Oczyszczeniu, wypędzeniu zła i nieszczęść, odrodzeniu przed wiosną ma służyć tzw. wodzenie "bera", czyli niedźwiedzia, w barwnym korowodzie po wsi. To jeden z zapustnych zwyczajów końca karnawału praktykowany w wielu miejscowościach woj. opolskiego i śląskiego.
W sobotę wodzenie niedźwiedzia odbywało się w kilku podopolskich miejscowościach - m.in. Suchym Borze, Chrząstowicach, Dębskiej Kuźni czy Raszowej. W ostatniej z nich zabawa rozpoczęła się w sobotę wczesnym rankiem od ubierania dwóch mężczyzn w stroje niedźwiedzia zrobione z uwitych z żytniej słomy warkoczy. To - jak mówili PAP obecni przy strojeniu postaci etnografowie - najbardziej tradycyjny strój "bera", coraz rzadziej spotykany. Często bowiem niedźwiedzie ubrane są w strój zrobiony z materiału imitującego futro.
Sołtys Raszowej Andrzej Mateja relacjonował PAP, że plecenie warkoczy trwało blisko dwa tygodnie. Zszywano je w sobotę na mężczyznach odgrywających niedźwiedzie specjalnym sznurkiem przez ok. dwie godziny.
W barwnym korowodzie, który do późnego popołudnia będzie chodził w sobotę po Raszowej, prócz dużego niedźwiedzia był też mniejszy. Większy, zgodnie z tradycją, zostanie symbolicznie zastrzelony wieczorem przez myśliwego; mniejszy ma przetrwać - by przetrwała też tradycja. Starego niedźwiedzia prowadził poganiacz, a towarzyszyli mu np. para młoda, lekarz, pielęgniarka, policjant, ksiądz, śmierć, diabeł czy cyganki. "W sumie w tym roku w wodzeniu bierze udział 26 osób. Chętnych było jeszcze więcej, bo ludzie garną się do tej tradycji" - opowiadał PAP Mateja.
Przebierańcy, którym towarzyszy zespół muzyczny, odwiedzą każde domostwo w Raszowej. A obowiązkiem każdej gospodyni z odwiedzanych domów będzie zatańczyć z niedźwiedziem. "Zatańczyć koniecznie trzeba, żeby powodzenie nie opuszczało tego domu przez cały rok. Gospodyni musi też skubnąć niedźwiedziowi trochę słomy z kubraka i zanieść ją dla kur albo na pola, żeby zapewnić urodzaj" - opowiadał Mateja.
Uczestnicy korowodu zbierają też od odwiedzanych fanty: drobne pieniądze, alkohol, którym są też czasem częstowani, słodycze czy jajka. Impreza kończy się rokrocznie zabawą dla dzieci, symbolicznym ubiciem niedźwiedzia, a potem imprezą do rana dla dorosłych.
Bogdan Jasiński z Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu, który obserwował sobotnie wodzenie w Raszowej, wyjaśniał w rozmowie z PAP, że zwyczaj ten ma - według podań - służyć wypędzeniu zła, oczyszczać i pobudzać do życia. Tłumaczył, że tytułowego "bera" obarcza się w trakcie zabawy wszystkimi możliwymi przewinami i złymi wydarzeniami, które w ciągu poprzedniego roku miały miejsce. Np. suszą, wichurą, brakiem urodzaju, chorobami. "Dla przykładu, po tym jak w 1997 Opolszczyznę dotknęła powódź, w 1998 roku motywem przewodnim wodzenia była właśnie wielka woda, za której przyjście obwiniono niedźwiedzia" - mówił PAP Jasiński.
Dlatego właśnie na koniec "bera" trzeba ukarać i ustrzelić. Zazwyczaj robi to leśniczy. W niektórych miejscowościach rzeźnik ma natomiast upuścić "berowi" krew w postaci wina. "Tym winem potem powinno się obdarować całą społeczność. W niektórych miejscowościach takie wino się sprzedaje" - opowiadał Jasiński.
Kierownik Działu Kultury Materialnej i Folkloru Muzeum Wsi Opolskiej Elżbieta Oficjalska podała, że wodzenie niedźwiedzia to zwyczaj praktykowany na terenach historycznego Górnego Śląska, czyli w woj. opolskim i śląskim, głównie przez ludność rodzimą. Dodała, że grupy zapustne, które chodzą w okresie karnawału, spotykane są wprawdzie nie tylko na Śląsku, ale też w innych regionach kraju, np. na Kujawach, gdzie pojawia się w nich także niedźwiedź - słomiany albo ubrany w futerko. "Ale tam wcale nie jest on najważniejszą postacią. U nas to postać wokół której toczy się obrzęd" - mówiła PAP Oficjalska.
Zaznaczyła też, że wodzenie "bera" to jeden z najpowszechniej i najchętniej praktykowanych zwyczajów, do którego wciąż garną się młodzi mieszkańcy Śląska i Opolszczyzny. Przyznała, że trudno dokładnie określić, od kiedy jest praktykowany. "Na pewno istniał już w XIX wieku, i to w pełnym rozkwicie. Ale jest z pewnością starszy i sięga dużo dalszych czasów" - mówiła.
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...
Odkrywanie wieczności przez autora głośnych wywiadów z Benedyktem XVI.
Ma przynieść ludziom pocieszenie, poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.