Marzenia i mrzonki

W filmie Damiena Chazelle’a realizacja marzeń staje się nadrzędnym celem życia bohaterów. Reszta się nie liczy.

Brawurowe, długie ujęcia na autostradzie Los Angeles, kiedy pasażerowie wychodzą z tkwiących w korku samochodów i tańczą w rytm piosenki „Another Day of Sun” rozpoczynają film „La La Land”. To radosne i żywiołowe otwarcie wydaje się zapowiadać, że „kolejny słoneczny dzień” przyniesie spełnienie ich marzeń w mieście, które jak światło ćmę przyciąga młodych ludzi marzących o sukcesie. W miarę rozwoju akcji zdajemy sobie sprawę, że w tej piosence pobrzmiewa nuta goryczy, bo marzenia dla wielu mogą okazać się tylko mrzonką.

Film Damiena Chazelle’a, który zadebiutował nagrodzonym Oscarem „Whiplashem”, jest hołdem złożonym klasycznym filmowym musicalom, zarówno hollywoodzkim, jak i francuskim. Widz, który lubi musicale, z pewnością odnajdzie w „La La Land” nawiązania do twórczości Jacques’a Demy, twórcy „Parasolek z Cherbourga”. Jednak „La La Land” nie powiela dawnych schematów. Uwspółcześnia je, zarówno od strony formy, jak i treści. To kolorowe, pełne znakomitej muzyki i z doskonale napisanym scenariuszem widowisko.

Dwoje bohaterów filmu, Mia i Sebastian, po raz pierwszy spotyka się właśnie na autostradzie. Mia marzy, by zostać aktorką, chodzi na wszelkie możliwe castingi, na razie pracuje jako kelnerka w bistro. Do Los Angeles przyjechała sześć lat temu, ale do tej pory nie udało jej się otrzymać żadnej roli. Sebastian jest pianistą, fascynuje się jazzem tradycyjnym, z którym chce związać swoją przyszłość. Marzy o otwarciu własnego lokalu. Na razie gra „do kotleta” w różnych restauracjach, a jego muzyczne fascynacje nie spotykają się z uznaniem ich szefów. Z czasem Mia i Sebastian zostają parą, pomagają sobie, ale problemy zaczynają się, kiedy jedno z nich staje u progu sukcesu.

Czy to, co ich łączy, to naprawdę miłość? Reżyser sugeruje, że tak. W widzu rodzą się jednak wątpliwości. Oboje nie myślą o małżeństwie, bo nadrzędnym celem ich działania staje się realizacja marzenia o sukcesie. Miłość i małżeństwo niesie ze sobą odpowiedzialność, której się boją. Tu okazuje się, że marzenia są najważniejsze, a reszta się nie liczy. W pewnym momencie Chazelle’a chyba również dopadła refleksja, że poszedł za daleko, i wplótł w fabułę filmu alternatywną wersję wydarzeń.

Edward Kabiesz

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.