Więzy krwi

Brak wielowątkowej fabuły i szybkiej akcji nie przeszkadza widzowi zanurzyć się w fascynujący, fikcyjny i jednocześnie tchnący autentyzmem świat stworzony przez japońskiego reżysera w filmie „Jak ojciec i syn”.

Dawno nie widziałem tak dobrego filmu poświęconego rodzinnym dramatom. Twórców filmowych inspirują najczęściej drastyczne i budzące kontrowersje wydarzenia czy chęć dołożenia tradycyjnej rodzinie jako z natury jakoby opresyjnej i tłumiącej tożsamość jednostki. „Jak ojciec i syn” podejmuje z pozoru temat nieco egzotyczny, bo przecież problem przypadkowej zamiany dzieci nie jest na szczęście jakimś zjawiskiem powszechnym. Nie wiadomo, ile takich historii zdarzyło się naprawdę. Zawsze jednak podobne przypadki zyskują, dzięki mediom, znaczny rozgłos, w którym liczy się przede wszystkim element sensacji, a mniej wpływ, jaki to wydarzenie wywiera na uwikłanych w nie rodzinach. Wśród filmów poświęconych temu tematowi warto wspomnieć o polskim „Oszukane”, który w ubiegłym roku można było obejrzeć w kinach. Była to oparta na faktach historia zamiany dwutygodniowych bliźniaczek. Ich rodzice o fakcie zamiany dowiedzieli się dopiero po 17 latach.

Reżyserowi Marcinowi Solarzowi udało się przedstawić dramat rodziny w sposób przekonujący, ale niestety sztukowany wątkami rodem z telenowelowej papki. Hirokazu Koreeda, reżyser filmu „Jak ojciec i syn”, swoją twórczością wpisuje się w tradycję klasycznego kina japońskiego. Jego filmy przywodzą na myśl wielkie dzieła Mizogouchi i Ozu, zarówno swoim stylem, jak i tematycznie. Zanim zaczął kręcić fabuły, realizował dokumenty, co bez trudu można zauważyć w jego filmach. Mało u nas znany reżyser wielokrotnie zdobywał laury na światowych festiwalach. Już fabularny debiut „Maborosi”, historia zwyczajnej rodziny, którą wstrząsa samobójstwo ojca, przyniósł mu w 1995 roku nagrodę za reżyserię na festiwalu w Wenecji. Uznanie zdobyły również kolejne filmy Koreedy, w tym m.in. „Ciągle na chodzie” czy „Dziecięcy świat”. Ten ostatni to wstrząsająca historia rodzeństwa pozostawionego samym sobie przez niedojrzałą matkę. Filmy Koreedy zajmują się zwykłymi ludźmi i ich problemami, to kino pozornie wyciszone, kontemplacyjne, subtelne i pozbawione brutalności. Jednak brak wielowątkowej fabuły i szybkiej akcji nie przeszkadza widzowi zanurzyć się w fascynujący, fikcyjny, a jednocześnie tchnący autentyzmem świat stworzony na ekranie. „Jak ojciec i syn”, ostatni film reżysera, potwierdza klasę reżysera.

Czas i krew

Ryota jest młodym, ale odnoszącym coraz większe sukcesy tokijskim architektem. Całkowicie poświęca się karierze zawodowej, pracuje całymi dniami, by zapewnić rodzinie byt na odpowiednim poziomie. Żona Midori zajmuje się wychowaniem sześcioletniego syna Keity. Rodzice, a szczególnie ojciec, wiąże z synem wielkie nadzieje. Keita ma cały dzień starannie zaplanowany. Najpierw szkoła, oczywiście prywatna i to na najwyższym poziomie, i lekcje pianina. Ryota jest właściwie w domu gościem. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zakłócić spokoju rodzinnego życia, kiedy pewnego dnia jeden telefon wszystko zmienia. Szpital, w którym urodził się Keita, informuje Midori, że na oddziale położniczym mogło dojść do zamiany dzieci. Wykonane szybko testy DNA nie pozostawiają wątpliwości. Keita nie jest ich synem. Od sześciu lat wychowują obcego chłopca. W podobnej sytuacji znalazła się rodzina, do której trafił ich prawdziwy syn. Film, jak mówił reżyser w jednym z wywiadów, nie jest oparty na jakiejś wziętej z życia historii, bo fabuła jest dla niego właściwie pretekstem do szerszej refleksji na temat bycia ojcem. „W którym momencie ojciec staje się ojcem naprawdę? Sam jestem ojcem i nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Kiedy pięć lat temu urodziła się moja córka, moja żona stała się matką niemal natychmiast. Ja oczywiście cieszyłem się z urodzin córki, ale jednocześnie czułem się wyobcowany” – wyjaśniał Koreeda zapytany, dlaczego podjął właśnie ten temat. „Pięć lat później znajomi często mówią mi, że córka wygląda zupełnie jak ja. Porównując nasze twarze, oczy, usta, widzę, że moje DNA odcisnęło na niej swój ślad. Czy to zatem świadomość wspólnej krwi czyni mężczyznę ojcem? Czy może raczej czas, który dziecko i ojciec spędzają wspólnie? Czy to możliwe, że nie do końca akceptuję siebie jako ojca, bo spędzam z córką za mało czasu? Krew czy czas? W pewnym momencie poczułem, że mój dylemat może być tematem filmu”. Rzeczywiście, początek filmu tylko sygnalizuje problem, który przecież nie dotyczy wyłącznie przedstawionych w nim sytuacji, czyli zamienionych dzieci. To film o naszych ralacjach z dziećmi i o tym, jaka rola przypada w nich rodzicom, w tym wypadku ojcu. Czy można być tylko ojcem dziecka, z którymi wiążą nas więzy krwi? Czy nic innego się nie liczy. Jaki w tym udział mają dzieci, jeżeli po latach odkryją prawdę? Co robić w podobnych sytuacjach i czy w ogóle istnieje jakieś dobre rozwiązanie?

Egzamin z ojcostwa

Rodzina Ryoty Nonomiya mieszka w ekskluzywnym apartamencie i może sobie pozwolić na wszystko. Ich prawdziwego syna, Ryusei, wychowuje rodzina Saiki. Obie rodziny prócz faktu, że wychowują nie swoich synów, dzieli właściwie wszystko. Rodzina Saiki sytuowana jest o wiele niżej, żyje w mieszkaniu znajdującym się na zapleczu prowadzonego przez siebie sklepu, a ponieważ małżonkowie prócz Ryusei mają jeszcze dwoje dzieci, w mieszkaniu jest dość ciasno. Również ojcowie rodzin to diametralnie różne charaktery. Ryota jest człowiekiem ambitnym i niesłychanie zorganizowanym, nie brak mu pewności siebie, wydaje się, że jest w stanie wszystko załatwić. Znaczący jest też jego stosunek do Keita, którego właściwie widuje tylko wieczorami.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama