Film pełen miłości

Co odpowiedzieć śmiertelnie chorej córce, która zwierza się matce, że chce umrzeć, by pójść do nieba i do Jezusa, bo tam nie ma bólu?

Annabel, mała bohaterka filmu, jest nieuleczalnie chora. Jej życie od chwili nagłego ataku choroby stało się pasmem nieustannego cierpienia. Tylko cud może ją uratować. Matka, słuchając córki, nie wie, jak zareagować. Czuje się całkowicie bezradna. Zadaje sobie pytania, dlaczego cierpienie dotknęło właśnie jej rodzinę – żyjącą wiarą i oddaną Bogu. Dlaczego niewinne dziecko musi tak cierpieć, by prosić Boga o śmierć. Nie znajduje odpowiedzi.

Zdobyły serca widzów

„Cuda z nieba” Patricii Riggen to kolejny film o cudownych wydarzeniach spisanych przez osoby, które ich doświadczyły. Takie obrazy powstają według określonego schematu. Najpierw ukazuje się książka, czyli wspomnienia napisane z pomocą profesjonalnego publicysty. Jeżeli zyskuje popularność i staje się bestsellerem, powstaje film.

Również „Cuda z nieba” są tego przykładem, jednak pod pewnym względem wyjątkowym, bo nie zdarzyło się jeszcze, by do zdjęć przystąpiono tak szybko po publikacji książki.

Wcześniej na polskich ekranach gościł film Randalla Wallacha „Niebo istnieje... naprawdę”, którego scenariusz oparto na wydanym w 2010 roku bestsellerze Lynna Vincenta i Todda Burpo. Była to opowieść o ciężko chorym czterolatku Coltonie Burpo. Chłopiec wierzył, że przez chwilę znalazł się w niebie. Vincentowi, znanemu amerykańskiemu dziennikarzowi i pisarzowi, historię opowiedział jego ojciec. Zrealizowany ciężką ręką film ocierał się o kicz. Dotyczyło to szczególnie obrazu nieba, być może dlatego, że został on skrojony na miarę wyobrażeń czteroletniego dziecka.

„Niebo istnieje... naprawdę” czy „Cuda z nieba” to tylko dwa przykłady filmów o tematyce chrześcijańskiej, które zdobyły serca widzów i stały się hitami filmowymi. Wcześniej była „Próba ogniowa” i „War Room” Alexa Kendricka, „Listy do Boga” Davida Nixona, „Bóg nie umarł” Harolda Cronka i wiele innych. Są to rozgrywające się współcześnie zróżnicowane tematycznie kameralne dramaty, których autorami są najczęściej twórcy wywodzący się z kręgu chrześcijan ewangelikalnych. Można powiedzieć, że protestanckie wytwórnie zdominowały filmowy rynek. Twórcy tych obrazów chcą dostarczyć widzom wartościowej rozrywki o chrześcijańskim przesłaniu. Poczesne miejsce zajmują wśród nich ekranizacje oparte na wątkach zaczerpniętych ze Starego i Nowego Testamentu. Sukcesy komercyjne niskonakładowych produkcji sprawiły, że zainteresowały się nimi również największe studia produkcyjne i firmy dystrybucyjne, które do filmów o podobnej tematyce podchodziły z oporami. Teraz nie tylko je współfinansują, ale też rozpowszechniają w największych sieciach kinowych w USA.

Chrześcijańska propaganda

Po obejrzeniu wielu zrealizowanych ostatnio filmów z wyraźnie eksponowanymi wątkami chrześcijańskimi nasuwa się jednak refleksja, że większość z nich od strony artystycznej nie budzi zachwytu. Często ich scenariusze są słabe, wiele zastrzeżeń można mieć do poziomu obsady aktorskiej. Ale spełniają one ważną rolę popularyzatorską, prezentują chrześcijańskie przesłanie i umacniają wiarę widza. Nie mam wątpliwości, że skierowane są przede wszystkim do odbiorcy już przekonanego. Mainstreamowe media nie zostawiają na tych produkcjach suchej nitki, niezależnie od ich artystycznej wartości. Ich zdaniem to wszystko kicze. Kiedy natomiast w kinach pojawi się produkcja bardziej ambitna, jak właśnie „Cuda z nieba” Patricii Riggen, doczeka się komentarza w rodzaju: „Da się obejrzeć, chociaż to chrześcijańska propaganda”. Dlaczego? Bo chrześcijańskie przesłanie, zdaniem liberalnych krytyków, obniża wartość filmu. Natomiast obrazy, których twórcy ostro rozprawiają się z religią, zasadami wiary czy opowiadają się za totalną tolerancją w sferze obyczajowej, to już nie propaganda. Najmarniejszy z nich od razu zyskuje uwagę.

Współczesna literatura faktu na temat „życia po życiu” czy cudów, które później stają się podstawą filmowych scenariuszy, jest wyjątkowo obfita. Nie można nie zauważyć, że i tu zdarzają się nadużycia czy, nazwijmy to po prostu, oszustwa. Najgłośniejszym z nich jest historia książki „Chłopiec, który wrócił z nieba”. Jej bohaterem był Alex Malarkey, sprzedała się w ponadmilionowym nakładzie, a Stowarzyszenie Wydawnictw Chrześcijan Ewangelikalnych wyróżniło ją swoją nagrodą. Alex miał 6 lat, kiedy w wypadku samochodowym doznał ciężkich obrażeń. Zapadł w śpiączkę i został sparaliżowany. Po przebudzeniu dokładnie opowiedział szczegóły wypadku i akcję ratunkową, chociaż był wówczas nieprzytomny. W książce, napisanej wraz z ojcem, zdał relację z niezwykłych wydarzeń, jakich doświadczył w czasie, kiedy leżał w szpitalu. Słyszał niebiańską muzykę, a aniołowie przeprowadzili go przez bramy nieba, gdzie spotkał Jezusa. W 2010 roku na podstawie książki jedna ze stacji telewizyjnych zrealizowała film dokumentalny. W 2015 roku Alex publicznie oświadczył, że zmyślił całą historię, bo chciał zwrócić na siebie uwagę. Wydawnictwo Tyndale House zrezygnowało z dalszych dodruków, a chrześcijańskie księgarnie wycofały ją ze swoich półek. Na szczęście podobne afery zdarzają się rzadko.

„Cuda z nieba” weszły na nasze ekrany bez większej promocji. Szkoda, bo wyróżniają się wysokim poziomem realizacji. Są filmem dla każdego widza niezależnie od jego światopoglądu. „Cuda z nieba” powstały na podstawie best- sellerowej książki Christy Beam, której córka nagle poważnie zapadła na zdrowiu. Choroba była nieuleczalna i przysparzała dziecku nieustannych cierpień.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg