Powrót Łemków

W bajecznie pięknej okolicy Żegiestowa byłem świadkiem niezwykłego spotkania polsko-ukraińskiego. Łemkowskie dzieci śpiewały po polsku, polskie po łemkowsku. Na chwilę byli razem, jak ich przodkowie, Polacy i Łemkowie, kiedy wspólnie mieszkali na tej ziemi.

Synowie żołnierzy

Większość rodziców dzieci łemkowskich walczyła na Wschodzie. Organizatorom spotkania zależało, aby mogły one oderwać się od tamtego doświadczenia, pobyć w kraju, gdzie nie mówi się codziennie o wojnie. Tamte wydarzenia pozostaną w ich pamięci na całe życie. Nagle zobaczyły ojca w mundurze, łzy żegnającej go matki, musiały oswoić się z myślą, że ojciec może do domu nie wrócić. Szok był także w rodzinie Leonida (14 lat), choć ojciec jest zawodowym żołnierzem. Na front wyjechał latem ubiegłego roku. Służył w rejonie Doniecka. Kiedy kończył pierwszy okres służby, w rejonie Makiejewki dostał się do niewoli. Przetrzymywano go m.in. w podziemiach wielkiego banku w Doniecku. Był traktowany nie najgorzej, zwłaszcza przez wojskowych ochotników z Rosji, którzy żołnierzy strony przeciwnej potrafili uszanować. Gorzej obchodzili się z nimi miejscowi z tzw. pospolitego ruszenia. Jednak nawet oni inaczej traktowali ukraińskich żołnierzy, służących z poboru, a inaczej członków batalionów ochotniczych, których nierzadko rozstrzeliwano na miejscu.

Ojciec Leonida miał szczęście, że dostał się do niewoli, bo kilka dni później posterunek, na którym służył, został ostrzelany gradami. Kilkunastu żołnierzy zginęło, kilku innych było ciężko rannych. Matka dość szybko dowiedziała się, że jej mąż trafił do niewoli i gdzie się znajduje. Dla rodziny były to trudne chwile. Wspierali ich bliscy i wiele osób. Także jednostka ojca zabiegała, aby go wydostać z niewoli. Po kilku tygodniach to się udało.

– Tata wraz z grupą kilkunastu ukraińskich żołnierzy miał być wymieniony za sławną snajperkę separatystów Olgę Kaługinę. Być może będzie musiał ponownie pojechać na front, ale na razie jest w domu – mówi Leonid. Tata Igora, milicjant, kartę mobilizacyjną otrzymał latem ubiegłego roku. Nie spodziewał się powołania do wojska, bo myślał, że wezmą raczej młodszych, ale gdy przyszło powołanie, nie wymigiwał się, tylko poszedł na front. Służył na posterunkach na drogach w rejonie Ługańska. Po powrocie do domu wspominał, że najtrudniejsze były trwające przez wiele nocy ostrzały ich pozycji. Z powodu braku snu wszyscy byli ledwo żywi. Obaj chłopcy znają mnóstwo szczegółów na temat przebiegu służby swoich rodziców. Widać, że jest to temat często poruszany w ich domach. Bali się, kiedy ojcowie wyruszali na front, ale teraz są z nich dumni. Nie mają złudzeń co do dalszego scenariusza wydarzeń.

– Może wasi ojcowie nie będą musieli już wojować – pytam, mając na uwadze porozumienie z Mińska. – Nikt w to nie wierzy. Jeśli sami sobie nie pomożemy, nikt nam nie pomoże – mówi najstarszy z grupy Igor (15 lat). Dodaje, że kiedy dorośnie, będzie jak ojciec żołnierzem. W grupie są także bracia Taras i Bohdan. Ich ojciec był dyrektorem szkoły sportowej.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama