Na śmierć i życie

Chorał gregoriański i gitarowy łomot toczą nieustanny bój o twoją duszę.

Janusz Nowak jest poetą, rocznik 1954. Wieloletni nauczyciel polskiego w raciborskim „Kasprowiczu”, wykładowca. Jego wiersz „Biedny polski katolik czyta Życie Keitha Richardsa” wprawił mnie w zachwyt i nimi – wierszem i zachwytem – się dzielę.

Parę dopowiedzeń. Tytuł nawiązuje do wiersza Miłosza „Biedny chrześcijanin patrzy na getto”. Keith Richards – współzałożyciel i gitarzysta zespołu The Rolling Stones, rocznik 1943. „Życie” to jego autobiografia (narkotyki, alkohol, seks, pieniądze, zawiść – 500-stronicowy przepis na to, jak uczynić piekło ze swojego życia). Łaciński werset to fragment tzw. ministrantury z przedsoborowej liturgii – „I przystąpię do ołtarza Bożego, do Boga, który rozwesela młodość moją”. Angielski werset to tytuły przebojów The Rolling Stones z lat 60. Agon – wywodzący się od Greków rodzaj sporu i walki, której celem jest wykazanie wyższości nad przeciwnikiem i pokonanie go. Stąd też pochodzi słowo „agonia”...

I wiersz:

miałeś dziesięć lat gdy po raz pierwszy klęknąłeś radosny w komeżce u stopni ołtarza Et introibo ad altare Dei, ad Deum qui laetificat iuventutem meam powiedziałeś ze świętym drżeniem w głosie miałeś dziesięć lat kiedy usłyszałeś Itʼs All Over Now i The Last Time wiedziałem że przez całe życie blues bigbit rock będą trzymać rytm twojego serca chorał gregoriański i gitarowy łomot toczą nieustanny bój o twoją duszę święty Augustyn i Keith Richards zwarli się w nieprzerwanym agonie wiesz że dopóki wędrujesz po niskiej ziemi od wojennego zgiełku nie uwolnisz swego wnętrza będziesz miotany do śmierci

Dawno nie czytałem tekstu, który by tak zwięźle i celnie nazwał duchowe pęknięcie/dramat/agon pokolenia mojego i wszystkich młodszych (bo już nie pokolenia naszych rodziców, których walki były/są innej natury i chyba jednak skali). Nowak, młodszy o rok ode mnie, w tym samym czasie został ministrantem i dorastał na tych samych rockowych kawałkach... Ba, pochodząc z Wodzisławia, a żyjąc w Raciborzu, wielokrotnie przejeżdża(ł) przez Pszów, prawie ocierając się o bazylikę i mój rodzinny dom. Ta wspólnota historyczno-geograficzna sięga więc głęboko, ale wiem, że odnajdują się w tym problemie („będziesz miotany do śmierci”) tysiące czytelników GN...

Jest ciepły wrzesień 1968 roku. Sobotni wieczór, wigilia tzw. Wielkiego Odpustu w mojej maryjnej parafii. Mam 15 lat, zaczynam naukę w liceum, myślę o zostaniu księdzem. Właśnie wychodzę z domu i słyszę, jak ze wzgórza, gdzie rozstawiono odpustowe kramy i karuzele, dobiega głos Paula McCartneya z pocztówki dźwiękowej, potężnie nagłośniony, i obejmuje w posiadanie całe miasteczko, sanktuarium i moją nastoletnią wyobraźnię. Love, love me do. You know I love you. I’ll always be true... I odtąd ten utwór Beatlesów wiąże się na zawsze („miotany do śmierci”) z maryjnym świętem, podczas którego będę służył do Sumy odpustowej...

Kardynał Ratzinger: „Rock jest wyrazem elementarnych namiętności, przybierających na festiwalach charakter kultyczny: jest on antykultem wobec kultu chrześcijańskiego. Człowieka doświadczającego masowości oraz wstrząsu rytmem, hałasem i efektami świetlnymi uwalnia on niejako od niego samego, sprawiając, że uczestnik festiwalu, poprzez ekstazę zniesienia swoich granic, poddaje się pierwotnej władzy wszechświata. (...) Muzyka [ta] stała się zdecydowanym wyrazem pewnej antyreligii i tym samym widownią rozdzielenia duchów. (...) jest ona z gruntu sprzeczna z chrześcijańską wizją zbawienia i wolności, stanowi jej przeciwieństwo”.

Oczywiście nie chcę tu głosić żadnych skrajności: rock nie jest czystym złem, a wiele udanych prób ewangelizacyjnych, dokonywanych językiem i formą najnowszej sztuki i muzyki, pokazuje całą ambiwalencję zjawiska, nieostrość owego „zwarcia na niskiej ziemi” chorału i łomotu. Ale polski katolik, czytający i słuchający Richardsa, jest dlatego biedny, że codzienna masowa kultura o rodowodach często dalekich od chrześcijańskich źródeł i inspiracji, kultura, która oplata jego życie, niekoniecznie wspiera jego wiarę, a często wprost przeciwnie. Infekcja zaś następuje na poziomie daleko głębszym niż jedynie estetyczny. Powietrzem się oddycha (bo nie ma innego wyjścia), nie zastanawiając się nad jego składem chemicznym. „Od wojennego zgiełku nie uwolnisz wnętrza”...

Cóż, wypada przypomnieć, że Bóg jest zawsze hojny i zwycięski. W każdym pokoleniu, losie i życiu. Czego chce ode mnie? Tak to zapisałem, słuchając Coldplay, w puencie wiersza:

Pomiędzy reklamą a pierwszymi akordami neurotycznej gitary Jonny’ego Bucklanda słyszę Pana, słuchając radia w Białymstoku, słyszę Go wyraźnie, jakbym słyszał ciebie, na mój szept odpowiada: nie bój się, chcę, byś ich łowił.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KULTURA, MUZYKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.