Rockowi dziadkowie

„Dobrze być dziadkiem” – śpiewał kiedyś Kazik Staszewski. Z okazji Dnia Dziadka postanowiliśmy zatem zapytać muzyków rockowych, jak odnajdują się w tej roli. Czy zgadzają się ze słowami piosenki, że „obowiązki u rodziców, a przyjemności dane dziadkowi są”?

Kiedy widzimy ich na scenie, wydają się raczej wiecznymi chłopcami niż statecznymi panami, dlatego trudno ich wyobrazić sobie w roli dziadków. Czy jednak zawód, który uprawiają, sprawia, że faktycznie są dziadkami innymi niż pozostali? Czy fakt, że weszli w tę rolę, coś w nich zmienił, coś im uświadomił? I czy zgadzają się ze słowami piosenki, że „obowiązki u rodziców, a przyjemności dane dziadkowi są”? Zapytaliśmy o to trzech muzyków, którzy nie założyli ciepłych kapci jak wielu ich rówieśników, ale nadal przyciągają na koncerty kolejne pokolenia fanów. 

Przedłużone ojcostwo

Krzysztof Cugowski (Budka Suflera, Cugowscy) dziadek 9-letniej Weroniki i 7-letniego Piotrusia

Kiedy zostałem dziadkiem, zacząłem sobie zdawać sprawę z mijającego czasu i z wieku, w jakim jestem. Wcześniej człowiek może mieć jeszcze złudzenia, że jest młody i upływ czasu go nie dotyczy. Wnuki powodują, że ta rzeczywistość do nas dociera. I bardzo dobrze.

Ze względu na swoje zajęcie nie byłem, niestety, książkowym ojcem, bo nigdy nie było mnie w domu, więc mam tu niewątpliwie zaległości. Z podobnych względów nie zajmuję się wnukami w takim stopniu, w jakim by wypadało. W ogóle rodzinne relacje dotyka wiele stereotypów, a życie układa różne scenariusze. Nie ma dwóch identycznych sytuacji, więc jakiś środek uniwersalny tutaj nie istnieje. Dobrze by było, oczywiście, być dostojnym emerytem i mieć dużo czasu, ale w moim przypadku tak nie jest. Natomiast przez ostatnie trzy lata jeżdżę w trasy razem z ojcami moich wnuków, tak że jestem chyba bardziej usprawiedliwiony niż poprzednio. Myślę, że fakt pojawiania się na scenie czy w mediach ma jakieś tam znaczenie dla moich wnuków. Wnuczek jest synem mojego średniego syna Piotra, frontmana zespołu Bracia, więc gdy występujemy razem, to siłą rzeczy wnuki widzą, że dziadek śpiewa razem z ojcami. Oczywiście, w miarę możliwości czasowych, spotykamy się i bardzo to sobie cenię. Mój wnuczek jest wielkim fanem motoryzacji, podobnie zresztą jak jego ojciec i ja. Wielokrotnie zaskoczył mnie wiadomościami na ten temat.

Mówi się, że mieć wnuki to coś innego niż mieć dzieci. Mnie się tak nie wydaje. Nie widzę wielkiej różnicy pomiędzy byciem ojcem a byciem dziadkiem. To jest rzecz podobna. Wnuki są trochę takim przedłużeniem ojcostwa, a dla starszej osoby – przedłużeniem młodości. Zarówno w ojcostwie, jak i w byciu dziadkiem powinno się mieć, obok obowiązków, przyjemność z obcowania z dzieckiem czy wnukiem. Pod tym względem też nie rozdzielałbym tych funkcji. Najważniejsze, żeby to wykonywać w sposób właściwy i żeby dziecko odczuwało naszą obecność.

Życiowy bonus

Dariusz „Maleo” Malejonek (Maleo Reggae Rockers, Houk, 2Tm2,3) dziadek 3-letniego Jasia i niespełna rocznej Anielki

Bycie dziadkiem to kolejna życiowa rola, bo przecież nadal czuję się ojcem i – przede wszystkim – mężem. To taka dodatkowa funkcja, która uzdalnia nas jeszcze bardziej do przeżywania miłości. Tak jakby ten krąg miłości się poszerzył i mamy do czynienia z jeszcze inną jej formą, innym kompletnie stanem. Wszyscy, którzy mają to doświadczenie, mówią, że nie ma już takiej odpowiedzialności, jaka spoczywa na rodzicach, natomiast jest niesamowita więź uczuciowa. W moim przypadku są to jeszcze małe dzieci, ale są już relacje, które trudno wyrazić słowami. To jest taki bonus, rodzaj nagrody, która przychodzi w życiu. Powrót do dziecięcości w formie czystej.

Gramy razem w różne gry. W tym momencie na topie jest zabawa ciastoliną – robimy razem gofry i wyciskamy lody. (śmiech) Wnuk lubi słuchać muzyki, ogląda mnie na teledyskach, na koncertach, i cieszy się: „O, dziadek śpiewa!”. To jest bardzo miłe. Na pewno praca na scenie, bywanie z ludźmi młodymi, wpływa na to, że człowiek czuje się młodziej. Ciężko te kapcie założyć, bo nie ma na to czasu. Występowanie na scenie daje niesamowitą siłę, motywację i radość. Być może dla kogoś, kto patrzy z boku, jestem przez to trochę niestandardowym dziadkiem, który na dziadka nie wygląda. Ale dla mnie jest to normalne.

Czysta przyjemność

Sławomir Łosowski (Kombi) dziadek 17-letniej Marii, 15-letniej Weroniki, 14-letniej Teresy, 12-letnich: Wojciecha i Katarzyny, 11-letniej Anny, 8-letnich Zofii i Józefa, 6-letniego Piotra, 4-letniej Anieli, 3-letniego Stanisława oraz Pawła i Jakuba – narodzonych w zeszłym roku.

Dziadkiem zostałem siedemnaście lat temu (mając 50 lat), gdy urodziła się pierwsza wnuczka Maria. Cieszyłem się bardzo z jej narodzin. Potem rodziły się kolejne wnuczęta. Nie wiem, czy coś się we mnie wtedy zmieniło. Sam nie zauważyłem żadnych zmian i nie poczułem się starzej. Może dlatego, że w latach, gdy rodziły się pierwsze wnuczki, byłem bardzo zajęty, miałem wiele obowiązków i nie miałem czasu na rozmyślania. Dzisiaj pracuję nadal bardzo intensywnie i na razie nie czuję się starszy, niż byłem dziesięć czy dwadzieścia lat temu.

Nie sądzę, aby mój zawód miał dla wnucząt jakieś znaczenie. Z pewnością jestem niestandardowym dziadkiem, ale akurat nie z tego powodu, że jestem muzykiem. Po prostu na wiele sfer życia patrzę nieco inaczej niż większość ludzi. Na pewno nie czuję się dziadkiem, którego stereotyp ukształtowany jest przez literaturę i tradycję. Nie stoi to w sprzeczności z wartością, którą dla mnie są rodziny wielopokoleniowe. Nasze spotkania rodzinne to zwykle rozmowa wszystkich ze wszystkimi. Przy tak licznej załodze nie ma za wiele czasu na działania w podgrupach. Od starszych dowiaduję się o ich osiągnięciach w dziedzinach, którym poświęcają swój czas – od sportu przez literaturę, plastykę, do muzyki. Najmłodsze skupiają się na konsumpcji produktów z dużą zawartością kakao i cukru.

Nie próbuję stawiać obok siebie bycia ojcem i bycia dziadkiem. To jest zupełnie inna bajka. Ojcostwo to poważne i fundamentalne zadanie dla mężczyzny. A dziadkom i babciom nie przypisywałbym żadnych ról, poza przyjemnościami. Im dziadek lub babcia są dalej od obowiązków przynależnych rodzicom, tym lepiej.

Kiedy widzimy ich na scenie, wydają się raczej wiecznymi chłopcami niż statecznymi panami, dlatego trudno ich wyobrazić sobie w roli dziadków. Czy jednak zawód, który uprawiają, sprawia, że faktycznie są dziadkami innymi niż pozostali? Czy fakt, że weszli w tę rolę, coś w nich zmienił, coś im uświadomił? I czy zgadzają się ze słowami piosenki, że „obowiązki u rodziców, a przyjemności dane dziadkowi są”? Zapytaliśmy o to trzech muzyków, którzy nie założyli ciepłych kapci jak wielu ich rówieśników, ale nadal przyciągają na koncerty kolejne pokolenia fanów. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.