W oparach jazzu

Jako lekarz Krzysztof Komeda mógł całe życie zajmować się pacjentami, wolał jednak leczyć jazzem własną duszę.

Krytycy zżymali się na to, że pionier nowoczesnego jazzu w Polsce używa zaledwie trzech spośród siedmiu oktaw fortepianu. Twierdzili, że jego improwizacje są nieprzejrzyste i pozbawione logicznej ciągłości. Nikt nie potrafił jednak zanegować faktu, że Krzysztof Trzciński (pseudonim „Komeda”) ma ogromną wyobraźnię muzyczną i dar do komponowania hipnotyzujących melodii. Od dziecka była w nim niesamowita pasja twórcza, która sprawiała, że godzinami przesiadywał przy instrumencie. – Wspominam drobnego, rudego chłopaka, pochylonego nad klawiaturą, który był jakby poza tym wszystkim. Masa dźwięków, które tworzył, była dla mnie niezrozumiała. Wpadał w trans i chwilami grał z zamkniętymi oczyma – mówił o swoim szkolnym koledze Zbigniew Paluszak.

Stał zawsze z boku, spokojny i wyciszony. Nawet żonie i przyjaciołom nie zwierzał się z tego, co działo się w jego wnętrzu. Rzadko pisał listy, nie prowadził dzienników, sporadycznie udzielał wywiadów. Żył wyłącznie muzyką.

Słuch absolutny

Rocznik 1931. Dzieciństwo spędza najpierw w Poznaniu, a po wybuchu wojny w Częstochowie, Wałbrzychu i Ostrowie Wielkopolskim. Jego rodzice nie są zawodowymi muzykami, ale potrafią grać na instrumentach: Mieczysław na skrzypcach, Zenobia na fortepianie. Pierwszą nauczycielką młodego Komedy zostaje matka, która szybko dostrzega, że syn z ogromną chęcią siada przy instrumencie. Jako ośmiolatek zdaje egzaminy do Państwowego Konserwatorium Muzycznego w Poznaniu. Nauczyciele stwierdzają, że ma słuch absolutny.

W 1939 r. na stojący w mieszkaniu Trzcińskich fortepian Blüthnera spada niemiecka bomba. Rodzina rozpoczyna swoją wojenną tułaczkę. Krzysztof zapada na chorobę Heinego-Medina, która sprawia, że do końca życia będzie miał osłabioną nogę. Podczas okupacji pobiera lekcje u prywatnych nauczycieli. Stać ich na to: ojciec jest bankowcem, który potrafi zdobyć pieniądze nawet w najtrudniejszych warunkach.

Wojna dobiega końca. Koledzy swobodnie biegają po podwórku, a Komeda ćwiczy Bacha, Chopina i Mozarta. W szkole ma same tróje, jest ciągle niewyspany, bo w nocy łapie zagraniczne stacje nadające utwory jazzowe. W jedenastej klasie zakłada swój pierwszy zespół, w którym gra na akordeonie. Carioca występuje na szkolnych i państwowych akademiach, podczas których próbuje przemycać jazzowe kompozycje. Władze szybko rozpoznają jednak „imperialistyczne” dźwięki. Grupa dostaje zakaz ćwiczenia w szkolnej auli.

Jazzman w kitlu

W 1950 r. Komeda zwierza się kolegom, że wolałby zdawać do konserwatorium, ale matka naciska, żeby został lekarzem. Ulega jej presji, rozpoczyna studia w Akademii Medycznej w Poznaniu. Założony na uczelni zespół wokalno-instrumentalny szybko przestaje mu wystarczać, tęskni za jazzem. Kiedy tylko może, wyrywa się do Krakowa, gdzie podczas jam sessions organizowanych w pokoju Andrzeja Kurylewicza oddycha pełną piersią. Jazz jest oficjalnie zakazany, ale w mieszkaniach i piwnicach przeżywa rozkwit. Krytycy muzyczni nazywają ten okres rozwoju gatunku „katakumbowym”.

W Poznaniu Krzysztof Trzciński poznaje pianistę Jerzego Miliana, którego namawia do gry na wibrafonie. Wraz z innymi muzykami zakładają Sekstet Komedy. W dzień studiują i pracują, w nocy ćwiczą. Po śmierci Stalina przychodzi odwilż, władze powoli zaczynają tolerować zachodnią muzykę. Latem 1956 r. w Sopocie odbywa się pierwszy polski festiwal jazzowy. Zespół poznańskiego pianisty wyróżnia się na tle innych składów: wszyscy grają nowoorleański dixieland, a Komeda sięga po bebop i cool. Grupa zyskuje uznanie krytyków, jej menedżerem zostaje znana w środowisku Zofia Lach. Energiczna kobieta, podająca się za baronównę, organizuje koncerty i dba o wizerunek sceniczny zespołu. Kulejący pianista z wzajemnością zakochuje się w dwa lata starszej blondynce, która jedno małżeństwo ma już za sobą.

Komeda kończy studia, zaczyna specjalizację z laryngologii. Zainteresowanie muzyką rośnie, propozycji koncertów nie brakuje. Jak długo można łączyć granie z pracą w klinice? Doktor Trzciński jest zmęczony, postanawia zrezygnować z wykonywania wyuczonego zawodu. Trochę żałuje. – Przyłapuję się na tym, że przecież chciałbym być jeszcze kiedyś na ostrym dyżurze, leczyć ludzi, ratować ich życie – mówi dziennikarzom.

Kompozytor

Kraków to czysty jazz: tutaj mieszkają Kurylewicz i Namysłowski, tutaj powstają kolejne kluby. Krzysztof i Zofia przeprowadzają się do stolicy Małopolski. Biorą ślub cywilny, cieszą się sobą. W Krakowie coraz mniej ludzi słucha jednak jazzu, muzycy w poszukiwaniu pracy wyjeżdżają do Warszawy. Komeda gra koncerty w Hybrydach i w Stodole, u jego boku pierwsze kroki na scenie stawiają m.in. Urszula Dudziak i Michał Urbaniak. Słuchacze nie są już jednak tak bardzo zainteresowani synkopowanym rytmem jak kiedyś. Miejsce jazzu zajmuje big-beat. Komeda postanawia poświęcić się komponowaniu muzyki filmowej. Przygotowuje tematy do najbardziej znanych obrazów z lat 60., m.in. „Do widzenia, do jutra”, „Niewinni czarodzieje”, „Jutro premiera”. Przez 11 lat skomponuje muzykę do 61 polskich i zagranicznych filmów. Szczególnie lubią go skandynawscy reżyserzy, którzy po raz pierwszy usłyszeli jego kwartet podczas trasy koncertowej w Szwecji i w Danii. – Pisał muzykę, która uzupełniała obraz, a nie dominowała nad nim. Rzadka cecha – mówił o Komedzie Henning Carlsen. Polak przygotował ścieżkę dźwiękową do kilku filmów duńskiego reżysera.

Upadek

Na zaproszenie Romana Polańskiego w 1967 r. Komeda wyjeżdża do USA, ma przygotować muzykę do „Rosemary’s Baby”. W Los Angeles poznaje aktorkę Elanę Cooper. Żonie wysyła pieniądze, pisze krótkie listy, małżeństwo wisi na włosku.

Hollywood docenia Komedę, kompozytor ma napisać muzykę do kolejnych filmów. Zdąży tylko do jednego, dalsze plany pokrzyżuje mu spotkanie towarzyskie w jego domu 12 października 1968 r. Tego feralnego dnia przebywają tam m.in. Marek Hłasko, Jerzy Abratowski i Wojtek Frykowski. Kiedy dochodzi między nimi do sprzeczki, Komeda wstaje i wychodzi. Hłasko biegnie za nim. Są pijani, wchodzą na niewielką skarpę, szybko tracą równowagę i spadają.

Komeda trafia do szpitala, a po usunięciu krwiaka zapada w śpiączkę. Odchodzi w kwietniu 1969 r., pozostawiając po sobie melodie od kilkudziesięciu lat grane przez polskich i zagranicznych wykonawców. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.