Z równoległych światów

Choć napisana z wewnętrznego cierpienia i niezgody na kształt, jaki przybierała codzienność, jest to książka niezwykle subtelna, szczera, ujmująca delikatnością i poetyką, za którą chciałbym Grażynie Jagielskiej podziękować.

Gdy czytałem „Miłość z kamienia”, przypomniały mi się słowa Dostojewskiego o pięknie zbawiającym świat. Docierając do ostatniej strony, nie mamy wątpliwości, że bardziej niż o „53 wojnach” jest to książka o ocaleniu. „Zdawałam sobie sprawę, że jeśli postawię na swoim, to będę stroną przegraną” – przyzna ona. „Muszę wiedzieć, że jesteś bezpieczna. To mi zapewnia nietykalność” – mawiał on.

Praca męża, wojny, reportaże, które doprowadziły do sytuacji zakleszczenia, w jakiej się znalazła autorka, są tu rzeczywistością, szorstką i bezwzględną, której nie ukrywa. Ale przede wszystkim to historia o małżeńskiej miłości. O wzajemnym poszukiwania i odnajdywaniu siebie wobec drugiego. Jagielska pięknem słowa przeprowadza przez swój osobisty dramat i kolejne wojny, na których on żył „inną pełnią życia, rozwijającą się gdzieś obok” (choć „to ze mną masz żyć pełnią życia!” – krzyczy), podczas gdy jej „życie podzieliło się na okresy oczekiwania i powrotów, przy czym lepiej pamięta oczekiwanie”. Wcześniej „do spółki mieli w kieszeni połowę świata”, a „pociąg toczył się całymi dniami przez ryżowiska i pola kukurydzy”. Wtedy jeszcze wierzyła, że są „wędrowcami, nigdzie nie zapuszczają korzeni”. Potem czekała jego powrotów, jak „w pewien pogodny wieczór przesycony zapachem palonych liści”, aż w końcu, czekając „w cieple jego ciała, aż wstanie i odejdzie”, pozostawała sama, mając „w ustach pełno ziemi, kamyki, coraz więcej szkła”. Pomiędzy ich światami, „tą przestrzenią, jaka się wytworzyła”, którą musieli „oswoić”, subtelnie przewija się kot. „Zawieźliśmy kota do weterynarza/ strzelali do nas z granatnika; Smarowaliśmy kota maścią/ ta wioska nazywała się Tamaraszeni; Kot wzywał nas tęsknie. Kot wszedł do rury kanalizacyjnej. Kot miał zapalenie uszu”. Zbyt prozaiczne? To opowieść o domu, gdzie „przedmioty powinny się osiedlić, tak jak ludzie”, o „nieodwracalności zdarzeń”, którą „trudno zaakceptować”, i o próbach, aby „ulepić z naszych dwóch odrębności nową całość”. Piękna, choć wymagająca książka.

Krzysztof Błażyca

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.