Cała siła Batmana

Egzorcyzm i mielone krasnoludki. Katowani przez kiboli Legii święci Pańscy i wywiad z nekrofilką. Kilkanaście lat temu „Fronda” wsadziła kij w mrowisko.

Skąd Batman czerpie swą ponadnaturalną siłę? Z cudownego medalika. Czytelnicy „Frondy” przyzwyczaili się do podobnych prowokacji. Wielu z nich z dumą nosiło koszulki: „Dziewczyny czekają 24 h przez całą dobę (tu zarys rozebranej modelki). I dopisek: Na twoją modlitwę”. Czym były w latach 90. pierwsze numery „Frondy”? Kijem wsadzonym w mrowisko. Głosem sprzeciwu. Krzykiem z barykady. I olbrzymim, nieskrępowanym wybuchem śmiechu.

Ilustracja „Mielone krasnoludki” sąsiadowała z rozkazem: „szatana i inne złe duchy, które po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła”… Nie wszyscy rozumieli ten zaskakujący mariaż pobożności i popkultury. Ci, który byli w stanie strawić modlitwę egzorcyzmu, za Chiny nie pojmowali, co robią na pierwszej stronie pisma wyżymane krasnale. A załoganci wychowani na happeningach Pomarańczowej Alternatywy czy nieprzewidywalnego Totartu drapali się po głowie, widząc jednoznaczne westchnienia do Księcia Aniołów. Redakcji udało się pogodzić dwa odległe o lata świetlne żywioły.

Wesele założycielskie

W połowie lat 90. pokolenie „młodych gniewnych” katolików, świeżo upieczonych absolwentów dziennikarstwa, socjologii czy filozofii zaczęło szukać swego własnego języka – różnego od oficjałki listów pasterskich czy solidarnościowej nowomowy. W 1993 roku grupa dwudziestoparoletnich osób głównie z Warszawy i Wrocławia, postanowiła wydawać własne czasopismo. Powód? – Nie istniał w Polsce żaden tytuł prasowy, z którym moglibyśmy się identyfikować – wyjaśniali. Decyzja zapadła 19 września 1993 roku podczas… imprezy weselnej Grzegorza Górnego i Angeliki Korszyńskiej we wrocławskim klubie studenckim Index. Pierwszy numer „Frondy” ukazał się przed wakacjami 1994 roku. Tysięczny nakład rozszedł się błyskawicznie i wywołał ogromne zamieszanie. Autorzy pisma zostali zaproszeni do stworzenia audycji telewizyjnej w TVP. Był to czas, gdy Pan Bóg hurtowo „dotykał” znanych muzyków rodzimego undergroundu. Rockmani, którymi niedawno babcie straszyły swych wnuków, zaczęli z ogromnym żarem śpiewać: „Maranatha!”. Media otwierały usta ze zdumienia, nie wiedząc, czy nie jest to jedynie kolejny kaprys artystów. Nieprzypadkowo w spotkaniach modlitewnych w warszawskim kościele na Długiej – ważnym miejscu na duchowej mapie Budzyńskiego, Dzikiego czy Malejonka brał czynny udział Grzegorz Górny.

Zapach śmierci

Spis treści pierwszych numerów „Pisma Poświęconego” wciskał głęboko w fotel. Obrazoburca, happener z gdańskiego Totartu Dariusz „Brzóska” Brzóskiewicz (autor m.in. genialnego haiku: „Ryba oczko puszcza/ Rośliny się chwieją/ Oj, popędził Kazik tą motorówką”) opowiadał o doświadczeniu Bożej mocy i nazywał się wprost „psem Papieża”. To robiło wrażenie. Nawet na tych, którzy omijali Kościoły szerokim łukiem. Sam Brzóskiewicz stał się również bohaterem fotoreportażu „Święci Pańscy według »Frondy«” i jako święty Wojciech był brutalnie kopany przez kiboli Legii (rolę znakomicie odegrał m.in. jazzman Ryszard Tymon Tymański). Obok takich prowokacji na zasadzie kontrastu redaktorzy pokazywali świat „po drugiej stronie barykady”. Porażające wrażenie robił wstrząsający wywiad na temat wolności seksualnej z Karen Greenlee – nekrofilką. Jej nazwisko dostało się na czołówki gazet, gdy porwała karawan i zniknęła wraz z przewożonym nim nieboszczykiem. Zdecydowała się spędzić z nim trochę czasu sam na sam. „Zimno, aura śmierci, zapach śmierci, pogrzebowa otoczka, wszystko to składa się na pewną całość. Zapach śmierci to woń bardzo erotyczna. Ciało topielca, które pływało w zatoce przez dwa tygodnie, czy ciało spalonej ofiary pożaru – one są dla mnie tak bardzo pociągające” – opowiadała wyzwolona seksualnie kobieta, zapowiadając nadejście nowego lepszego świata. Niezwiązane wprost z żadnym kościelnym podmiotem „Pismo Poświęcone” mogło pozwolić sobie na podobne prowokacje. Pierwsze skrzypce we „Frondzie” grali Grzegorz Górny i Rafał Smoczyński. „Jesteśmy młotem na czarownice” – rzucał w twarz dziennikarzom popkulturowej „Machiny” Smoczyński. Pierwszym poważnym trzęsieniem ziemi była chwila, gdy autor reportaży „Żadna rozrywka dla chłopaków” w 2001 roku odszedł z redakcji, a później w jednym z wywiadów stwierdził, że stracił łaskę wiary.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg