Fogg znowu śpiewa

Choć pod koniec ubiegłego wieku wydawał się człowiekiem wyjętym z innej epoki, moda na Mieczysława Fogga powraca.

Z dzieciństwa zapamiętałem dowcip opowiadający o tym, jak polska ekspedycja archeologiczna odkryła na terenie Egiptu mumię. W pewnym momencie znalezisko nieoczekiwanie poruszyło się i spytało naukowców: „A ten Fogg jeszcze u was śpiewa?”. Młodsze pokolenie może mieć dziś problem ze zrozumieniem tego żartu, ale dla wszystkich, którzy pamiętają starszego pana w muszce śpiewającego w telewizyjnych koncertach życzeń o „Jesiennych różach”, jego sens pozostaje czytelny. Mieczysław Fogg już wtedy, w latach 80. ubiegłego wieku, wydawał się człowiekiem wyjętym z jakiejś zupełnie innej, odległej epoki. Jego nienaganny strój, elegancja w każdym ruchu, śpiewanie z charakterystycznym, „przedwojennym” vibrato i ginącym miękkim, aktorskim „ł”, sprawiały, że ówczesnym dzieciakom wydawał się osobliwym zjawiskiem, zdolnym poruszyć najwyżej ich dziadków (bo rodziców już raczej nie).

Dialogi z historią

Tymczasem nagle, w XXI wieku, znów pojawia się moda na Fogga. Pierwsza jej fala miała miejsce 10 lat temu za sprawą Michała Fogga – prawnuka piosenkarza, który na co dzień, jako DJ, promuje muzykę retro na imprezach tanecznych. To właśnie on był pomysłodawcą albumu „Cafe Fogg”, będącego hołdem polskich artystów dla twórczości warszawskiego piosenkarza. Wystąpili tam m.in. Mika Urbaniak, Maria Sadowska, Sławomir Uniatowski, Novika czy Olga Szomańska-Radwan. Zabrzmiał też głos samego pieśniarza, wpleciony przez DJ-ów między nowoczesne, taneczne bity. Krążek zyskał status złotej płyty, a jego popularność sprawiła, że postanowiono zrealizować także drugą część, z udziałem m.in. Doroty Miśkiewicz, Mietka Szcześniaka czy zespołu Audiofeels.

Moda bynajmniej nie okazała się chwilowa, czego dowodzą albumy, które ostatnio pojawiły się na naszym rynku. Wydawnictwo MTJ właśnie wypuściło składankę z największymi przebojami pieśniarza, jego utwory na jazzowy warsztat wzięli także Jan Młynarski i Marcin Masecki, nagrywając płytę „Fogg – pieśniarz Warszawy”, której współwydawcą jest Muzeum Powstania Warszawskiego. – Bardzo nam zależy, aby pokazać Mieczysława Fogga jako artystę wszechstronnego, oddanego etosowi swojego zawodu, warszawiaka, jednocześnie reprezentanta przedwojennego, polskiego show biznesu. Ponadto chcemy przypomnieć, z jak wieloma wybitnymi twórcami piosenki współpracował, jak bardzo stał się ważny dla kilku pokoleń Polaków oraz jak zróżnicowany repertuar składał się na jego sceniczne emploi – tłumaczy genezę projektu wokalista Jan Młynarski. Wyszła z tego płyta trochę serio, trochę żartobliwa, trochę sentymentalna, jednak z całą pewnością nie odtwórcza.

Jego Warszawa

Co takiego jest w piosenkach Mieczysława Fogga, że młodzi twórcy chcą nie tylko po nie sięgać, ale i toczyć z nimi dialog? Z pewnością są to po prostu świetne, wpadające w ucho melodie, które wystarczy tylko odświeżyć współczesną aranżacją i nagle okazują się ponadczasowe. Ale jest też inna motywacja tego dialogu: od pewnego czasu daje się zauważyć wśród młodych ludzi coraz większe zaciekawienie światem retro. Początki tej mody wiązać można z utworzeniem Muzeum Powstania Warszawskiego, bo przecież dzięki tej instytucji wzrosło nie tylko zainteresowanie samym powstaniem, ale także tym wszystkim, co je poprzedzało – a więc klimatem międzywojennej Warszawy, z jej kawiarniami, kinami, życiem kulturalnym. Michał Fogg w rozmowie z Piotrem Jagielskim zwraca uwagę, że w sytuacji, gdy tylu przedwojennych artystów zginęło lub wyemigrowało, jego pradziadek był dla ludzi żyjących po wojnie właściwie jedynym „łącznikiem” z tamtym światem. A nawet więcej, bo był przecież kimś, kto – dzięki długiemu życiu – „widział cztery Warszawy: tę za rosyjskiego zaboru, Warszawę w niepodległej Polsce, okupacyjną i powstańczą oraz tę powojenną”. W ­PRL-u, który próbował przeszłość wymazać, pozostawał kimś, kto o niej przypominał; kto przenosił ją całym sobą w nowe czasy.

Znamienne, że pierwszym powojennym hitem w repertuarze Fogga była „Piosenka o mojej Warszawie”. Z tym miastem był bowiem związany nierozerwalnie – od narodzin w 1901 r. aż do śmierci w 1990 r. Wielokrotnie podczas zagranicznych podróży proponowano mu, by pozostał za granicą, on jednak nie wyobrażał sobie życia poza stolicą Polski. Wychowany w domu na rogu Długiej i Freta, w rodzinie właścicielki sklepu i maszynisty kolejowego, do końca pozostał wierny swojemu miastu.

Jego życie to kawał historii Polski. Ranny na froncie wojny polsko-bolszewickiej, większość dwudziestolecia międzywojennego przepracował jako kasjer w Warszawskiej Dyrekcji PKP. Już wtedy śpiewał – najpierw w chórze kościoła św. Anny, gdzie podczas próby kolęd wyłowił go znany aktor i reżyser Ludwik Sempoliński. To on skierował młodego chórzystę na naukę śpiewu na Wydziale Wokalistyki Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina. Czas pokazał, jak wielką miał intuicję.

Śpiewająca mrówka

Pseudonim artystyczny „Fogg” przyjął Mieczysław Fogiel w 1926 r. Początkowo jego śpiewanie ograniczało się do chałturzenia na ślubach i pogrzebach, ale już wkrótce związał się z Chórem Dana, z którym zjechał pół świata. Zaczęła się współpraca z licznymi teatrami i rewiami, wspólne programy kabaretowe z Mirą Zimińską i Tadeuszem Sygietyńskim oraz nagrania dla firmy fonograficznej Odeon. Brzmi to wręcz niewiarygodnie, ale artysta nagrywał rocznie aż 100–150 piosenek! Przezwisko „śpiewająca mrówka”, jakie mu nadano, było więc jak najbardziej zasłużone. Nim nadeszła II wojna światowa, Fogg miał już na koncie ogromne sukcesy: zwyciężył w ogólnopolskim plebiscycie słuchaczy Polskiego Radia i był pierwszym polskim artystą, którego występ nadała (w próbnej transmisji) Telewizja Polska.

Na początku wojny pieśniarz opuszcza Warszawę, przebywa m.in. w Zbarażu i Lwowie, ale po dwóch miesiącach wraca do stolicy, by występować – za zgodą władz Podziemnej Polski – w jej kawiarniach. Niektórzy wytykali mu wprawdzie fakt, że śpiewał regularnie w lokalu należącym do Włocha, ale tak naprawdę to mało istotny szczegół. Czas wojenny to bowiem piękna karta w biografii Mieczysława Fogga. Artysta działał w konspiracji, gdzie nosił pseudonim „Ptaszek”, był żołnierzem Armii Krajowej. Podczas powstania warszawskiego podtrzymywał rodaków na duchu, śpiewając, gdzie tylko się dało: na barykadach, w schronach czy szpitalach. W czasie okupacji ukrywał też w swoim mieszkaniu żydowskich przyjaciół: Ignacego Singera z rodziną, Stanisława Templa czy Stanisława Kopfa.

Tuż po wojnie założył przy Marszałkowskiej własną kawiarnię artystyczną Café Fogg i firmę fonograficzną Fogg Record. Szybko jednak musiał zakończyć swoją działalność ze względu na znacjonalizowanie, a następnie zamknięcie obu firm przez władze komunistyczne. Pozostało więc śpiewanie – solo i z towarzyszeniem żeńskich zespołów. Robił to z powodzeniem, niemal do końca życia. Występował na całym świecie, dając w sumie blisko 16 tys. koncertów. Jego głos uwieczniano na płytach nie tylko w Polsce, ale także w Australii czy Stanach Zjednoczonych, a łączny nakład egzemplarzy jego krążków wynosi ponad 25 mln egzemplarzy. Pozostały po nim przeboje, zarówno te napisane specjalnie dla niego, jak i standardy, których stał się najpopularniejszym wykonawcą: „Tango milonga”, „To ostatnia niedziela”, „Jesienne róże”, „Mały biały domek”, „Pierwszy siwy włos”, „W kalendarzu jest taki dzień” czy wspomniana „Piosenka o mojej Warszawie”. To tylko niewielka część nieprzebranej skarbnicy, z której można czerpać. Dobrze, że dzięki kreatywności młodych aranżerów te piosenki teraz wracają. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.