Sąsiedzi Pana Rogersa

Fred Rogers poruszał w swoich programach dla dzieci tematy uznawane przez inne stacje za zbyt drażliwe.

Nie wiem, czy „Cóż za piękny dzień” Marielle Heller, który w Stanach Zjednoczonych okazał się hitem, może liczyć w Polsce na podobny sukces frekwencyjny. Wszedł na nasze ekrany prawie bez reklamy, w przeciwieństwie na przykład do gloryfikowanych przez krytykę i obsypanych nagrodami „Jokera” i „Parasite”. O ile tamte filmy niosły pozbawione nadziei przesłanie typu „świat jest zły i nic z tym nie da się zrobić”, wzmocnione obrazami drastycznej przemocy, to obraz „Cóż za piękny dzień” przekonuje nas, że tak do końca nie jest. Tyle że wymaga to wysiłku i pracy, jeżeli można użyć zbanalizowanego wyrażenia „od podstaw”, czyli od dzieciństwa. W każdym z nas tkwi przecież coś z dziecka, o czym przekonuje się Lloyd Vogel, pierwszoplanowy bohater filmu Marielle Heller. Można powiedzieć, że film jest w pewnym sensie filmem dydaktycznym, co nie kojarzy się najlepiej, bo przecież dzisiaj najwyżej cenione są filmy, które przekraczają różnorodne tabu. Jeżeli nawet tak, to jest to dydaktyka na najwyższym poziomie, bo w czasie seansu nie daje się zauważyć.

Wyczują każdy fałsz

Film opowiada historię przyjaźni Freda Rogersa i Lloyda Vogela. Vogel to nazwisko fikcyjne, tak naprawdę chodzi o dziennikarza Toma Junoda, na którego wspomnieniach została oparta. Rogers w filmie tylko pozornie jest postacią drugoplanową, chociaż czujemy, że nawet kiedy nie ma go na ekranie, wszystko obraca się wokół niego. Polskiemu widzowi nazwisko Fred Rogers mówi niewiele. Dla starszych mieszkańców USA jest ikoną telewizyjnych programów przeznaczonych dla dzieci. Przez ponad 30 lat jego program „W sąsiedztwie Pana Rogersa” (Mister Rogers’ Neighborhood) gościł w domach widzów w każdym zakątku Stanów Zjednoczonych. W założeniu przeznaczony był dla najmłodszej widowni w wieku od 2 do 3 lat, ale oglądały go całe rodziny. Rogers był jednocześnie jego producentem, scenarzystą, pisał muzykę i sam w nim występował. Lalki i scenografia były również jego autorstwa. Właściwie ani wcześniej, ani później nie było w telewizji podobnego programu. Wśród wielu innych, a przecież produkowano ich mnóstwo, wyróżniało go specyficzne podejście do młodych widzów.

Rogers, jego gromadka marionetek i przyjaciół mówili do dzieci o sprawach najważniejszych w sposób prosty i bezpośredni. Rogers poruszał szeroką skalę tematów, również tych uważanych przez inne stacje za zbyt drażliwe. Nie tylko wówczas, ale i dzisiaj. Bo w ilu programach dla ­dzieci mówi się o śmierci, rozwodach i wojnach? Miał odwagę oswajać dzieci z tymi tematami, ale w sposób subtelny, by nie wywołać traumy. Udowodnił, że wyczują każdy fałsz i dlatego trzeba z nimi rozmawiać w sposób poważny. Tematem, który przewijał się w wielu odcinkach, był problem gniewu. Pokazywał, w jaki sposób pokojowo można poradzić sobie z tym uczuciem. Gospodarz programu delikatnym, spokojnym głosem uczył dorosłych, jak rozmawiać z dziećmi, jak poradzić sobie z dręczącymi je problemami, których same nie są w stanie wyartykułować. Budził w nich pozytywne uczucia. Dokonania Rogersa dowodzą również, że telewizja, co wydaje nam się dzisiaj nieprawdopodobne, może zdobywać masowego odbiorcę, służąc jednocześnie społecznemu dobru. Ale to już zależy od intencji i talentów ludzi, którym to dobro leży na sercu. Tak jak Rogersowi. Ilu takich znamy?

W roli Rogersa wystąpił w filmie Tom Hanks. To znakomita kreacja, porównywalna z tą, jaką stworzył w „Forreście Gumpie”. Oddaje wszystkie charakterystyczne cechy autentycznej postaci. Niezwykłą delikatność w kontaktach z dziećmi i bliskimi mu ludźmi, empatię i niesamowitą zdolność wnikania w głąb ludzkiego serca.

Już pierwsze sceny filmu pokazują, w jaki sposób Rogers zwracał się do widzów. W sposób prosty i bezpośredni. Witając się z nami, śpiewa swoją piosenkę „A Beautiful Day in the Neighborhood”, której tytuł stał się również oryginalnym tytułem filmu. Na początek Rogers prezentuje galerię portretów swoich przyjaciół, którą kończy zdjęcie Lloyda Vogela z pokiereszowanym nosem. Fred wyjaśnia, że Vogel ma w sobie wiele gniewu, z którym nie może sobie poradzić, dlatego musi nauczyć się przebaczania. Po tym epizodzie narracja przenosi się w czasie do 1998 roku.

Przebaczenie najważniejsze

Vogel, pierwszoplanowy bohater filmu, pracuje jako dziennikarz śledczy w magazynie „Esquire”. Znany jest z cynicznego podejścia do bohaterów swoich tekstów. Teraz wraz z żoną i nowo narodzonym dzieckiem przygotowuje się do wyjazdu na wesele siostry. Bulwersuje go wiadomość, że w uroczystości weźmie też udział ojciec. Waha się, czy jechać, ale ostatecznie ulega namowom żony. Niestety, w czasie wesela dochodzi do przykrego incydentu związanego z relacjami rodzinnymi. Vogela rozsadza gniew, cierpi, nie potrafi zapanować nad swoimi uczuciami. Frustracja przeradza się w akt przemocy. Tak się składa, że w tym samym czasie Vogel otrzymuje zadanie napisana krótkiego tekstu o Fredzie Rogersie, którego dziennikarz nie ceni. Artykuł ma się ukazać w cyklu poświęconym ludziom uważanym za bohaterów. Dziennikarz odmawia, bo czuje, że temat go przerasta, ale nie ma wyjścia. Jedzie do Pittsburga, gdzie Rogers nagrywa swoje programy. Rozpoczyna się najciekawsza część filmu przedstawiająca relacje pomiędzy cynicznym dziennikarzem a człowiekiem, który swoją telewizyjną twórczość poświęcił dzieciom. Oglądamy również sceny przygotowań do nagrań programu, a także ich fragmenty. Znaczna część akcji filmu rozgrywa się w studiu telewizyjnym, gdzie Lloyd obserwuje prezentera i prowadzi z nim rozmowy, by zebrać materiał do zleconego mu tekstu. Dowiaduje się od niego, że celem jego programu jest „dawanie światu odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób radzić sobie z własnymi uczuciami”. Rogers jednocześnie nie zaleca, by z uczuciami walczyć, ale namawia do zastanowienia się, co z nimi robić, jak neutralizować złe uczucia i jak ważną sprawą jest przebaczanie. Pokazuje, że człowiek, który przebacza, jest szczęśliwszy. Historia ewolucji, jaką przechodzi Lloyd – od zgorzkniałego dziennikarza i mało obecnego w życiu rodziny ojca do człowieka, który uświadamia sobie swoje słabości i konieczność dokonania niezbędnych zmian w życiu – dowodzi, jak skuteczne były rady Rogersa. Pamiętajmy, że filmowa opowieść została zaczerpnięta z życia.

Oglądając pokazane w filmie fragmenty programu i słuchając kwestii wypowiadanych przez pana Rogersa, szybko zdajemy sobie sprawę, że ich korzenie tkwią w Ewangelii. W filmie wspomina się o pobożności Freda Rogersa, bo nie można było tego pominąć. Wszyscy przecież wiedzieli, jak jego wiara była ważna w tym, co robi. Chociaż był prezbiterianinem, a nawet pastorem, jego działalność w znacznej mierze inspirowana była religią katolicką, którą bardzo się interesował. Znał wielu katolickich księży, przyjaźnił się m.in. z benedyktynem o. Douglasem Robertem Nowickim. W prowadzonym przez benedyktynów kolegium św. Wincenta w Latrobe w Pensylwanii Rogers założył nawet własne centrum edukacyjne i przekazał zgromadzeniu swoje notatki, teksty, książki i wiele innych rzeczy związanych z prowadzonym przez siebie programem. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg