Baśń rodem z Fabryki Snów

W swoim najnowszym filmie Quentin Tarantino składa hołd amerykańskiej kinematografii lat sześćdziesiątych. I podejmuje pełną rozmachu próbę odkupienia grzechów epoki hippisów.

W „Death proof” uśmiercił niebezpiecznego psychopatę, w „Bękartach wojny” rozpętał krwawą jatkę Hitlerowi i jego świcie, a w „Django” postanowił wymierzyć sprawiedliwość handlarzom niewolników. I tym razem Quentin Tarantino sięga po motyw zemsty. Po obejrzeniu „Pewnego razu… w Hollywood” widz pozostaje jednak z czymś więcej niż krótkotrwałą satysfakcją z efektownego dokopania kolejnemu schwarzcharakterowi. Teraz reżyser czerpiący pełnymi garściami z kina klasy B rozsmakowuje się w poetyce baśni. Jej finał wbija w fotel.

Aktor w kryzysie

Zakochany w Hollywood Quentin Tarantino serwuje widzom niespełna trzygodzinną ucztę poświęconą amerykańskiemu przemysłowi filmowemu. Odtwarzając realia końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, dba o każdy szczegół: stare samochody pędzą w rytm przebojów Deep Purple i Simon & Garfunkel, mężczyźni noszą dżinsowe kurtki i hawajskie koszule, a w telewizji emitowane są seriale poświęcone bohaterstwu amerykańskiej policji. W tym świecie, który dla reżysera wydaje się synonimem raju (chociaż jako urodzony w 1963 r. nie widział go na własne oczy), kryzys twórczy przeżywa Rick Dalton (Leonardo DiCaprio). Aktor grywa w westernach i popularnych filmach sensacyjnych. Chociaż cieszy się dużym uznaniem widowni, marzy o roli w ambitniejszych produkcjach. Kiedy wraz ze współpracującym z nim kaskaderem Cliffem Boothem (Brad Pitt) podjeżdża pod swój dom przy Cielo Drive, orientuje się, że tuż obok mieszka Roman Polański (Rafał Zawierucha). Z przekonaniem wyznaje swojemu kompanowi, że dzięki znajomości z twórcą „Dziecka Rosemary” wreszcie osiągnie sukces.

W wieczornych przejażdżkach kabrioletem pochodzącemu z Polski reżyserowi towarzyszy jego żona – Sharon Tate (Margot Robbie). Zamordowana przez członków sekty Charlesa Mansona aktorka jest dzisiaj symbolem przerwanego snu kolorowych lat sześćdziesiątych. W obrazie Tarantino została ukazana jako beztroska, pełna energii dziewczyna brylująca na salonach Hollywood. Stanowi zupełne przeciwieństwo niezadowolonego ze swojej pozycji w show-biznesie Ricka Daltona. W jednej ze scen siedzi w kinie i z niekrytą radością ogląda film ze swoim udziałem. Pokazując widzom fragmenty „The Wrecking Crew” z 1968 r., Quentin Tarantino złożył jej hołd, na jaki bez wątpienia zasługiwała.

Filmowy erudyta

Częściowo inspirowana życiorysem aktora Ty Hardina (główna rola w „Bronco”) postać Ricka Daltona posłużyła reżyserowi do pokazania realiów pracy na planie filmowym. Specjalnie z myślą o swoim bohaterze Tarantino wymyślił produkcje, w których ten wystąpił. Wśród nich znalazły się m.in. „Prawo forsy”, „FBI” i „Czternaście pięści McCluskeya”. W ostatnim z nich Dalton gra żołnierza w bezwzględny sposób rozprawiającego się z nazistami. Pokazując krótką scenę z tego fikcyjnego obrazu, Tarantino puszcza oko do swoich widzów. To z jednej strony wyraźne nawiązanie do wyreżyserowanych przez niego „Bękartów wojny”, a z drugiej zapowiedź zaskakującego obrotu wydarzeń na końcu filmu.

Tymczasem fanem seriali z Rickiem Daltonem okazuje się producent Marvin Schwarz (Al Pacino). Rubaszny staruszek kusi zdolnego aktora możliwością rozwijania kariery w zachodniej Europie. Zanim Rick Dalton postanowi zarobić trochę pieniędzy na włoskich spaghetti westernach i podróbkach filmów opowiadających o przygodach Jamesa Bonda, zdąży jeszcze pokazać, na co go stać w Holly- wood. Najpierw jednak z rozrzewnieniem powspomina czasy, w których zabiegał o rolę w „Wielkiej ucieczce” Johna Sturgesa. Będzie pluł sobie w brodę, że ostatecznie przypadła ona Steve’owi McQueenowi.

Przez pierwsze półtorej godziny „Pewnego razu… w Hollywood” Quentin Tarantino zanurza widza w ogromnym bogactwie amerykańskiej kinematografii. Wydaje się, że jako filmowy erudyta mógłby bez końca nawiązywać do motywów ze swoich ulubionych produkcji. Osoby ceniące go za wartką akcję „Kill Billa” i mistrzowskie dialogi z „Pulp Fiction” mogą poczuć się nieco znudzone. Warto jednak poczekać na rozwój akcji.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .