Ile kosztuje wiedźmin?

Andrzej Sapkowski, autor sagi o wiedźminie, zażądał 60 mln zł od twórców gier komputerowych inspirowanych jego cyklem. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pisarz już wcześniej sprzedał producentowi gier prawa do utworów.

Byłem na tyle głupi, aby sprzedać im prawa do całości. Oferowali mi procent od swoich zysków, ale powiedziałem: „Nie, tam nie będzie zysku – dajcie mi teraz wszystkie moje pieniądze, całą kwotę”. To było głupie. Byłem na tyle głupi, aby zostawić wszystko w ich rękach, ponieważ nie wierzyłem w ich sukces. Ale kto mógł go przewidzieć? Ja nie mogłem – wyznawał jeszcze przed rokiem autor „Wiedźmina” w wywiadzie dla brytyjskiego serwisu Eurogamer. Teraz próbuje naprawić swój błąd. Za pośrednictwem pełnomocnika wysłał pismo, w którym własne roszczenie wobec firmy CD Projekt wycenił na 60 mln zł. I choć wielu z nas, słysząc takie żądanie, miałoby ochotę puknąć się w czoło, może się okazać, że sprawa nie jest wcale taka prosta.

Umowa jest umową

Kiedy Sapkowski sprzedawał prawa CD Projektowi, „Wiedźmin” był już dziełem dobrze znanym na polskim rynku, miał też całkiem sporo przekładów na języki obce, jednak trudno było mówić o jego rozpoznawalności na świecie. W dodatku niezbyt udana adaptacja filmowa i serialowa, która powstała na początku obecnego stulecia, raczej zniechęcała do dzieła niż je popularyzowała. Wydaje się, że i sam pisarz poddał się wówczas zniechęceniu i niespecjalnie wierzył, że uda się jego bohaterowi osiągnąć sukces na polu innym niż literatura. Być może dlatego tak łatwo przekazał prawa do utworów producentowi gier. Jak donosi serwis Bankier, Sapkowski miał otrzymać za to zaledwie 35 tys. zł.

Tymczasem studio CD Projekt RED przeniosło wiedźmina w rejony wcześniej dla niego nieosiągalne. Stworzona przez nie seria gier wideo „The Witcher” (Wiedźmin) stała się jedną z najlepiej ocenianych i najchętniej kupowanych na świecie. W ciągu dekady sprzedała się w liczbie 33 mln egzemplarzy, a sama tylko trzecia część miała – według danych pojawiających się w mediach – przynieść CD Projektowi 1 mld zł przychodu. Netflix, zachęcony sukcesem gier, rozpoczął pracę nad serialem o wiedźminie Geralcie z Rivii i zakupił od Andrzeja Sapkowskiego licencję. Być może to właśnie stąd pisarz dowiedział się, jaka jest rynkowa wartość fantastycznego świata, który wykreował.

Tyle że umowa jest umową, a Sapkowski sam przyznaje, że producenci gier oferowali mu procent od zysków. Nic więc nie wskazuje na to, że próbowali go oszukać. To on sam wybrał formę swojego wynagrodzenia, więc wydaje się, że pretensje może mieć tylko do siebie. Przecież kiedy sprzedajemy komuś wybudowany przez nas dom, a ten ktoś urządzi w nim restaurację przynoszącą ogromne dochody, to nie przychodzimy do niego po kilku latach z żądaniem, żeby zapłacił nam więcej. Bo to on zainwestował swoje pieniądze, pomysły i serce, by to miejsce ożywić. I zarobione pieniądze zwyczajnie mu się należą.

Rażąca dysproporcja?

Okazuje się jednak, że z prawem autorskim jest nieco inaczej. Pełnomocnik Sapkowskiego, wzywając CD Projekt do zapłaty, powołuje się bowiem na art. 44 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Ten zapis, będący zdaniem radcy prawnego Michała Góreckiego „coraz bardziej kłopotliwym reliktem prawnym niekompatybilnym z gospodarką rynkową”, mówi, że „w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy twórca może żądać podwyższenia wynagrodzenia przez sąd”. Autorzy przywoływanej w piśmie książki „Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz” twierdzą, że dysproporcja taka występuje, gdy wynagrodzenie jest co najmniej dwukrotnie za niskie. „Taka dokładnie sytuacja zachodzi w przypadku Pana Andrzeja Sapkowskiego, przy czym różnica nie jest jedynie dwukrotna, a wielokrotna (żeby nie powiedzieć: wielo-wielokrotna)” – pisze pełnomocnik autora „Wiedźmina” w liście skierowanym do producenta gier. Podkreśla też, że „stawki rynkowe z tytułu przyjęcia utworu do wykorzystania, w szczególności w ramach adaptacji, opiewają na ok. 5–15 proc. zysków”. Stąd pojawiło się właśnie żądanie owych 60 mln zł, zdaniem pełnomocnika pisarza i tak korzystne dla CD Projektu, bo podpisane umowy miały rzekomo dotyczyć jedynie pierwszej z serii gier.

W tym miejscu pojawiają się jednak kolejne wątpliwości. Po pierwsze, należałoby zastanowić się, czy na pewno mamy w tym przypadku do czynienia z adaptacją. Wydaje się raczej, że jest to tzw. utwór zależny – pisarz narzucił bowiem swoim cyklem pewne ramy, w których toczy się rozgrywka, ale już np. wygląd postaci czy potworów to kreacja studia CD Projekt RED. Dyskusyjne jest także to, czy na umowie z CD Projektem Sapkowski tylko tracił. Dzięki grom wideo wzrosła przecież popularność jego książek, pisarz raczej nie zawarłby też korzystnej dla siebie umowy z Netflixem, gdyby nie owe gry. W razie ewentualnego procesu sąd z pewnością te okoliczności uwzględni.

Dogadajmy się

Na razie jednak obie strony deklarują chęć „dogadania się”, choć czynią to w różnej formie. Ton pisma pełnomocnika Sapkowskiego jest dość dziwaczny. Najpierw bowiem mamy tam ewidentne grożenie palcem: „(…) Autor jest w pełni świadomy scenariuszy, jakie może – w zależności od Państwa zachowania przejść. (…) jesteśmy zdeterminowani i przygotowani, by sprawę tę przeprowadzić do w pełni satysfakcjonującego końca”. Potem pojawia się nagle deklaracja: „jesteśmy gotowi zakończyć tę sprawę w sposób polubowny, a co najważniejsze: szybki i cichy”. A na koniec znowu pouczenia, że „samo tylko ujawnienie roszczeń w odniesieniu do praw własności intelektualnej może mieć negatywny wpływ na renomę Grupy, jak również dalszy jej rozwój”. Oczywiście, mleko i tak już się rozlało: wezwanie wyciekło do mediów, akcje spółki na giełdzie faktycznie spadły, ale trudno powiedzieć, czy ujawnienie pisma nie zaszkodzi tak naprawdę bardziej Sapkowskiemu niż CD Projektowi. Zwłaszcza że firma też mogłaby pozwać pisarza z tytułu poniesionych przez nią strat finansowych.

Na tym tle oświadczenie CD Projektu wydaje się bardziej wyważone. Spółka poinformowała jedynie, że „w sposób ważny i zgodny z obowiązującymi przepisami nabyła prawa do utworów Pana Andrzeja Sapkowskiego, m.in. w zakresie niezbędnym do wykorzystania ich w ramach tworzonych przez Spółkę gier, regulując uzgodnione w umowach wynagrodzenia”. Producenci zaznaczyli również, że zależy im na utrzymywaniu „dobrych relacji z autorem dzieł, które stały się inspiracją dla twórczości” studia i że dołożą „szczególnych starań w celu polubownego rozwiązania sprawy, jednakże rozwiązanie takie winno szanować wcześniej uzgodnione intencje stron i zawarte umowy”.

Z pewnością sprawa w wielu aspektach jest precedensowa i jeśli trafiłaby do sądu, proces mógłby się toczyć bardzo długo. Miejmy jednak nadzieję, że twórcy obu wiedźmińskich światów – literackiego i komputerowego – faktycznie dogadają się ze sobą. Z korzyścią dla czytelników i graczy.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Mirek
    19.11.2018 21:34
    Szanowni Państwo, zarówno bez pana Andrzeja Sapkowskiego, jak i CD Project RED nie byłoby mowy i rozgłosu o Polsce w postaci kapitalnego słowiańskiego Wiedźmina i to w okolicach rocznicy 100 lecia odzyskania przez Polskę niepodległości! Chylę czoło przed panem Andrzejem za rewelacyjny pomysł i cykl opowiadań, a następnie książek sagi o Geralcie z Rivii. Twórcom gier jestem dozgonnie wdzięczny za przepiękne wykonanie gier komputerowych (i nie tylko). Jestem przekonany że Polacy potrafią się jednoczyć, by połączyć siły i wspólnie stworzyć kolejne rewelacyjne dzieła pod sztandarem biało-czerwonego Wiedźmina. Z niecierpliwością oczekuję na dalszą, wspólną i owocną współpracę zarówno w postaci wielomilionowych zysków dla obu stron jak i dalszych przygód Geralta dla wszystkich fanów. Spokojnie damy radę się wszyscy zjednoczyć.
  • PODAJNCK
    21.11.2018 21:18
    książka jak książka - a GN wie że Sapkowski jest wojującym ateistą?
  • PODAJNCK
    21.11.2018 21:19
    A GN wie że Sapkowski jest wojującym ateistą?
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.