Prawda życia

Senat RP uczci pamięć zmarłej 50 lat temu Zofii Kossak specjalną konferencją poświęconą jej życiu oraz twórczości.

Wielki Czwartek 1968 r. Jeszcze się zima z wiosną przesila, ­jeszcze na pobliskich górach leżą śniegowe płaty, ale wieje już zapachem pobudzonej słońcem przedwiosennej ziemi i w zacisznych, nasłonecznionych miejscach wyrasta nieśmiałą zielenią pierwsza trawa. Kondukt wyrusza z ogrodniczego domku Pani Zofii – dodajmy: w Górkach Wielkich. Tak pisał w „Gościu Niedzielnym” ks. Andrzej Sapiński o pogrzebie zmarłej 9 kwietnia Zofii Kossak. Czytelnik jednak ma wrażenie, że to cytat z „Roku polskiego” przepięknej opowieści o polskim „obyczaju i wierze”. Właśnie tak pisała autorka „Nieznanego kraju” o przedwiośniu, o obrzędach i obyczajach wielkanocnych. Teraz ta przyroda, młoda zieleń, jeszcze ciemny Beskid i pękające lody na Brennicy żegnają pisarkę.

Biskup Herbert Bednorz prowadzący ceremonię pogrzebową mówi o niej pięknie i mocno, że „była zbudowaniem dla swoich”. Znał ją dobrze, był częstym gościem w domu państwa Szatkowskich, podobnie jak jego poprzednik bp Stanisław Adamski, o którym Zofia Kossak napisała wzruszające wspomnienie. Cała rodzina pisarki była blisko związana z góreckim kościołem, w niedzielę na Mszy św. w komplecie zasiadała w kolatorskich ławach.

Dobry czas w Górkach

Jakże się pisarka znalazła na Śląsku Cieszyńskim? Urodzona w 1889 r. w Kośminie na Rzeszowszczyźnie, młodość spędziła na Kresach. Tam też doświadczyła koszmaru rewolucji sowieckiej. Straciła wtedy dom rodzinny na Wołyniu i pierwszego męża Stefana Szczuckiego. Tamte tragiczne wydarzenia opisała we wspomnieniowej „Pożodze” i świetnej powieści dla młodzieży „Ku swoim”, wznowionej po wojnie dopiero w 2016 r. Tej powieści, niestety, nie poznały dzieci urodzone w Polsce Ludowej, a nawet ich wnuki.

Na Śląsk trafiła właściwie przez przypadek i w roku 1922 zamieszkała w Górkach Wielkich koło Skoczowa wraz z rodzicami Anną i Tadeuszem Kossakami oraz synami Julkiem i Tadziem, w starym dworze, otoczonym pięknym parkiem. Tu znalazła swoje miejsce na ziemi i tu rozpoczął się dla niej dobry czas. W Górkach wyszła drugi raz za mąż, za Zygmunta Szatkowskiego, urodziła dwoje dzieci: Annę i Witolda, napisała wiele znakomitych książek, by wymienić tylko „Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata”, „Nieznany kraj”, „Legnickie Pole”, a potem jeszcze inne, będące efektem literackim podróży do Aten, Egiptu, Stambułu i Jerozolimy. „Krzyżowcy”, powieść o krucjatach krzyżowych, która weszła w obieg literatury światowej, doczekała się wielu tłumaczeń na języki obce, podobnie jak „Król trędowaty”. Teodor Parnicki nazwał „Krzyżowców” najwybitniejszą powieścią historyczną dwudziestolecia międzywojennego. Natomiast „Nieznany kraj” z czasem stał się obiegowym określeniem Śląska. Za tę książkę, pokazującą drogę Górnego Śląska do Polski, była poszukiwana przez Niemców przez całą okupację.

Łzy płynęły po twarzy

Z góreckiego domu na wieść o wybuchu wojny wyjechała we wrześniu 1939 r. do Warszawy. Od początku bardzo zaangażowała się w konspirację, jej dom stał się przystanią dla ludzi bezdomnych i ukrywających się. Mieszkał tam również jakiś czas Aleksander Kamiński, autor „Kamieni na szaniec”, harcerski przyjaciel z Górek Wielkich. Tworzyła teraz głównie doraźną publicystykę dla prasy podziemnej, żarliwą, ostrą w tonie i odważną. Taki był jej „Protest” skierowany przeciw obojętności świata wobec zagłady Żydów. Pisała: „Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy” . Była też współtwórcą „Żegoty”, organizacji ratującej Żydów, jedynej takiej w okupowanej Europie. To ona ostrzegała, że za obojętność wobec tego zła, jakim jest Holokaust, zostaniemy kiedyś rozliczeni. Na twórczość literacką już jej brakowało czasu, zachowało się jedynie widowisko oparte na cieszyńskich motywach ludowych „Gość oczekiwany”. Znakomite, po wojnie w Niegowici wyreżyserował je młody wikary Karol Wojtyła.

W roku 1943 aresztowana na ulicy, trafiła na Pawiak, skąd w grypsie napisała: „Podczas badania na Szucha zęby moje, zawsze liche – spotkał najbardziej honorowy koniec”. Z Pawiaka przewieziono ją do Auschwitz, tam w wieczornych gawędach opowiadała więźniarkom o pięknie beskidzkich krajobrazów i tak przenosiła je w obszar wolności. Obóz cudem przetrwała, ale z niego przewieziono ją z powrotem na Pawiak. To, że nie została zdekonspirowana, graniczy z cudem. Używała pseudonimów Sikorska, Śliwińska – a okupant cały czas poszukiwał Kossak-Szczuckiej. Gdy po wyjściu z Pawiaka, już podczas powstania, dotarła do redaktora „Biuletynu informacyjnego” – Aleksandra Kamińskiego, wszyscy byli wstrząśnięci jej wyglądem i sprawozdaniem z „piekła”. Mówiła wolno, bez żadnego szlochu, tylko łzy obficie płynęły jej po twarzy.

Pisarka w oborze

Po upadku powstania wyjechała wraz z córką Anną do Częstochowy, gdzie pisała wstrząsającą książkę o obozowych przeżyciach pt. „Z otchłani”. W czerwcu 1945 r. została wezwana przez Jakuba Bermana, ministra spraw wewnętrznych, który kazał jej natychmiast, we własnym interesie, opuścić Polskę i wręczył paszporty dla niej oraz córki. Zofia Kossak współpracowała z jego bratem Adolfem Bermanem w ratowaniu dzieci żydowskich z getta. Był to zaskakujący gest wdzięczności ze strony człowieka, którego nazwisko budziło grozę w latach powojennych w Polsce.

Przerażone i upokorzone wyjechały do Szwecji, a stamtąd do Londynu, gdzie przywitały pisarkę niechęć i złośliwe plotki, że była „sekretarką Bieruta”. Po dwóch latach Szatkowscy zdecydowali się wyjechać z Londynu do Kornwalii, do Tressel, by prowadzić farmę. A tam wąskie palce inteligenta, nienawykłego do pracy fizycznej, twardnieją aż do bólu, udój, spędzanie bydła, wyrzucanie obornika, odbieranie porodu owcy przez majora Szatkowskiego. Pisarka pracująca w oborze, na pastwisku, w domu. Czasem przypływało wspomnienie „Kiedyś na Śląsku…”. Tam właśnie napisała nostalgiczny „Rok polski”, wspomnieniowe „Dziedzictwo”, „Przymierze” i opublikowane dopiero w 2014 r. poruszające „Wspomnienia z Kornwalii”. „Przymierze”, będące apokryficzną opowieścią o Abrahamie, zrobiło furorę w Stanach Zjednoczonych, w Polsce ukazało się drukiem dopiero po powrocie Zofii Kossak do kraju.

Na zawsze w Górkach

Przyjazd do Górek Wielkich w lutym 1957 był szokiem. Dwór był kompletnie zniszczony i Szatkowscy zamieszkali w domku ogrodnika. Tu do dzisiaj stoi biurko Zofii Kossak, przy oknie, z widokiem na ogród. W domku było ciasno, a przede wszystkim zimno. Wstrząsające są podania pisarki do różnych „władz” z prośbą o węgiel, „bo my tu marzniemy”. Gdy Gustaw Morcinek był posłem, pomagał załatwić dodatkową tonę węgla. Radością był widok z okna na ogród wiosną i w lecie kolorowy od kwiatów, w zimie pełen ptaków, które obserwowała z radością. Przylatywał nawet kolorowy dzięcioł, bo państwo Szatkowscy bardzo dbali, by zwierzęta nie cierpiały głodu. Radością były też dwa jamniki, Miki i Zorro, podobno wyjątkowo inteligentne i przyjacielskie.

W tych warunkach Zofia Kossak pisała dalsze tomy „Dziedzictwa” i „Troję północy”. I użerała się z cenzurą, nawet o „Topsego i Lupusa”, gdzie cenzor kazał zmienić trasę wędrówki dzieci, by nie dotarły do Lwowa, lecz do Przemyśla. Pisarka nie mogła zrozumieć, że o pewnych sprawach w Polsce Ludowej pisać nie wolno. Zresztą wydawcy jej nie rozpieszczali, a ona im nie ułatwiała życia. W roku 1963 podpisała „List 34” będący protestem twórców przeciwko cenzurze, a dwa lata później odrzuciła Nagrodę Państwową I stopnia, sprzeciwiając się szykanowaniu peregrynacji kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w diecezji katowickiej. Napisała wtedy piękne, dumne pismo z odmową przyjęcia nagrody. Przeczytał je prymas Stefan Wyszyński na spotkaniu biskupów, którzy gest pisarki nagrodzili brawami.

Na górecki cmentarz odprowadzali ją tłumnie duchowni, siostry zakonne, mieszkańcy Górek, młodzież, delegacje i literaci, tych niewielu, z Katowic nie przyjechał nikt. Telegramami pożegnali ją kard. Wyszyński, ks. Jan Zieja, bp Majdański, Brandstaetter, Iwaszkiewicz, Grabski, Kazimiera Iłłakowiczówna, Parandowski i Wańkowicz.

Wielka pisarka została na zawsze w Górkach Wielkich, jak sobie tego życzyła. A napis na jej mogile: „Niech mowa wasza będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” Mt 5,37 – przypomina, że najważniejsza jest prawda.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja