Nie tylko pandemia

Być może nigdy wcześniej przemysł górniczy nie znalazł się w tak dramatycznej sytuacji. Epidemia może zniszczyć miejsca pracy, a społeczny ostracyzm – prestiż i etos górnika.

W związku z szerzącą się wśród górników pandemią rząd zdecydował, aby na okres od 12 czerwca do 3 lipca zamknąć dwanaście kopalń. To zakłady: Bolesław Śmiały, Piast, Ziemowit, Halemba, Pokój, Chwałowice, Marcel, Rydułtowy, Mysłowice-Wesoła oraz Wujek z Polskiej Grupy Górniczej (PGG), a także Knurów-Szczygłowice i Budryk z Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW). Wicepremier Jacek Sasin, który ogłosił tę decyzję w Katowicach, przekonywał, że była ona podyktowana troską o bezpieczeństwo załóg górniczych. Łącznie od początku epidemii do ubiegłej niedzieli zaraziło się ponad 5,6 tys. pracowników kopalń. Zdecydowana większość z nich przechodziła zakażenie bezobjawowo.

Decyzja wzbudziła jednak stanowczy sprzeciw górniczej i śląsko-dąbrowskiej Solidarności. Związkowcy obawiali się, że może doprowadzić do sytuacji, w której ponowne uruchomienie kopalń nie będzie możliwe. Nikt im nie wyjaśnił, dlaczego zamknięto kilka zakładów, w których nie stwierdzono żadnych zakażeń, a inne, gdzie koronawirus jest, nadal pracują. W swoim piśmie do premiera Morawieckiego związkowcy z Solidarności jednoznacznie ocenili wicepremiera Sasina, pisząc, że brakuje mu „podstawowych kompetencji i umiejętności do sprawowania prawidłowego nadzoru właścicielskiego nad sektorem wydobywczym”. Zażądali, aby premier przejął osobisty nadzór nad górnictwem. Spotkanie związkowców z premierem, do którego doszło w Katowicach 9 czerwca, część wątpliwości wyjaśniło.

Kopalni zamknąć się nie da

Mimo ogłoszenia czasowego zamknięcia zakładów wydobywczych na Górnym Śląsku w rzeczywistości kopalni zamknąć się nie da. Nawet jeśli wstrzymane jest wydobycie, musi tam nadal pracować niemal połowa załogi. Przodki muszą być wentylowane, musi funkcjonować odwodnienie i zabezpieczenie przeciwpożarowe, stale muszą być prowadzone inne roboty. Dopiero po kolejnej turze rozmów zarządów spółek ze związkowcami przyjęto racjonalny sposób ograniczenia wydobycia w taki sposób, aby chronić górników, a jednocześnie umożliwić później powrót do normalnej pracy. W okresie postoju pracować nadal będą służby ratownicze i utrzymania ruchu. Jest to absolutnie konieczne, aby było do czego wracać po przerwie.

Jednocześnie zawarte zostało porozumienie płacowe, które gwarantuje wszystkim górnikom 100 proc. wypłaty pensji podczas przymusowej przerwy w pracy, co doraźnie uspokoiło nastroje wśród pracowników. Kopalnie mają w tym czasie intensywnie sprzedawać węgiel, ale nikt nie wierzy, aby po wymuszonej przerwie sytuacja zdecydowanie się poprawiła. Według związkowców kopalnie PGG obecnie mają 250 mln zł straty, a zatrzymanie 10 zakładów, czyli koszt wynagrodzeń i utraconych przychodów w tym okresie, pogłębi jeszcze ten deficyt. Na szczęście dzięki porozumieniu zawartemu ze związkowcami zarząd PGG skorzysta ze wsparcia z tytułu tarczy antykryzysowej. Warto przypomnieć, że związkowcy w PGG już w maju zgodzili się na ograniczenie wymiaru czasu pracy i wynagrodzenia do poziomu 80 procent. Co będzie dalej, nikt nie wie.

Skutkiem ubocznym decyzji o zamknięciu kopalń jest głęboka stygmatyzacja Górnego Śląska oraz zawodu górniczego w pozostałych regionach kraju. Pandemia przeminie, ale urazy i stereotypy powstałe w jej czasie mogą jeszcze długo zatruwać przestrzeń społeczną fałszywymi informacjami i lękiem przed obcym. Tylko że tym razem ten niechciany obcy, od którego należy się izolować, będzie miał twarz górnika albo mieszkańca Górnego Śląska. To może być jeden z najgorszych skutków pandemii, z którym przyjdzie nam się zmierzyć w warunkach tzw. nowej normalności.

Węzeł różnych zależności

Pandemia przeminie, lecz problemy w górnictwie pozostaną, gdyż mają charakter strukturalny. Wymuszone pandemią przestoje na deficytowych kopalniach mogą jedynie je pogłębić. PiS kilka lat temu udało się opanować sytuację dzięki pomysłowi połączenia spółek węglowych z energetycznymi. Hossa na węgiel i uporządkowanie sytuacji w branży spowodowały, że operacja na pierwszym etapie zakończyła się sukcesem. Jednak dzisiaj sytuacja jest znacznie trudniejsza. Cena węgla na światowych giełdach, notowana według wskaźnika ARA (trzech największych giełd węglowych w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii), systematycznie spada, podobnie jak zapotrzebowanie na niego. Polityka Unii Europejskiej obliczona na trwałą dekarbonizację energetyki powoduje, że węgiel kamienny jako podstawowy surowiec staje się coraz droższy. Do rosnących kosztów wydobycia, spowodowanych coraz trudniejszymi warunkami geologicznymi, dochodzą wzrastające koszty opłat emisyjnych. Nie bez znaczenia dla wyniku śląskich kopalń jest polityka fiskalna kolejnego już rządu. Pomimo zapowiadanych zmian w tym zakresie spółki węglowe nadal muszą odprowadzać do budżetu więcej rodzajów podatków niż pozostałe firmy, co oczywiście stawia je w bardzo złej sytuacji w konkurencji z importerami węgla.

Tymczasem polska energetyka jest nadal w ponad 70 proc. zależna od węgla i ma to szereg konsekwencji gospodarczych, społecznych oraz politycznych. Już kilka lat temu wielkie koncerny energetyczne, wtedy z udziałem kapitału zachodniego, kierując się rachunkiem ekonomicznym oraz pewnością dostaw, decydowały się na zakup wielkich ilości węgla poza krajem. Zresztą dywersyfikacja następowała także na rynku krajowym. Kilka lat temu elektrownia w Rybniku, należąca wówczas do zagranicznego koncernu, zdecydowała się na zakup węgla z kopalni Bogdanka pod Lublinem. Na Górny Śląsk wtedy po raz pierwszy przyjechał wielki transport węgla z innego regionu. Był to poważny sygnał alarmowy, który nie został zauważony, albo go zlekceważono. W tej chwili rządzący stoją przed dramatycznym wyzwaniem, które ma szereg różnych uwarunkowań. Będąca w dyspozycji państwa energetyka jest nadal zależna od węgla kamiennego. Państwo jest także udziałowcem największej spółki górniczej, czyli PGG. Zdaniem energetyków produkuje ona jednak węgiel gorszej jakości oraz droższy niż ten z importu. Górnicy przekonują, że polski węgiel jest w wielu asortymentach nie gorszy aniżeli ten importowany, a mógłby być tańszy, gdyby policzyć wszystkie realne koszty jego dostawy od dostawcy do elektrowni. Pochodną tego sporu jest 7 mln ton węgla zalegającego na hałdach przykopalnianych, którego energetyka nie chce kupować. Być może dlatego zamknięto kopalnie PGG, gdzie sytuacja epidemiczna nie była dramatyczna, ale na zwałach jest mnóstwo węgla, a pozwolono dalej fedrować kopalniom JSW, gdzie zakażeń jest dużo, za to wydobywa się węgiel koksujący, który ciągle ma wielu nabywców.

Rząd musi się określić

Związki zawodowe w górnictwie są ciągle wielką siłą społeczną, z którą musi się liczyć zwłaszcza władza budująca swój wizerunek na przekazie, że potrafi słuchać ludzi. Dlatego po krytycznym dla wicepremiera Sasina liście central związkowych do Katowic przyjechał premier, aby wyjaśnić wszystkie wątpliwości. W międzyczasie zawarto porozumienie płacowe, które uspokoiło związkowców. Nie zmienia to faktu, że obecne decyzje rządowe niczego trwale nie rozwiązują, ale odkładają je w czasie. To na Górnym Śląsku wygrywa się lub przegrywa wybory i rządzący mają tego świadomość. Platforma Obywatelska przegrała wybory parlamentarne w 2015 r. nie dlatego, że PiS przestraszył Polaków wizją masowego najazdu uchodźców, ale dlatego, że jej rządy doprowadziły do totalnego chaosu w górnictwie i straciła ona zaufanie śląskich wyborców. Jesteśmy na tydzień przed pierwszą turą wyborów prezydenckich i śmiało można postawić tezę, że losy elekcji Andrzeja Dudy także tutaj się rozstrzygną. Dlatego rządzący poszli na rozwiązania płacowe, których nie zastosowano w przypadku innych branż. Doraźnie może się to udać, ale Górny Śląsk potrzebuje strategii, która wyjaśni, jaka będzie przyszłość górnictwa w perspektywie kilku i kilkudziesięciu lat. To kwestia przyszłości wielu ludzi na Górnym Śląsku, a nie tylko kilkudziesięciu tysięcy bezpośrednio zatrudnionych w górnictwie.

Do końca czerwca wicepremier Sasin ma przedstawić dalszy plan dla górnictwa. Nie ulega wątpliwości, że związkowcy będą jego bardzo wnikliwym recenzentem. Jak mówi szef górniczej Solidarności Bogusław Hutek: „Rząd musi się jasno określić i powiedzieć nam, w jakiej perspektywie czasowej zamierza zrezygnować z węgla, bo co do tego, że taki plan już realizuje, nie ma chyba najmniejszych wątpliwości”. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg