Malarz Miłosiernego

Nie wiemy o nim zbyt wiele. Tym bardziej rozpowszechnianie plotek jest po prostu... nieuczciwe.

Eugeniusz Kazimirowski – malarz, który na prośbę bł. Michała Sopoćki namalował w Wilnie obraz Jezusa Miłosiernego. Mimo że 23 września minęły 82 lata od jego śmierci, nadal niewiele wiemy o życiu artysty i okolicznościach zgonu. Tym bardziej warto przypomnieć postać, ale też poznać żelazne fakty na jej temat. Zwłaszcza że plotki lub niedomówienia zaczynają żyć własnym życiem.

Z Wygnanki w wielki świat

Eugeniusz Marcin Kazimirowski urodził się 11 listopada 1873 roku w Wygnance na Podolu. Pochodził z rodziny polskiej szlachty – jego ojcem był August Kazimirowski, matką Maria z Kossakowskich. Był utalentowany plastycznie, został więc wysłany na studia do Krakowa, gdzie na tamtejszej ASP kształcił się pod kierunkiem znanych i cenionych malarzy, warsztat szlifując m.in. pod okiem Leona Wyczółkowskiego. Później podróżował po Europie, uczył się malarstwa, rozwijał umiejętności. Był m.in. w Monachium, Wiedniu, Rzymie czy Paryżu. Podejmował się też prac zarobkowych – malował portrety i pejzaże. We Lwowie ozdobił polichromią ścienną halę główną dworca kolejowego.

W 1915 roku Kazimirowski przenosi się na stałe do Wilna, gdzie zostaje nauczycielem rysunku w Seminarium Nauczycielskim, jest też dekoratorem w Teatrze Wielkim i Teatrze Polskim. Oczywiście również maluje: uwiecznia miasto, okolice, zaczyna też malować obrazy religijne. Jest szanowanym i rozpoznawanym twórcą. Jest też działaczem Wileńskiego Towarzystwa Krajoznawczego, które miało siedzibę w klasztornym skrzydle kościoła św. Michała. Również w Wilnie poznaje ks. Michała Sopoćkę, i to na jego prośbę zaczyna malować swoje najbardziej rozpoznawalne dzieło: obraz Jezusa Miłosiernego. Pozuje mu… sam Sopoćko. Co ciekawe, ceniony i doświadczony malarz musi w tej pracy zrezygnować ze swoich artystycznych pomysłów i ambicji i pokornie podporządkować się wskazówkom prostej zakonnicy. Wcześniej zresztą prawdopodobnie obraz próbowała namalować... siostra z innego zgromadzenia. Nadaremnie. Faustyna tak o tym pisała: „Kiedy rozmawiałam z pewną osobą, która miała namalować ten obraz, ale dla pewnych przyczyn nie namalowała go, usłyszałam podczas rozmowy z nią taki głos w duszy: Pragnę, żeby była posłuszniejsza” (Dz. 354).

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama