychać o nim w kontekście muzyki.

Ważnym momentem w historii, który unaocznił potrzebę uporządkowania kwestii praw autorskich, było pojawienie się – mniej więcej w tym samym czasie – płyty gramofonowej i radia. Nagle bowiem dobra wytwarzane przez artystów zaczęły być powielane w wielu egzemplarzach i odtwarzane na szeroką skalę w rodzących się właśnie mediach. W 1929 r. powstało międzynarodowe stowarzyszenie BIEM, powołane w celu doskonalenia zarządzania prawami w zakresie nagrań i reprodukcji mechanicznej. Ma ono siedzibę we Francji i należy do niego 55 organizacji z 59 krajów. Wśród nich jest także właśnie nasz ZAiKS.

Nie da się ukryć, że organizacje tego typu nie są przez wszystkich lubiane. Organizatorzy imprez, którzy płacą wykonawcom za koncert, z pewnością woleliby pominąć kolejne koszta związane z odprowadzaniem tantiem dla autorów piosenek. Stacje radiowe też wolałyby nie płacić za emisję nagrań. Jednak dla samych artystów istnienie ZAiKS-u, który ściąga dla nich wynagrodzenia, jest błogosławieństwem. – Tantiemy, które otrzymuję dzięki ZAiKS-owi, to mniej więcej jedna trzecia moich zarobków jako muzyka – mówi Jarosław Kisiński, autor prawie wszystkich tekstów i dużej części muzyki w zespole Sztywny Pal Azji. – Są to głównie pieniądze za emisje radiowe, czasem internetowe i telewizyjne, oraz za wykonania koncertowe napisanych przeze mnie piosenek. Resztę zarabiam jako wykonawca – w tym przypadku tantiemy za emisje radiowe otrzymuję od innej organizacji – SAWP-u. I oczywiście dostaję honoraria za koncerty.

Znana piosenka oznacza zwykle dużą liczbę emisji radiowych, a to przekłada się na większe honoraria z ZAiKS-u. Im więcej takich „złotów strzałów” w twórczości autora, tym wyższe zarobki. Andrzej Mogielnicki, autor tekstów dla wielu polskich zespołów, przyznał w jednym z wywiadów, że dzięki piosenkom, które napisał m.in. dla Lady Pank, a przede wszystkim dzięki „Takiemu tangu” Budki Suflera, mógł wybudować dom na Dominikanie. Takim sukcesem poszczycić się może jednak niewielu. W przypadku Sztywnego Pala Azji najwięcej „zarabia” popularna „Wieża radości, wieża samotności”, która w 2014 r. znalazła się nawet na szczycie Polskiego Topu Wszech Czasów radiowej Trójki. – „Wieża” faktycznie jest grana prawie codziennie, choć nie w tych dużych stacjach komercyjnych jak Zet czy RMF – przyznaje Jarosław Kisiński. – Kilka innych piosenek też się w radiu pojawia. Średnio w ciągu jednej doby mamy około 10 odtworzeń naszych utworów, tyle że, jak to często bywa w przypadku polskich piosenek, z reguły grane są w nocy. Jednak dobre i to – dzięki ZAiKS-owi możemy na tym zarabiać. Nie jestem zwolennikiem płacenia za włączone radio u fryzjera, ale za emitowanie w nim naszych piosenek – tak.

Interes twórcy i odbiorcy

Przykład z fryzjerem nie jest bynajmniej abstrakcyjny. Kilka lat temu ZAiKS wytoczył proces Marcinowi Węgrzynowskiemu, fryzjerowi z Wałbrzycha, który puszczał radio w swoim salonie, nie opłacając tantiem. Węgrzynowski wygrał jednak ten proces, a cała sytuacja pokazała, że ochrona praw autorskich może czasami osiągnąć granice absurdu. Zwłaszcza że za odtwarzanie utworów w radiu autorzy piosenek otrzymują już swoje wynagrodzenie. Rodzi się więc pytanie: ile razy można pobierać opłatę za ten sam towar?

W internecie ta sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo sieciowe sklepy, np. Amazon czy iTunes, nie posługują się taką definicją własności, jaką zwykliśmy kiedyś wiązać z tradycyjną płytą czy kasetą. Tamte nośniki mogliśmy przekazywać dalej, pożyczać, odsprzedawać. Czy jednak tak samo swobodnie możemy dysponować zakupionymi przez siebie plikami? I czym w istocie jest – dopuszczane przez polskie prawo – kopiowanie dzieła „na własny użytek”?

Na podobne pytania, pojawiające się wraz z rozwojem technologii, organizacje takie jak ZAiKS muszą sobie nieustannie odpowiadać, by skutecznie chronić prawa autorskie. Pojawienie się serwisów takich jak np. YouTube czy Spotify wymusza szukanie nowych rozwiązań. Umowa ZAiKS-u z YouTube’em, dzięki której autor ma udział w podziale zysków z reklamy, wydaje się rozwiązaniem sensownym. Uwzględnia ono też interes odbiorców kultury, wszak korzystanie z zasobów ­YouTube’a jest bezpłatne (nie dotyczy to oczywiście przedsiębiorców, którzy chcieliby w swoim lokalu wykorzystywać muzykę płynącą prosto z internetu). Bo przecież w tym wszystkim nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale przede wszystkim o kulturę właśnie.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości