Nie tylko Narnia

Choć największą popularnością wśród dzieł C.S. Lewisa cieszą się dziś „Opowieści z Narnii”, wart uwagi jest niemal cały jego dorobek pisarski – obfity i bardzo zróżnicowany.

Urodzony przed 120 laty w Belfaście Clive Staples Lewis już od dziecka kochał literaturę. Wcześnie osierocony przez matkę, nie tylko stał się pożeraczem książek, ale wraz z bratem Warrenem zaczął układać baśnie z Krainy Zwierząt, które ilustrował rysunkami kotów, królików i rycerzy. „Jestem dzieckiem długich korytarzy, pustych słonecznych pokoi, samotnie odwiedzanych strychów i pojękiwań wiatru przeciskającego się pomiędzy dachówkami” – napisał kiedyś o sobie, ujawniając pierwsze źródła swojej pisarskiej wyobraźni. Czytelnikom „Lwa, czarownicy i starej szafy” to wyznanie od razu skojarzy się z domem starego Profesora z pierwszej części narnijskiego cyklu. Jednak twórczość brytyjskiego pisarza to znacznie więcej niż „Opowieści z Narnii”. Jego bogaty dorobek cechuje duża różnorodność – zarówno gatunkowa, jak i tematyczna. Mimo to główny cel tej twórczości pozostaje zawsze ten sam: „Odkąd zostałem chrześcijaninem, uważałem zawsze, że najlepsze (a może wręcz jedyne), co mogę zrobić dla niewierzących bliźnich, to wyjaśniać i bronić tych elementów wiary, które wyznawali niemal wszyscy chrześcijanie wszystkich czasów”.

Ponad podziałami

Powyższe słowa zapisał Lewis w 1952 r. w przedmowie do angielskiego wydania „Chrześcijaństwa po prostu” – zbioru tekstów poświęconych wierze, pierwotnie wyemitowanych w postaci audycji radiowych. Pogadanki Lewisa były wręcz modelowym wypełnieniem celu, który sobie postawił, bowiem „wyjaśniał i bronił” wiary, posługując się zawsze prostym i bardzo logicznym wywodem. Choć sam był anglikaninem, różnice pomiędzy wyznaniami chrześcijańskimi nie stały się tematem jego pisarstwa. Pisarz uważał, że dyskusje na ten temat zniechęcają tylko postronnych do wspólnoty Chrystusowej. On zaś poszukiwał tego, co wspólne. Ogromne poczucie humoru czyni poruszane przez niego zagadnienia łatwiejszymi do przyswojenia także dla tych, którzy dopiero stoją u progu wiary. Potrafił wczuć się w ich sytuację, bo sam był człowiekiem, który najpierw wiarę utracił, by odzyskać ją na nowo.

Rozstał się z chrześcijaństwem jako nastolatek. I wojna światowa, podczas której stracił przyjaciela, wytworzyła w nim wręcz przekonanie o diaboliczności natury. Przemiana religijna nastąpiła dopiero w Oksfordzie, gdzie po studiach został wykładowcą literatury średniowiecznej i renesansowej. To właśnie w Oksfordzie poznał m.in. Johna Ronalda Reuela Tolkiena, z którym połączyły go głęboka przyjaźń i pełne pasji dyskusje o literaturze w kręgu „The Inklings” – nieformalnym stowarzyszeniu oksfordzkich filologów. Tam też zafascynował się pisarstwem Frazera i Chestertona. Stopniowo zaczynał patrzeć na historię przez pryzmat wcielenia i ofiary Chrystusa. Zaczął też się modlić. „To, czego tak bardzo się bałem, spotkało mnie w końcu. Wiosną 1929 r. poddałem się i uznałem, że Bóg jest Bogiem. Ukląkłem i modliłem się tej nocy jak największy i najbardziej opieszały grzesznik w całej Anglii” – wspominał.

Walka trwa

Właściwie cała twórczość Lewisa, z wyjątkiem „Pakamerii” (1928), czyli wspomnianych młodzieńczych opowiadań pisanych wraz z bratem, oraz wczesnych zbiorów wierszy, przypada na okres po nawróceniu. Pierwszą ważną pozycją z tego czasu jest „Błądzenie pielgrzyma” (1933) – autobiograficzna opowieść, w której autor „Opowieści z Narnii” opisuje swoją drogę do chrześcijaństwa. „Dałem się zwieść każdej fałszywej odpowiedzi, każdą z nich gruntownie zbadałem, by odkryć zawarty w niej fałsz” – pisze w tej książce, określanej przez niektórych jako najbardziej wojowniczy utwór Lewisa poświęcony problematyce chrześcijańskiej. Cytowane zdanie jest bardzo znamienne dla całej jego twórczości. Lewis pozostanie na zawsze człowiekiem, który – zgodnie z pouczeniem św. Pawła – „wszystko bada”. Również jego wiara nie będzie nigdy wyłącznie porywem serca, ale zawsze poddawana rozumowej analizie będzie układać się w jasny, spójny system. Także światy fantastyczne Lewisa odznaczają się bardzo logiczną strukturą. Nawet jeśli rządzą nimi reguły inne niż naszym światem (np. czas płynący w Narnii własnym rytmem), zawsze zostają one czytelnikowi przejrzyście wytłumaczone.

Drugim obok „Opowieści z Narnii” – a właściwie pierwszym, jeśli ustawimy je w porządku chronologicznym – monumentalnym cyklem prozatorskim C.S. Lewisa jest nieco mniej znana w Polsce „Trylogia kosmiczna” (1938–45). Choć pisarz umieszcza jej akcję w świecie budzącym skojarzenia z prozą science fiction, akurat ta warstwa dzieła okazuje się jego najsłabszą stroną i nie wytrzymuje próby czasu. Warto jednak pamiętać, że Lewis tworzy swój cykl kilkanaście lat przed pierwszą załogową wyprawą kosmiczną, stąd jego wyobrażenia na ten temat siłą rzeczy wydadzą się dzisiejszemu czytelnikowi naiwne. Za to walka między siłami dobra i zła została tu przedstawiona w sposób bardzo przekonujący, a napięcie wzrasta z każdym tomem. W drugiej części cyklu znajdziemy czytelne nawiązanie do historii Adama i Ewy (Lewis poddaje dogłębnej analizie mechanizm kuszenia), zaś w finale przenosi akcję w scenerię sobie współczesną – do Anglii lat czterdziestych ubiegłego wieku, ukazując, że podobna walka rozgrywa się także dzisiaj – w każdym z nas.

Prawda dużo piękniejsza

Kontynuacją powieści „Z milczącej planety”, dziś znanej jako pierwsza część „Trylogii kosmicznej”, miała być prawdopodobnie „Mroczna Wieża”, której fragment niemal cudem został uratowany od zniszczenia w ognisku. Po śmierci C.S. Lewisa chciał je spalić… rodzony brat pisarza, który nie traktował jego rękopisów ze zbytnim nabożeństwem. Na szczęście niedokończone dzieło uratował ogrodnik Lewisów, przekazując je Walterowi Hooperowi, sprawującemu pieczę nad spuścizną artysty.

Trudno powiedzieć, dlaczego Lewis porzucił pomysł napisania „Mrocznej Wieży” – powieść zaczyna się przecież niezwykle intrygująco. Jej głównym tematem jest podróż w czasie, jednak przedstawiona w sposób zupełnie odmienny od tego, który znamy z literatury science fiction. Orfieu, wynalazca urządzenia zwanego chronoskopem, izoluje z ludzkiego mózgu tajemniczą substancję Z, odpowiadającą rzekomo za pamięć i przeczucie, a wyniki swoich badań prezentuje na ekranie zaproszonym naukowcom. Wszyscy mają przeświadczenie, że są świadkami wydarzeń z bliżej nieokreślonej przeszłości lub przyszłości. Nie zdają sobie jednak sprawy, że obserwują inny świat, mający swój własny czas. Jeden z nich zostaje „wciągnięty” na drugą stronę chronoskopu i uwięziony w upiornej rzeczywistości, z której – jak się wydaje – nie ma wyjścia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy tu do czynienia z mroczną wersją narnijskiego konceptu.

Bardziej mroczne oblicze twórczości Lewisa poznajemy też w jego ostatniej powieści, zatytułowanej „Dopóki mamy twarze” (1956). Książka powstała na kanwie mitu o Kupidynie i Psyche, ale nie jest bynajmniej jego prostym powtórzeniem. Autor interpretuje go na nowo, tworząc postaci z krwi i kości – złożone, pełne wewnętrznych napięć. Osią fabuły staje się historia dwóch sióstr, z których jedna, piękna, staje się wybranką boga, zaś druga, brzydka, nie dopuszcza do siebie myśli o szczęściu siostry. Stopniowo odsłania się przed nami religijny wymiar mitu, w którym – mimo że akcja rozgrywa się w okrutnym, pogańskim świecie – dostrzegamy zaskakujące analogie do chrześcijaństwa. Książkę można czytać jako opowieść o fałszywym obrazie Boga, jaki często nosimy w sobie. O naszych lękach i o tym, że prawda jest dużo piękniejsza, niż nam się wydaje.

Prawdziwy człowiek

Znaczną część twórczości C.S. Lewisa stanowią eseje religijno-filozoficzne. Wspomnijmy tylko niektóre ważne zbiory: „Problem cierpienia”, „Cuda”, „Cztery miłości” czy „Bóg na ławie oskarżonych”. Wśród innych utworów nie- beletrystycznych warte uwagi są m.in. autobiografia „Zaskoczony radością”, studium o literaturze średniowiecznej i renesansowej „Odrzucony obraz” czy ciekawy zbiór korespondencji „Listy do nieznajomej”, adresowany do kobiety, której pisarz nigdy nie spodziewał się spotkać.

Ważne miejsce w pisarstwie Lewisa stanowią także dzieła z pogranicza literatury pięknej, w których elementy fabularne zostały ściśle podporządkowane przedstawieniu jakiejś prawdy. Tak dzieje się chociażby w przypowieści „Podział ostateczny” (1945), gdzie przedstawione obrazy nieba i piekła mają konkretny cel: przestrzec czytelnika przed potępieniem i skłonić do nawrócenia. Podobny cel, tyle że wyrażony w jeszcze bardziej wyrafinowanej, dowcipnej formie mają słynne „Listy starego diabła do młodego” (1942). W tej przedziwnej korespondencji doświadczony diabeł Krętacz instruuje swojego siostrzeńca Piołuna, jak skutecznie kusić ludzi. Mechanizm działania złego ducha czytelnik poznaje niejako „od środka” i w ten sposób – à rebours – otrzymuje wskazówkę, czego unikać.

Kto wie jednak, czy najbardziej zaskakującą książką C.S. Lewisa nie pozostaje znacznie mniej znane dzieło, zatytułowane „Smutek” (1961). To krótkie, bardzo osobiste rozważanie napisane po stracie ukochanej żony – Joy Gresham, amerykańskiej pisarki żydowskiego pochodzenia, również nawróconej na chrześcijaństwo. Jack poznał Joy, będąc już człowiekiem po pięćdziesiątce. Wzięli ślub w szpitalu, w którym ona poddawała się leczeniu raka nóg. Przez pewien czas wydawało się, że postępy choroby zostały zatrzymane. Joy zaczęła na nowo chodzić. Wkrótce jednak rak zaatakował na nowo. Żona Lewisa zmarła latem 1960 r., a pisarz, który tworzył książki tak głęboko inspirowane Ewangelią, znów na krótko stracił wiarę. „Smutek”, napisany początkowo bez zamiaru publikacji, nie ma jednak nic wspólnego z użalaniem się nad sobą. To porządkowanie myśli i uczuć w tym trudnym okresie, próba spojrzenia z dystansu na własne cierpienie: ile w nim miłości, a ile egoizmu. Lewis pisze o tym, jak oczyszcza się jego obraz Boga, żony i samego siebie. „Żałoba to nie jest zniszczenie miłości w małżeństwie, lecz jedna z jej normalnych faz – jak miodowy miesiąc” – mówi. Dwa lata przed własną śmiercią zostawił nam jeszcze i to świadectwo. Z kart jego książek spogląda więc na nas nie tylko wielki erudyta i znakomity pisarz, ale także człowiek z krwi i kości, dzielący się z nami doświadczeniem: wiary, miłości, a także cierpienia, do którego – na szczęście – nie należy ostatnie słowo.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • icz
    22.01.2019 11:19
    Ekshibicjonizm do entej potegi. Poniewaz w jego spokojnym, dostatnim zyciu nie bylo nic niezwyklego, poslubil smiertelnie chora kobiete i pozniej sie tym chwalil. "Smutek" jest obrzydliwym wywlekaniem swoich uczuc, do tego kiepska lieteratura - jezeli to za lliterature mozna uznac. Stanislaw Lem ukrywal sie cala okupacje, byl Zydem. Kilka razy bliski smierci, raz jak go zmuszono do wywlekania cial zagazowanych ludzi z piwnicy - byl przekonany ze po tym go zastrzela. Ale uwazal ze wykorzystywanie tych doswiadczen jest niesmaczne.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.