Kocha, lubi, szanuje…

O byciu staromodnym we współczesnym świecie, kręceniu filmu „Old fashioned”, miłości i Bogu mówi reżyser Rik Swartzwelder.

Małgorzata Gajos: Czy jesteś staromodny?

Rik Swartzwelder: (śmiech) Ja jestem dziwnym połączeniem starego i nowego. Wierzę w „bycie rycerzem”. Według mnie może nim być zarówno mężczyzna, jak i kobieta. Dla mnie to przede wszystkim okazywanie sobie wzajemnego szacunku i postrzeganie drugiej osoby jako bardziej wartościowej od samego siebie. To wzajemne chronienie się, pragnienie tego, co najlepsze, dla siebie nawzajem. Jestem podejrzliwy wobec tzw. ducha czasu i wszystkiego, co jest zbyt nowe, modne czy popularne. Uważam, że istnieją tradycje i praktyki, które sprawdziły się na przestrzeni wieków. Przeszłość nie była idealna, ale nie wszystko też było złe. Zbyt często odrzucamy lub ignorujemy nauki naszych przodków i robimy to na własne ryzyko.

Dlaczego zdecydowałeś się nakręcić ten film?

Po raz pierwszy wpadłem na ten pomysł jakąś dekadę temu. Spędzałem wtedy większość czasu z grupą singli, ludźmi wierzącymi, którzy naprawdę kochali kino. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, że nikt z nas nigdy nie widział filmu romantycznego lub komedii, która poważnie traktowałaby temat Boga, czystości i podobnych wartości. Tak naprawdę to wszystko zaczęło się właśnie wtedy.

Historia przedstawiona w filmie jest prawdziwa?

To fikcja, ale wiele czerpie z prawdziwego życia...

Czy była jeszcze jakaś inspiracja?

Taka mała. Usłyszałem w radiu stary wywiad o tym, jak Billy Graham obiecał, że nigdy nie będzie sam na sam z żadną kobietą, która nie jest jego żoną. Kiedy pierwszy raz to usłyszałem, sprawa wydała mi się zupełnie ekstremalna i trochę śmieszna... Ale potem zacząłem myśleć, że to może być świetny punkt wyjścia dla postaci. Postać Claya Walsha zrodziła się z tego pomysłu. Szczerze mówiąc, w miarę upływu lat w decyzji Billy’ego Grahama widzę wiele mądrości, jakkolwiek była ona ekstremalna i nadal jest.

Czyli nie wymyśliłeś tych teorii o niecałowaniu się przed ślubem?

(śmiech) Zdecydowanie ich nie wymyśliłem. Zainspirowała mnie opowieść. W tym przypadku była to para, która nie całowała się aż do ślubu. Ja dorastałem w zupełnie innej atmosferze. Przeżyłem swoje życie dokładnie odwrotnie. Zobaczyłem wiele samotności i bólu, które może sprawić życie beztroskie i takie, w którym nie ma żadnych granic.

Poznałeś ludzi, którzy realizują w życiu zasadę Billy’ego Grahama?

Tak, w różnym stopniu. Ja sam, choć nie jestem tak silny i nieugięty jak Clay, starałem się realizować wiele z tych ideałów także w moim życiu. Co więcej, po premierze filmu dowiedziałem się, że jest wielu ludzi na całym świecie, którzy starają się zrealizować ideę mówiącą, że miłość może być czymś świętym. Nie musimy dążyć do uprzedmiotowienia drugiej osoby i wykorzystywania siebie nawzajem... Jest coś lepszego.

Napisałeś scenariusz, wyreżyserowałeś film i zagrałeś w nim główną rolę. Nie było trudno być trzema osobami naraz? Nie chciałeś się podzielić z innymi?

(śmiech) Bez wątpienia miałem całkiem sporo na głowie i nie jest to coś, co planuję powtarzać. To była wyjątkowa sytuacja. Postać Claya została luźno oparta na moim doświadczeniu duchowego nawrócenia, więc producenci pomyśleli, że może to być dobre dopasowanie. Nie chciałem grać od początku, najpierw zaoferowaliśmy rolę Claya innemu aktorowi, ale został obsadzony w innym filmie. Nie zgodziliśmy się na pozostałe opcje, zatem... koniec końców musiałem zagrać główną rolę. Szczerze mówiąc, było to o wiele trudniejsze, niż sobie wyobrażałem… Musisz skupiać się na wielu różnych rzeczach jednocześnie. Udało się tylko dlatego, że przygotowywaliśmy się przez około 7 miesięcy i wszystko zostało szczegółowo zaplanowane. Jestem bardzo wdzięczny, że byłem otoczony tak utalentowanym zespołem... To miało bardzo duże znaczenie.

Kiedy odkryłeś, że chcesz kręcić filmy?

Zacząłem robić krótkie filmy w szkole podstawowej, po odkryciu starej kamery filmowej o średnicy 8 mm w szafie mojej babci. Filmy kochałem już wtedy, a opowiadanie historii było czymś naturalnym… Ale dorastając w Ohio, naprawdę nie widziałem tego jako realnej opcji kariery. Dopiero kilka lat później, gdy zacząłem uczęszczać do szkoły filmowej i sprzedałem swój pierwszy scenariusz, ten pomysł naprawdę we mnie się zadomowił.

Jak wybierałeś piosenki? „Old fashioned” Adama Davidsona jest jak krótkie podsumowanie filmu.

Jestem wielkim fanem muzyki indie i szukanie piosenek do filmu było jednym z moich ulubionych zajęć w trakcie tej całej podróży. Wraz z naszym opiekunem muzycznym przez kilka miesięcy przesłuchaliśmy mnóstwo utworów. Nie mieliśmy dużo pieniędzy, aby kupić jakieś wielkie hity, więc musieliśmy dużo szukać. Na szczęście istnieje wiele nieodkrytych i niesamowitych talentów. Cieszę się, że mogliśmy wydać ścieżkę dźwiękową i udostępnić pełne wersje piosenek niektórych znakomitych artystów, którzy użyczyli swoich dzieł do naszego filmu. Dodatkowy utwór Adama na ścieżce dźwiękowej był nagraniem, które zrobił dla nas po obejrzeniu całości. Nie byliśmy w stanie znaleźć odpowiedniego miejsca w filmie, ale bardzo nam się podoba i pomyśleliśmy, że warto dodać go do ścieżki dźwiękowej.

Zamierzasz nakręcić drugą część „Old fashioned”? A może planujesz jakiś nowy film o Bogu i miłości?

Często słyszę to pytanie… Nie widzę w przyszłości sequela, ale jesteśmy w trakcie odkrywania nowych historii o Bogu i miłości, którymi jestem zainteresowany. Zobaczymy, co się wydarzy... Bądźcie czujni!

Masz przepis na bycie staromodnym?

Wszyscy jesteśmy tak różni, więc to jest jak z jedzeniem. Ten przepis to trochę kwestia smaku. Kluczowe są składniki, sądzę, że powinny obejmować pomoc Boga, wspólnotę, odpowiedzialność, wzajemny szacunek, uczciwość, zdrowe granice, a przede wszystkim łaskę i miłosierdzie.

Co doradziłbyś młodym ludziom, którzy poszukują miłości?

Jestem tylko filmowcem, a nie ekspertem od relacji, więc takie pytania mnie denerwują! Tyle presji! (śmiech) Przede wszystkim niech Bóg będzie w waszym życiu na pierwszym miejscu. Musisz wiedzieć, kim jesteś, jaki jest twój własny standard. Żadna inna osoba nie może całkowicie zaspokoić twoich potrzeb. Żadna inna osoba nie może ani nie powinna być Bogiem w twoim życiu. Osoba, która naprawdę cię kocha, będzie szanować twoje standardy i trwać w nich wraz z tobą.

Jak Twoim zdaniem ludzie mogą zbudować relacje z innymi i z Bogiem?

Wow, to dopiero szeroki temat! Zbyt szeroki, by dać prostą odpowiedź. Czytajcie i rozważajcie Pismo Święte, przebywajcie z tymi, którzy traktują Boga poważnie (i z radością), nigdy nie mylcie „swojej prawdy” z „Prawdą”. Wylogowujcie się częściej z popkultury i mediów społecznościowych. Zachowujcie spokój, zróbcie miejsce w swoim sercu i życiu dla Boga. Koniec dnia jest dla mnie momentem, który zaczynam od przebaczenia... Bóg ofiaruje nam ten dar i dzięki Bożej łasce jesteśmy w stanie ofiarować go sobie nawzajem. Jak mówi ciocia Zella w naszym filmie: „Jesteś kochany, jesteś tak bardzo kochany... Och, moje dziecko, jesteś”. Im więcej o tym wiemy, tym bardziej zmienia nas to na lepsze... I tym samym nie możemy zrobić nic więcej, jak być bliżej Boga i siebie nawzajem. 

Film „Old fashioned” jest dostępny na DVD w polskiej wersji językowej na stronie dobrefilmy24.pl

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.