Zmasowane uderzenie

MYWASWYNAS to dowód na to, że Luxtorpeda jest coraz szybciej rozpędzającym się pociągiem, który już dawno opuścił scenę undergroundową i wyjechał na szerokie przestrzenie mainstreamu. Eksploruje je coraz chętniej i coraz skuteczniej.

Pierwszy raz byłem na ich koncercie w 2011 r. Do klubu przyszło około 30 osób, zaciekawionych tym, co nowego zaproponuje im pierwsza gitara polskiej sceny metalowej. Większość po cichu liczyła na to, że Litza zagra choćby fragment jakiegoś utworu Acid Drinkers, a wspomnienia o legendarnym już składzie tzw. Kwaso­żłopów znowu odżyją. Na prośbę publiczności wykonali „Slow and Stoned”, zagrali także cały materiał ze swojej debiutanckiej płyty. W dużym klubie pogo rozkręciło wtedy zaledwie kilkunastu najbardziej rozentuzjazmowanych fanów. Muzycy musieli zastanawiać się nad tym, czy Luxtorpeda zyska kiedyś popularność choćby w niewielkim stopniu dorównującą Acidom. Tym bardziej że w przerwach pomiędzy utworami Litza uparcie opowiadał o swoim nawróceniu, a z uwagą słuchali go nieliczni.

Wiele wydarzyło się od tamtego czasu. Zespół dwukrotnie wystąpił na Przystanku Woodstock, nagrał cztery płyty, ale przede wszystkim zyskał wierną i stale powiększającą się grupę odbiorców. Można mówić wręcz o modzie na Luxtorpedę, która szybko znalazła wspólny język z młodzieżą, wbrew obiegowym opiniom niemyślącą tylko o tym, żeby się dobrze zabawić. Walka o wolność, wiarę, miłość i patriotyzm nieustannie pobrzmiewa w tekstach Litzy i Hansa. Muzycy serwują swoim słuchaczom zestaw uniwersalnych wartości, które trudno odrzucić. Co jest ich spoiwem? Duch buntu, którego tak bardzo potrzebuje każdy młody człowiek. Majstersztykiem jest uczynienie z niego oręża w walce z ogłupiającą nas współczesną cywilizacją. W tym panowie z Luxtorpedy są wręcz specjalistami.

Na nowej, mocnej, momentami wręcz speedmetalowej płycie Litza i spółka poruszają tematy z poprzednich albumów: uzależnienie od internetu („Zerwali sieć”), kult pieniądza („Mazanic”), rodziny, w których nie ma miłości („Dziury po ospie”, „Iglo”). Muzycznie dominuje ciężkie granie, ale np. w „Siódmym” muzycy sięgają po stylistykę amerykańskiego, lekkiego punk rocka spod znaku Green Day. Nieco zawodzi „Silnalina”, która wydaje się ukłonem w stronę „radiowego” odbiorcy – inspiracje nu metalem nie wychodzą zespołowi na dobre. Najważniejszy jest jednak przekaz, który pozostaje ostry jak brzytwa, ale podaje się go słuchaczowi w nieco innym, mniej „obdartym” opakowaniu.

Niezmiennie pozostaję miłośnikiem pierwszego albumu, którego surowość świetnie koresponduje z konkretnymi, wykrzykiwanymi z prędkością światła punkowymi tekstami. To chyba dobrze, że zespół nieco się skomercjalizował i dociera ze swoim przesłaniem do większej rzeszy odbiorców. Czasami jednak smutno, że już nigdy nie będzie okazji uczestniczyć w takim koncercie jak ten w 2011 r. Teraz każdego występu Luxów wysłuchują setki, a nawet tysiące osób. Zespół płynie w głównym nurcie, ale co istotne – nadal pod prąd.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg