Wilk na placu Konstytucji

"Czerwony Kapturek" to baśń o przyjaźni i solidarności, dzięki którym można zaradzić nawet największemu złu.

To dobry pomysł. Pokazać dzieciom, że oprócz gier komputerowych istnieje trochę zapomniany świat bajek. Znakomitym pomysłem jest też zapraszanie ich z rodzicami na plac Konstytucji, gdzie z dużą porcją lodów mogą usadowić się wygodnie na ławce i obejrzeć spektakl, który wyczarowała dla nich pomysłodawczyni sceny plenerowej Krystyna Janda.

Kiedy Janda ma czas na wymyślanie takich wspaniałych inicjatyw, nikt nie wie. Ale kto ją zna choć trochę, ten wie, że jej umysł to gejzer twórczych pomysłów. A więc właśnie na scenie plenerowej odbyła się premiera „Czerwonego Kapturka” Jana Brzechwy.

O tym, że zły wilk zwiódł dziewczynkę, przechytrzył bystrą babcię i zjadł obie na śniadanie, wie niemal każde dziecko, ale ten „Czerwony Kapturek” jest jednak trochę inny. Bo skąd by Brzechwa wiedział o gazie łupkowym lub o tym, że Poczta Polska jest tak ślamazarna, że listy idą tygodniami? Skąd by wiedział, że dzieci siedzące na widowni będą ostrzegać Czerwonego Kapturka, by nie wpadł w sidła wilka? Bo ta baśń jest trochę o solidarności, o tym, że największemu nieszczęściu da się zaradzić, jeśli tylko potrafimy zaangażować się w problemy innych. Ile takich przykładów oglądaliśmy w telewizji?

Mały chłopczyk, który wezwał pomoc i uratował mamie życie, mała dziewczynka, która obudziła sąsiadów, gdy zrozumiała, że w domu wybuchł pożar... To są mali bohaterowie.

Myślę, że Krystyna Janda, dobierając repertuar, spełnia dyskretnie rolę edukacyjną. W „Czerwonym Kapturku” występują młodzi aktorzy, grając często podwójne role, np. Mamy i Wiewiórki, a Babcię, jeśli wzrok mnie nie myli, gra całkiem młodziutka aktorka Matylda Damięcka. Autorami realizacji spektaklu jest tajemniczo brzmiąca Grupa Dochodzeniowa. Pewne jest, że udaje jej się dojść na czas i zapiąć wszystko na ostatni guzik... w sukieneczce Kapturka.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg