Mistrz mowy umownej

Obdarzony specyficznym, dość złośliwym poczuciem humoru, bezlitośnie piętnował absurdy PRL-u. Pod maską kpiarza Stefan Kisielewski skrywał jednak duży ładunek dobroci, o której najlepiej wiedzieli jego przyjaciele.

Był człowiekiem wielu talentów, poruszającym się tak samo sprawnie w świecie słowa, jak i w świecie nut. Przede wszystkim jednak był nonkonformistą, który nie dawał się wtłoczyć w żadną z szufladek. Właśnie obchodzimy 110. rocznicę urodzin Stefana Kisielewskiego.

Zgubiony punkt zaczepienia

Talent literacki w takiej rodzinie, w jakiej przyszedł na świat, wydaje się czymś oczywistym. Pisarzami byli bowiem zarówno jego ojciec Zygmunt Kisielewski, jak i stryj Jan August Kisielewski – autor sztandarowego dramatu młodopolskiego „W sieci” i współzałożyciel kabaretu Zielony Balonik. W nabyciu biegłości w dziedzinie słowa pomogły też zapewne studia polonistyczne i filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim. Jednak więcej czasu pochłonęła jego edukacja muzyczna. Już w dzieciństwie zafascynowało go czarne pudło fortepianu, nic więc dziwnego, że w 1927 r. rozpoczął studia w Konserwatorium Muzycznym, gdzie uzyskał dyplomy z teorii muzyki (1934), kompozycji (1937) i fortepianu (1937). W tym czasie udzielał się już jako recenzent muzyczny, a w kwietniu 1939 r. został kierownikiem muzycznym rozgłośni Warszawa II. Muzyce pozostanie wierny do końca życia, komponując niemal do ostatnich dni (jego twórczość muzyczna, zaliczana przez znawców do nurtu neoklasycznego, to temat na odrębny tekst).

W czasie wojny Stefan Kisielewski brał udział w kampanii wrześniowej, a po jej klęsce uczestniczył w tajnym życiu muzycznym. Związany był z organizacją Grunwald, Armią Krajową i grupą radiową Delegatury Rządu na Kraj. Imał się najróżniejszych zajęć, m.in. powoził rikszą, wożąc na przemian kartofle i zwłoki do szpitala. Udzielał też lekcji muzyki i pracował jako akompaniator. W pierwszych dniach powstania warszawskiego otrzymał, jak sam mówił, „mało zaszczytny” strzał w plecy. Opuścił stolicę wraz z transportem ludności cywilnej, wywożonej do obozu w Pruszkowie. Uciekł jednak z pociągu. „Gdy w czasie powstania opuszczałem płonące miasto, gdzie ginęły setki tysięcy mieszkań, a w każdym z nich – biblioteka, meble, tradycja i – nastrój – myślałem – ogarnięty trzeźwym, zimnym pesymizmem: oto Polska nigdzie już nie znajdzie na ziemi realnego punktu zaczepienia – stanie się ideą, wspomnieniem, cieniem – owym sercem z »Wesela«” – wspominał po latach.

Dyktatura ciemniaków

Sam stracił wówczas właściwie wszystko. Wraz z warszawskim mieszkaniem przepadł dorobek dwóch pokoleń Kisielewskich, w tym licząca kilka tysięcy woluminów biblioteka ojca i większość dotychczasowych kompozycji pisarza. Wojna rozłączyła go też z rodziną: poślubiona niedawno Lidia Hintz, wraz z półtorarocznym synem Wacławem, została wywieziona na roboty do Niemiec. Pisarz spotka się ponownie z nimi dopiero w styczniu 1945 r.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama