Filmowy cień Wielkiego Brata

Ekranizacje powieści Orwella wzmacniają przekonanie, że opisana w nich wizja przyszłości w niektórych aspektach niebezpiecznie zbliżyła się do naszej rzeczywistości.

Do chwili obecnej filmowych adaptacji doczekały się trzy powieści George’a Orwella. Trwają prace wstępne nad kolejną, długo zapowiadaną ekranizacją „Folwarku zwierzęcego”. Projekt realizacji filmu zrodził się już w 2011 roku, ale dopiero niedawno poważnie zainteresowali się nim producenci i Netflix, który ma go dystrybuować. Reżyserii podjął się Andy Serkis, angielski reżyser, producent i aktor znany m.in. z „Władcy pierścieni”, w której zagrał Golluma.

CIA w akcji

Przed publikacją wydanego w 1945 roku „Folwarku zwierzęcego” George Orwell był w miarę znanym pisarzem i publicystą, jednak dopiero ta powieść przyniosła mu uznanie i sławę w Wielkiej Brytanii i za granicą. Ta ponura alegoria systemu totalitarnego o zbuntowanych zwierzętach, które uwolniły się spod władzy ludzi, by z czasem wpaść pod jeszcze bardziej przerażającą władzę świń, była pierwszym dziełem pisarza przeniesionym na ekran. Zrealizowany w 1954 roku film Johna Halasa i Joy Batchelor obnażał absurdy komunistycznego systemu, stanowił jednocześnie pierwszą pełnometrażową animację nakręconą w Wielkiej Brytanii. Podobnie jak to bywa z innymi adaptacjami literackimi, scenariusz musiał zostać dostosowany do potrzeb ekranu, dlatego zabrakło w nim niektórych wątków i postaci. Kontrowersje wzbudziły finałowe sceny. W powieści zaniedbane i głodne zwierzęta przyglądają się, jak świnie i ludzie ucztują w doskonałej komitywie. W filmie zakończenie jest mniej pesymistyczne, bo zdając sobie sprawę, że ich sytuacja jest jeszcze gorsza niż przed rewolucją, zwierzęta szturmują gospodarstwo. Obraz zyskał pozytywne opinie krytyki, chociaż w kinach poniósł klapę.

Po latach okazało się, że znaczny udział w produkcji filmu miała Centralna Agencja Wywiadowcza. Nie tylko zainspirowała i pośrednio sfinansowała ekranizację „Folwarku zwierzęcego”, lecz także wywarła wpływ na jego ostateczny kształt artystyczny, szczególnie scenę finałową. Zresztą CIA w swojej antykomunistycznej kampanii wykorzystała również inną powieść Orwella. W 1955 roku wysłała za żelazną kurtynę tysiące balonów z doczepionych do nich książką „Rok 1984”.

Angielską animację dobrze ogląda się nawet po latach, czego nie można powiedzieć o kolejnej z 1999 roku. Trudno zrozumieć, jakie intencje przyświecały twórcom. Czy miał to być film dla dorosłych, czy dla dzieci, jak sugeruje przesłodzone zakończenie. Od strony technicznej film Johna Stephensona zrobiony jest znakomicie, czasem trudno odróżnić, czy na ekranie oglądamy prawdziwe zwierzę, czy animację. To zasługa słynnego studia twórcy muppetów Jima Hensona, które dla potrzeb filmu stworzyło czternaście zwierzęcych postaci. Scenariusz jest właściwie tylko inspirowany powieścią Orwella, twórcy pozwolili sobie na wiele dowolności. Wydarzenia na farmie poznajemy poprzez narrację suki Jessie, która w powieści jest postacią drugoplanową. Film pomija zbyt wiele ważnych wydarzeń, jakie rozegrały się w opowieści, co sprawia, że przesłanie zostało kompletnie rozmyte. Iście sielankowy finał pesymistycznej satyry jeszcze bardziej uwypukla to wrażenie. Scenarzyści zupełnie nie liczyli się z literackim pierwowzorem. W historii kina nie było to czymś wyjątkowym, ale w ostatnich latach, zgodnie z tezą Orwella, że „kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość”, nabrało rozmachu. W jednej z najważniejszych powieści XX wieku, czyli w „Roku 1984”, przeszłością, teraźniejszością i przyszłością rządzi złowroga Partia sprawująca absolutną władzę nad społeczeństwem.

Trafna prognoza

W „Roku 1984” propaganda odwróciła dotychczasowe znaczenie słów i pojęć. I tak według Orwella „prawdziwą dziedziną Ministerstwa Pokoju jest wojna; Ministerstwa Prawdy – kłamstwa; Ministerstwa Miłości – tortury; Ministerstwa Obfitości – głód”. Literacka klasyka zostaje poprawiona, a właściwie przepisana na nowomowę, trwają nieustanne prace nad „aktualizacją” nie pasujących do totalitarnej rzeczywistości gazet i redukcją języka, by całkowicie wyeliminować złe myśli. „Czy nie rozumiesz, że nadrzędnym celem nowomowy jest zawężenie zakresu myślenia? W końcu doprowadzimy do tego, że myślozbrodnia stanie się fizycznie niemożliwa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić” – wyjaśnia Winstonowi jeden z drugoplanowych bohaterów.

Ta przerażająca wizja literacka doczekała się nie tylko wielu adaptacji teatralnych, radiowych i filmowych, ale nawet wersji baletowej i operowej. Pierwszej adaptacji dokonali Amerykanie w 1953 roku. Telewizyjna wersja trwała niecałe 50 minut, więc wiele wątków zostało pominiętych. Jako ciekawostkę można dodać, że w roli O’Briena wystąpił Lorne Greene, który później zyskał sławę w roli Bena Cartwrighta w serialu „Bonanza”.

Na uwagę zasługują trzy późniejsze adaptacje powieści. W 1954 roku zekranizowała ją telewizja BBC. W tym czasie telewizja nadawała większość programów na żywo, czasem z filmowymi dokrętkami scen, których nie można było zrealizować w studio. Ekranizacja w reżyserii Nigela Kneale’a z doskonałą rolą Petera Cushinga w roli Winstona Smitha jeszcze dzisiaj, mimo koniecznych skrótów, imponuje doskonałym oddaniem atmosfery literackiego pierwowzoru i znakomitymi kreacjami aktorskimi. Wzbudziła jednak zastrzeżenia ze strony części widzów. Do brytyjskiego Parlamentu wpłynęło nawet kilka petycji, w których ubolewano nad „widoczną w programach BBC tendencją, zwłaszcza w niedzielne wieczory, do prezentowania treści seksualnych i sadystycznych”. Chodziło zwłaszcza o sceny związane z pokojem 101, gdzie Smitha poddano praniu mózgu, innym z kolei nie podobał się „wywrotowy” charakter spektaklu. Jak było naprawdę? Możemy to sami sprawdzić, bo cały spektakl znajduje się na YouTube.

Dwie kolejne adaptacje, Michaela Andersona z 1956 roku i Michaela Radforda z 1984 roku, powstały jako pełnometrażowe filmy kinowe. „1984” Andersona to film czarno-biały o surowej strukturze. Nie był do końca wierny powieści, czego przykładem jest zmiana nazwiska jednego z bohaterów. Winston jest tu postacią jednowymiarową, a jego mocno akcentowana w powieści tęsknota za przeszłością została pominięta. Zamiast tego na pierwszy plan wysuwa się myśl, że uosobieniem prawdziwego buntu i wolności jest miłość. Anderson zlekceważył też wygląd fizyczny bohaterów, odbiegający od powieściowych opisów.

Nie popełnił tego błędu Michael Radford. W swoim filmie nakręconym w 1984 roku w roli Smitha obsadził Johna Hurta, który doskonale oddaje fizyczność, a także psychologiczną złożoność bohatera, zgodną z charakterystyką Orwella. Również pozostali aktorzy, a szczególnie Richard Burton jako O’Brien, stworzyli znakomite kreacje. Reżyser stosuje całą gamę artystycznych środków filmowych, w tym montaż równoległy, retrospekcje i nakładanie obrazów w jednym kadrze, by ponurą wizję rzeczywistości oddać poprzez myśli i emocje Winstona.

W lżejszej tonacji

Ostatnią chronologicznie ekranizacją powieści Orwella była opublikowana wcześniej niż jego najsłynniejsze dzieła „Wiwat aspidistra!”. Bohaterem wydanej w 1936 roku najbardziej autobiograficznej w dorobku autora książki jest Gordon Comstock, który porzuca dobrą pracę w agencji reklamowej, bo brzydzi go egzystencja zależna od pieniędzy. Podejmuje nisko płatne zajęcie w księgarni, ale pogardza swoją klientelą, nie znosi też miejscowych literatów, uważa bowiem, że swoją pozycję osiągnęli tylko dzięki przywilejom. „Z pogardą niewydawanego autora Gordon obalał sławę po sławie. Shaw, Yeats, Joyce, Huxley, Lewis, Hemingway – każdego z nich wyrzucał do śmieci za pomocą paru niedbałych zdań” – charakteryzuje Orwell stosunek bohatera do współczesnych mu literackich gwiazd. Sam Comstock ma ambicje literackie i pragnie osiągnąć sukces samodzielnie, bez wsparcia z zewnątrz. Konfrontacja z rzeczywistością okaże się jednak bolesna. Tytułowa aspidistra to popularna w swoim czasie w Anglii mało wymagająca roślina doniczkowa. Orwell ironizuje, używając tej nazwy jako symbolu stęchłej i ograniczonej angielskiej klasy średniej. Niektóre motywy utworu autor wykorzystał piętnaście lat później w „Roku 1984”.

W 1997 roku powieść zekranizował Robert Berman, reżyser znany z wielu produkcji telewizyjnych. Scenariusz filmu został pozbawiony satyrycznego ostrza skierowanego przeciwko sztywnym układom społecznym Anglii lat 30. XX wieku, ale jest adaptacją w miarę udaną. Przypomina bardziej komedię romantyczną, bo koncentruje się przede wszystkim na wątku trudnych relacji pomiędzy Comstockiem i jego dziewczyną. Rosemary, w tej roli kapitalna Helena Bonham Carter, jest rozsądną kobietą, która cierpliwie znosi wybryki Comstocka, przekonanego o swoim talencie literackim. Bohater, dzięki znakomitej interpretacji Richarda Granta, nie jest aż tak nieznośną postacią jak w powieści. Aktor nie pozbawił go też pewnego uroku, zagrał go bowiem z komicznym dystansem. Film należy do nurtu czysto rozrywkowego, ogląda się go łatwo i przyjemnie. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama