Hajer zwiedza świat

Powiedział żonie, że jedzie w Beskidy, po czym wsiadł w samolot i poleciał na pół roku do Indii. Bez języka i oszczędności. Teraz do domu wpada tylko na „przegląd techniczny”, a potem znów rusza w świat.

Odwiedził 97 krajów, choć nic nie zapowiadało tego, że będzie podróżnikiem. 27 lat fedrował na kopalni jako górnik strzałowy. Stąd pseudonim „Hajer”, którym teraz firmuje swoje książki. – Kopalnia była moją pasją, czułem się tam naprawdę szczęśliwy – opowiada Mieczysław Bieniek. – A tu nagle: pstryk. Po kolejnym wypadku nie zostałem już dopuszczony do zjazdów. Miałem 44 lata, nie byłem przygotowany psychicznie na tak wczesną emeryturę. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić.

Poza logicznym myśleniem

Pierwszy bilet kupił, jak mówi, „poza logicznym myśleniem”. – Przechodziłem ówczesną ulicą Wieczorka w Katowicach i zobaczyłem napis „Warszawa–Moskwa–Delhi”. Po prostu wszedłem i wziąłem w ciemno bilet w dwie strony. No ale trzeba było to jakoś żonie wytłumaczyć. Muszę przyznać, że trochę bałem się jej reakcji. Więc mówię tej mojej frelce: „Jadę w Beskidy odpocząć. Wrócę za jakieś trzy dni”. Wziąłem dla niepoznaki mały plecak, bochenek chleba, jedną konserwę i wyruszyłem w trasę. Dopiero po wylądowaniu w Delhi zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Tłum ludzi przy odprawie granicznej, wszyscy krzyczą, dają mi do wypełnienia jakieś świstki, a ja nie znam nawet słowa po angielsku. Myślałem, że będzie tam sporo Polaków, a tu, jak na złość, przez trzy dni nie spotkałem żadnego.

W końcu zdecydował się powiedzieć żonie prawdę. – Zadzwoniłem do domu i mówię: „Nie gniewej sie, jo nie jest w Beskidach, jo jest w Indiach”. Cisza w telefonie. Wreszcie Iwona odzywa się: „Prosza cie, Mietek, nie pij gorzoły, dyć tabletki bieresz”. Ja na to: „Jo naprowda jest w Indiach”. Ona: „Jak jo wpadna do tego gołębnika, kaj wy pijecie, to wszystkie gołębie mają pióra powyrywane, a ciebie reszta włosów wyrwia. Do dom!”.

Żona uwierzyła dopiero, gdy w słuchawce usłyszała głos jakiegoś Hindusa. Ale Mietek nie zamierzał wcale wracać. Włóczył się po dworcach kolejowych, mył się przy pompach razem z biedotą. Po dwóch tygodniach stracił wszystkie pieniądze. Wtedy przyszedł kryzys. – Rozpłakałem się, marzyłem tylko o tym, żeby wrócić do Katowic, na Nikisz – wyznaje. Jakimś cudem spotkała go wtedy znana alpinistka Anna Czerwińska.

– Twarda kobieta, zrąbała mnie strasznie, kazała mi się opamiętać – opowiada Hajer. – To ona postawiła mnie na nogi.

Kierunek Dalajlama

Pomogło mu także sześć dziewczyn z Krakowa, które przygarnęły go na pewien czas i szkoliły z podstaw angielskiego. Gdy one wracały do Polski, on postanowił wyruszyć w dalszą podróż. Do domu wrócił dopiero po pół roku. – Szedłem przez te moje kochane Katowice, przez ten obsikany, brudny dworzec i czułem radość, że nic się nie zmieniło. Nawet lumpy te same. W domu też wszystko w porządku – dalej mnie kochali, czekali na mnie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg