Immaculee Ilibagiza OCALONA ABY PRZEBACZYĆ Wyd. Duc In Altum, Warszawa 2010
…i z otchłani ruandyjskiego ludobójstwa podźwignąć się do nowego życia
W Kigali, mimo strasznej biedy, pojawiały się zwiastuny normalności. Zaczęło działać kilka targów warzywnych; gdy na godzinę lub dwie włączano w mieście prąd, ludzie gromadzili się przy odbiornikach radiowych, by posłuchać sprawozdania z meczu piłki nożnej; dawni właściciele barów zaczęli sprzedawać z ciężarówek piwo bananowe. Nic z tego nie miało dla mnie sensu – to połączenie zwyczajnego życia z wciąż widocznymi skutkami rzezi wydawało mi się wręcz nienaturalne i odstręczające. Dotąd zawsze, gdy potrzebowałam wsparcia i rady, miałam obok siebie moich rodziców i braci, teraz czułam się opuszczona i zagubiona. Świat bez moich bliskich, bez ich miłości i ciepła stał się smutny, wyblakły i obcy.
Jakże brakowało mi chwil, kiedy po kolacji gromadziliśmy się wszyscy razem w dużym pokoju po to, by dzielić się tym, co nas spotkało w ciągu dnia, a potem wspólnie uklęknąć do wieczornej modlitwy. Po tym zaś jak bracia i ja wyjechaliśmy do odległych szkół, z niecierpliwością każde z nas czekało na powroty do domu. Miłość moich bliskich była dla mnie ostoją, a teraz – bez nich – czułam, że nie potrafię się pozbierać, że jestem w rozsypce.
Mieszkałam wprawdzie u Sary wraz z jej rodzicami i rodzeństwem, a wszyscy oni starali się być dla mnie bardzo mili, ale… nie mogli przecież zastąpić mi mojej własnej rodziny. Nie byłam w stanie tak po prostu zapomnieć o przeszłości i żyć, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Często, gdy myślałam o moich rodzicach i braciach, nie potrafiłam uciec przed odtwarzaniem sobie w wyobraźni ich ostatnich chwil. Obrazy te przyprawiały mnie o dreszcze, a serce pękało mi z żalu. Aby uwolnić się od tych koszmarów, próbowałam wmówić sobie, że ludobójstwo było jakąś senną marą, z której zaraz obudzą mnie czułe słowa Mamy i Taty. Jednak im brutalniej rzeczywistość dawała o sobie znać, tym trudniej było trzymać się podobnych fantazji.
W owych pierwszych tygodniach i miesiącach po ludobójstwie zdarzało się, że – bez względu na czas i miejsce: na obiedzie u Sary, w kościele, czy w biurze przy pisaniu raportu – łzy bez ostrzeżenia same zaczynały mi płynąć po twarzy. Wkrótce po tym, jak zaczęłam pracować w delegaturze ONZ, dowiedziałam się, że współpracownicy nazywają mnie „dziewczyną, która ciągle płacze”. To przezwisko sprawiało mi przykrość, ale – niestety – było prawdziwe. Płakałam nad tym, co utraciłam i nad tym, co przyszło mi oglądać.
Czarne myśli tak bardzo mi ciążyły, że nieraz rankiem z trudem mobilizowałam się, by wstać z łóżka. Dlaczego by sobie dziś nie odpuścić i nie zostać pod ciepłym kocem? – pytałam sama siebie. – Dlaczego znowu mam borykać się z kolejnym beznadziejnym dniem? Może ktoś potrafi tak żyć, ale nie ja. Jakimś cudem udawało mi się jednak zawsze zebrać siły i pójść do biura, choć potem przez cały dzień funkcjonowałam całkiem mechanicznie, jak robot. Wykonywałam swoją pracę najlepiej, jak umiałam i nigdy nie traciłam z pamięci tego, jak wielkie szczęście mnie spotkało – miałam pracę, podczas gdy tylu moich rodaków nie miało zupełnie nic. Z jednej strony odpowiadałam z uśmiechem na poranne powitania kolegów w pracy, dawałam się zaprosić na kawę i pogaduszki, z drugiej zaś czułam, jakby wszystko co robię, było sztucznie zaprogramowane i nieprawdziwe. Starałam się bardzo być miła i pogodna, jednak moje serce wciąż żyło cierpieniem, które co dzień widziałam na ulicach.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...
Odkrywanie wieczności przez autora głośnych wywiadów z Benedyktem XVI.