Filmy wszech czasów: Fucha

Studium Jerzego Skolimowskiego na temat polskiej emigracji w czasie stanu wojennego.

Brzmi poważnie? A jednak ogląda się znakomicie. W ciągłym napięciu. Niczym film Hitchcocka, choć przecież nikt tu nikogo nie będzie mordował.

Tu – czyli w Anglii, do której trafili bohaterowie – nie. Ale tam – czyli w Polsce – ofiary przecież będą. Więc może jednak Skolimowskiemu i to udało się w filmie przemycić?

Kto wie. Być może i tak można interpretować ten obraz. Twórca skupia się tu jednak przede wszystkim na postaci Nowaka, granego przez Jeremy’ego Ironsa, który przylatuje do Londynu z trójką polskich robotników i ma wraz z nimi zająć się remontem pewnego domu.

Oczywiście wszystko robione jest „po taniości”, więc Nowak musi się nieźle nagimnastykować, by zmieścić się w niewielkim budżecie i stosunkowo krótkim czasie. A to nie jedyny jego problem, bo gdy przypadkiem dowiaduje się o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, postanawia ów fakt ukryć przed pozostałymi rodakami, w których, w nakręconej w 1982 roku „Fusze”, wcielają się Jiří Stanislav, Eugene Lipinski i Eugeniusz Haczkiewicz.   

Nowak boi się, że robotnicy będą od razu chcieli wracać do kraju? A może obawia się, że mężczyźni załamią się, przestaną pracować, zaczną pić… Tego możemy się tylko domyślać. W każdym razie grany przez Ironsa bohater zaczyna teraz jeszcze kombinować z ukrywaniem gazet, przerywaniem audycji telewizyjnych, przeganianiem ludzi, chcących przekazać Polakom wyrazy współczucia, itd. Itp.

Jego myśli, plany, zamiary poznajemy przede wszystkim dzięki komentarzowi zza kadru. To swoisty dziennik, czy też wspomnienia z tamtego okresu, które Stanley Myers wzbogacił kapitalną ścieżką dźwiękową, fenomenalnie ilustrującą atmosferę ciągłego stresu, napięcia, zagrożenia…

To ten sam Myers, który wcześniej skomponował muzykę do słynnego „Łowcy jeleni” Michaela Cimino. Za zdjęcia zaś odpowiedzialny był Tony Pierce-Roberts – operator tak znanych obrazów, jak „Powrót o Howards End”, czy „Okruchy dnia”. A więc śmietanka, do której przecież i Skolimowski się zalicza. Za scenariusz „Fuchy” został nagrodzony Złotą Palmą w Cannes.

I nic w tym dziwnego. Wszak interesujących wątków i tematów jest w tym, skromnym przecież, niemal kameralnym filmie, dużo, dużo więcej. Pojawia się chociażby kwestia stosunków między miejscowymi i imigrantami. Jest refleksja nad siłą tradycji i jej kultywowaniem (sceny z Wigilii, pasterki).

Krótko mówiąc: wielkie, wielkie kino. Warte przypomnienia.

*

 On-line film jest dostępny w Amazon Prime Video.

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama